The Smile - Cutouts

RecenzjaThe SmileXL Recordings2024
The Smile - Cutouts

"The Smile cieszą się swobodą działania, uwolnieniem niewykorzystanego potencjału, brakiem presji. Słuchacze obdarzyli ich kredytem zaufania i póki co zespół go wykorzystuje. Ale gdzieś na końcu zdania zawsze jest ten sam pytajnik – co dalej z Radiohead? Nie będę ukrywał, że sam postrzegam The Smile jako wakacje Yorke’a i Greenwooda przed nieuchronnym powrotem ich macierzystej formacji".

Jest 5 października, jestem w Londynie i zmierzam w kierunku uliczki, jakich w sercu Anglii są setki. Przy 17 Bell St., w pobliżu Edgeware Road, mieści się sklep z używanym sprzętem RTV o nazwie Vintage Wireless. To graciarnia adapterów, telewizorów, głośników, radioodbiorników i magnetofonów, które dostają tu drugie życie – jako sprawne retro-rarytasy i rekwizyty filmowe. Przed sklepem gromadka fanów The Smile – czy to tu mieliśmy się udać? Zespół wysłał niedawno tajemnicze koordynaty. Coś tu ma być, co nawiązuje do ich nowej płyty, pt. "Cutouts". Okazuje się, że w witrynie sklepu mieści się instalacja video, specjalnie przygotowana przez The Smile z okazji premiery. Pytam właściciela sklepu o co tu chodzi. Mówi, że byli jakiś czas temu, zapytali czy mogą postawić te kamery i ekrany wyświetlające niestworzone abstrakcje. Od tamtej pory co chwila ktoś przychodzi i pyta o to samo i dostaje od kierownika naklejkę z napisem „SMILE, YOU’RE ON CAMERA”. Ja też dostałem. Taki dowcip ze strony Thoma Yorke’a, wiralowy marketing nowego wydawnictwa. Właściciel mówi z ulgą, że dziś ostatni dzień tej akcji.

W specyficznym zapachu tego miejsca, czas biegnie inaczej; czuć plastik, drewno i kurz. Nigdy nie nastaje tu cisza; zawsze coś bzyczy i szumi, a właściciel czerpie medytacyjną satysfakcję z obcowania ze starym sprzętem. Jest tu przytulnie i domowo, zupełnie jak w muzyce The Smile. Są mniej zobowiązujący niż Radiohead, bardziej kieszonkowi, osobiści. Gdy Radiohead to nowo otwarty salon Apple w centrum Amsterdamu, to The Smile to właśnie komis elektroniczny gdzieś w niepozornej części Londynu. Po Radiohead oczekujemy epickości; po The Smile nie. Właśnie to jest kluczem do The Smile – brak oczekiwań. Thom Yorke i Jonny Greenwood, mózg i dusza Radiohead, chcą grać muzykę nie obarczoną ścianą oczu nerdów art-rocka, oceniających każdą nutkę. Poniekąd sami są sobie winni – wydali za dużo płyt o globalnym znaczeniu dla rocka. Podobny problem mieli Pink Floyd, którzy przestali nagrywać z braku odpowiedniego ‘kalibru’ nowych piosenek; a gdy wreszcie podzielili się leżącym, niewykorzystanym materiałem w postaci "The Endless River", zostali skrytykowani na czym świat stoi za brukanie nazwy.

Greenwood i Yorke mówią otwarcie, że w The Smile mnóstwo jest pomysłów, które nosili w sobie od lat, gdy Radiohead działało w najlepsze, a które uznali za niewystarczające na nowy krążek. The Smile to przerwa od Radiohead, powiew świeżego powietrza i głęboki, relaksujący oddech. Widać, że robota pali im się w rękach; "Cutouts" to już trzeci ich longplay, drugi w tym roku po Wall of Eyes. Można spekulować, czy zgodnie z tytułem nie jest to zbiór niewykorzystanych numerów, wydanych na szybko, aby zrekompensować fanom odwołaną trasę koncertową?

Jonny temu zaprzecza. Tak, te numery pochodzą z tych samych sesji co "Wall of Eyes", ale są od niej niezależne. Jest tu garść świetnego materiału – „Colours Fly”, „Foreign Spies”, „Bodies Laughing”. Formuła tej muzyki nie zmienia się: to trzech omnibusów – Yorke, Greenwood i Tom Skinner – obsługujących każdy instrument w różnych konfiguracjach i zmiennym natężeniu. To kompleksowa rytmika, introwertyczne słowa, mariaż retro i futuro, symbioza elektryczności i akustyką. Można przy tym marzyć, można dziwnie się poruszać. Najlepiej jedno i drugie na raz.

The Smile cieszą się swobodą działania, uwolnieniem niewykorzystanego potencjału, brakiem presji. Słuchacze obdarzyli ich kredytem zaufania i póki co zespół go wykorzystuje. Ale gdzieś na końcu zdania zawsze jest ten sam pytajnik – co dalej z Radiohead? Nie będę ukrywał, że sam postrzegam The Smile jako wakacje Yorke’a i Greenwooda przed nieuchronnym powrotem ich macierzystej formacji. A dobrze widać, jak mocno ten obecny czas sprzyja wielkim powrotom. Oczywiście wszyscy członkowie są zajęci, a Jonny nadal dochodzi do siebie; ale, mamy czas.

JAKUB OŚLAK

Powiązane materiały