Worms Of Senses - Give Up!

Trio Worms Of Senses wraca, a właściwie debiutuje ponownie. Album „Give Up!” przynosi mieszankę rocka, psychodelii, metalu, czy jazzu w otwartej, a jednocześnie chwytliwej formie.
Przekaz „Give Up!” to czysta zabawa, nie ma tu ciężkich znaczeń. Nawet jeżeli są teksty o lękach, kompleksach, czy walce ze stagnacją, to wszystko pretekst, żeby posklejać kilka brył, a potem zeszlifować kanty i zobaczyć w tym nową rzecz. – tak o swoim dziele mówią członkowie zespołu Michał Maślak, Rafał Miciński i Piotr Jeziorko, czyli muzycy przez lata związani z grupami takimi jak Searching For Calm, Fair Weather Friends, czy ARRM. A więc desant śląsko-zagłębiowski. Podwaliny są, doświadczenie też – jak więc to wypada w praktyce?
Od pierwszych dźwięków słychać, że „Give Up!” wzięło się z improwizacji. Niezależnie, czy mówimy o partiach rytmicznych, melodyjnych, wszelkich kontrapunktach, bądź śpiewie - wyczuwalna jest formuła otwarta. Od plemiennego, przesyconego psychodelią i new rock revolution „Body”, przez pochmurny utwór tytułowy z gościnnym udziałem Roberta Maślaka, taneczno-funkowe „Disco Freud” i szarpidrucko-chilloutowe, znane z singla „Fade Away”. Dalej jednak formuła robi się nieco eksperymentalna, zarówno w odrobinę synkopowo-mutującym „Klockan Elva”, zapalczywie gitarowym „Me And Me”, czy grunge’owo-transowym „Tiger”. I niech nie zwiedzie was punkowy wstęp w puentującym „Tourist”, bowiem szybko przemienia się ono w post-generatorowe granie spod znaku Queens Of The Stone Age, czy nawet Screaming Trees.
„Give Up!” to nie tylko nowe rozdanie dla Worms Of Senses, ale też ukłon, a wręcz i nostalgia nie tyle za czasami minionymi, ile za muzyką tych czasów. Brakuje obecnie takich form na polskiej muzycznej scenie, gdzie granie ma wymiar podróży, kłania się nie do końca oczywistym wzorcom, dzięki czemu żyje swoim, nieodbitym w twórczości innych życiem.
MACIEJ MAJEWSKI

