The Young Gods - The Young Gods Play Terry Riley in C

Szwajcarska grupa The Young Gods od zawsze jest znana z odważnych eksperymentów artystycznych. Nowy album nie powinien być zatem niespodzianką dla fanów tego zespołu.
In C Terry’ego Riley to jedna z najważniejszych kompozycji reprezentujących minimalizm w muzyce współczesnej. To klasyczny przykład zacierania się granic pomiędzy muzyką ‘poważną’, a ‘rozrywkową’; pionierski w swoim czasie (druga połowa lat 60.), dziś uznawany za fundament wielu późniejszych poszukujących albumów i gatunków muzycznych. Co ciekawe, dopiero w 2022 In C zostało wcielone do National Recording Registry, będącego spisem nagrań mających znaczenie kulturowe, historyczne, estetyczne, oraz odzwierciedlających życie w Stanach Zjednoczonych. W tym samym roku dostajemy także interpretację tego dzieła przez The Young Gods, szwajcarskie trio słynące z poszukiwania wspólnego terytorium pomiędzy rockiem, industrialem, i alternatywą.
To nie pierwszy raz, gdy In C jest publicznie brane na warsztat przez formację nie będącą po stronie ‘poważnej’, lecz ‘rozrywkowej’. 20 lat temu tego samego wyzwania podjęli się japońscy mistrzowie psychodelicznego rocka Acid Mothers Temple. W późniejszych latach swoje wersje publikowali m.in. Meat Beat Manifesto, oraz Adrian Utley dowodzący orkiestrą gitar elektrycznych. In C jest kompozycją bardzo luźną, podatną na interpretacje, wtręty własne, a wręcz losowość. Riley zachęcał muzyków sięgających po jego dzieło, aby nie trzymali się kurczowo jego kompozycji, tylko rozmontowywali je, dodawali od siebie i aranżowali od nowa. Dość powiedzieć, że najliczniejsza orkiestra wykonująca historycznie In C liczyła ponad 120 osób. The Young Gods jest zaledwie trzech.
Wykonanie The Young Gods trwa blisko godzinę i chociaż formalnie składa się z 53 fragmentów pogrupowanych w 9 części, tak naprawdę jest to jednolita, długa, nieprzerwana kompozycja. W jej trakcie usłyszymy wszystko to, co składa się na czar minimalizmu Riley’a – repetycje, pętle, sekwencje – ale także to, z czego słyną od lat The Young Gods – sample, industrialne rytmy i zmiennocieplny trans. Słuchając In C w jakimkolwiek wykonaniu jest jasne, kto przez dekady czerpał z jego wpływu najbardziej: niemiecki krautrock, pionierzy ambientu, a także prekursorzy techno. Wykonanie The Young Gods tylko to podkreśla: słychać tu zarówno Hansa-Joachima Roedeliusa i Michaela Rothera, jak i Briana Eno i Williama Basinskiego, a także Jeffa Millsa i Christiana Vogela.
In C pod każdą postacią jest kompozycją kalejdoskopową, zmieniającą kształt, barwy i brzmienie za każdym odsłuchaniem. The Young Gods doskonale utrwalili ten czar hipnotycznych pętli, sekwencji, warstw, rytmu i zdobnictwa. To zarówno rotujące w nieskończoność estakady, jakie znamy z E2-E4 Manuela Göttschinga, jak i entropia dźwięku w postaci The Disintegration Loops Basinskiego. Jest oczywiste, że The Young Gods manipulują dziełem Riley’a na żywo, niczym DJ-e, dokładając i odejmując kolejne przejścia, pętle, sample, gładkie skoki tematyczne i bezszelestne zmiany tempa. Ich In C ma sobie pierwiastek nieprzewidywalności Swans, jak i ciepło Cluster i Harmonii. To zarówno muzyka tła w stylu Music For Airports, jak i złożona, koncepcyjna całość jak Music for 18 Musicians.
The Young Gods od zawsze specjalizowali się w zacieraniu granic i łączeniu odrębności, chociażby w postaci współgrających ze sobą samplerów i instrumentów. Coś, co w dzisiejszych czasach od dawna nikogo nie dziwi, u zarania kariery Szwajcarów było rzeczą niesłychaną, pionierską. Podobnie jak In C w roku 1968, gdy nieznany szerzej kompozytor zapisał się w historii muzyki współczesnej, obmyślając rzecz rewolucyjną, koncepcyjną, przełamującą granice, profanującą ‘powagę’ muzyki klasycznej. In C być może nie było sztuką awangardową czy eksperymentalną, taką jak dzieła Johna Cage’a czy Karlheinza Stockhausena; ale dzięki niemu Terry Riley jest do dziś wymieniany wśród najważniejszych współczesnych innowatorów muzyki, takich jak Steve Reich, Philip Glass czy Arvo Pärt.




