Anja Huwe

WywiadMaciej MajewskiAnja Huwe
Anja Huwe

Anja Huwe przez ponad trzy dziesięciolecia nie parała się czynnie muzyką. Była wokalistka Xmal Deutschland skupiła się na malowaniu obrazów, co zresztą stało się jej głównym zajęciem, o którym opowiadała w rozmowie z nami 12 lat temu. Sporym zaskoczeniem było więc ukazanie się jej pierwszej solowej płyty „Codes”, która wyszła nakładem Sacred Bones 8 marca. Jak doszło do realizacji tego projektu, co zmieniło się w podejściu Anji do muzyki oraz co kryją w sobie niektóre z piosenek zawartych na płycie, autorka opowiedziała mi w poniższej rozmowie.

MM: Minęło 35 lat od wydania ostatniej płyty Xmal Deutschland i nagle pojawiła się Twoja solowa płyta „Codes”. Wiem, że nie bez znaczenia były sugestie ze strony Twojej przyjaciółki Mony Mur, by nagrać te piosenki. Jak przebiegał ten proces?

AH: Po pierwsze – Mona od lat namawiała mnie do powrotu do muzyki. Zawsze odmawiałam, twierdząc, że teraz jestem malarką i poświęcam się malowaniu obrazów, a muzyczny biznes nie jest mi jakoś szczególnie bliski. Widziałam jego wszystkie odcienie, nie tylko w czasach Xmal Deutschland, ale także pracując w telewizji (Anja przez kilka lat pracowała w niemieckim oddziale telewizji VIVA - przyp. MM). Przyszła jednak pandemia, która spowodowała, że nie miałam żadnych wystaw oraz nie mogłam podróżować. Siedziałam więc zamknięta w mieszkaniu, które dokładnie wysprzątałam i na nowo umeblowałam (śmiech). Niedługo później odezwał się do mnie Yishai Schwartz z Tel Avivu. Powiedział, że jest promotorem zespołów metalowych i ma też swój własny zespół. Mają przygotowaną piosenkę, napisaną przez szwedzkiego muzyka doom metalowego Michaela Borebaka, którego ponoć nikt nie zna (śmiech). Zapytał, czy nie chciałabym się do niego dograć. W pierwszej chwili odmówiłem, ale ponieważ był bardzo miły, zgodziłam się, żeby podesłał mi podstawową ścieżkę tego utworu oraz tekst. Dał mi wolną rękę jeśli chodzi o interpretację. Posłuchałam więc tego kawałka, wydał mi się niezły, więc wzięłam mojego iPhone’a i nagrałam swój wokal do niego, a następnie przesłałam do Berlina do Mony z prośbą o opinię. Mona była kompletnie zaskoczona, pytając wprost: Jak to zrobiłaś? (śmiech). Zaprosiła mnie do Berlina, byśmy spróbowały coś razem nagrać. Mimo lockdownu, wsiadłam do pociągu, pojechałam do niej i nagrałyśmy pierwszy utwór „Skuggornas”, co po szwedzku znaczy „Cienie”. Od tego momentu zaczął się proces powstawania tego materiału. Ogromnie dużo w tamtym czasie czytałam. Odbyliśmy z Moną mnóstwo rozmów na temat muzyki i tekstów. Na koniec okazało się, że mamy mnóstwo materiału, więc zasugerowałam, byśmy uzbierały pieniądze na nagranie płyty. Postawiłam jednak warunek, że jeśli mamy nagrywać płytę, to musi na niej zagrać Manuela Rickers. Ona jest dla mnie niezwykle ważną osobą, a brzmienie jej gitary jest niepowtarzalne. Manuela nagrywała swoje partie osobno, w Hamburgu. To było dla mnie nowe doświadczenie, bo przez cały okres działalności Xmal Deutshland zawsze nagrywaliśmy wszystko razem. Tymczasem tutaj proces był rozłożony na kilkanaście miesięcy. Przyjeżdżałam do Berlina do Mony na kilka dni, pracowałyśmy i zazwyczaj w takim okresie powstawała jedna pełna piosenka.

MM: Jak zatem gromadziłyście środki na nagranie płyty?

AH: Wystąpiłam z wnioskami do niemieckiego ministerstwa kultury, które chętnie wspiera różne inicjatywy artystyczne. Pierwotna nazwa projektu brzmiała „The Codes Of The Words”. Chodziło o znaczenie słów i o to, co one w nas wywołują i co nam robią. Dostałam też wsparcie finansowe ze strony jednego z niemieckich banków. Do tego doszło wsparcie różnych instytucji kulturalnych, które zgodziły się nam pomóc. A kosztów było sporo – wynajęcie studia, produkcja, mix, mastering… Na ostatnim etapie pojawiła się wytwórnia Sacred Bones, która zgodziła się wydać tę płytę.

MM: Przed laty powiedziałaś w wywiadzie dla nas, że kolory są dla Ciebie o wiele ważniejsze niż muzyka. Czy zatem malowanie obrazów wpłynęło w jakikolwiek sposób na to, co słychać na „Codes?

AH: Nie. To historie i opowieści, jakie przeczytałam, bądź usłyszałam, miały wpływ na zawartość tej płyty. Nadal jednak maluje. W momencie, gdy udzielałam tamtego wywiadu, byłam absolutnie przekonana, że nigdy już nie wrócę do muzyki. Kolory były moim jedynym językiem artystycznym, za pomocą którego się wypowiadałam. Znalazłam się jednak w jakiś przedziwny sposób ponownie w świecie muzyki, w który zaczynam powoli na nowo wsiąkać. To dla mnie zaskakujące i wbrew pozorom, kompletnie nowe doświadczenie. Czuję, jakbym znalazła nowe sposoby wyrażania się poprzez muzykę - takich, jakich nie znałam wcześniej, bądź nie byłam ich świadoma. Wynika to z różnicy pracy – inaczej wygląda to w pięcioosobowym zespole, a inaczej, gdy działa się samodzielnie. Zdaję sobie sprawę, że dojście do tego wniosku zajęło mi bardzo dużo czasu, ale z drugiej strony pomyślałam sobie, że być może ten czas był mi potrzebny. Dziś widzę te sprawy w zupełnie innym świetle i z zupełnie innej, własnej perspektywy.

MM: Te zmiany słychać na „Codes”. A czy jesteś w stanie powiedzieć, co dziś fascynuje Cię w muzyce najbardziej?

AH: Hmm… Kiedy byłam członkinią Xmal Deutschland, musiałam liczyć się ze zdaniem wszystkich pozostałych członków zespołu. Nie byłam natomiast autorką muzyki. Nie pisałam piosenek dla zespołu. Byłam jego twarzą i wokalistką. Do studia przychodziłam jako ostatnia, wyłącznie po to, by nagrać wokale. W związku z tym towarzyszyła temu presja, czy sprostam. A teraz to ja odpowiadałam za cały proces kompozycyjny, tekstowy i wykonawczy, ale nie było żadnej presji! Praca z Moną była wręcz przyjemnością. Eksperymentowałyśmy, próbowałyśmy różnych rzeczy. Mona ośmielała mnie w realizowaniu różnych pomysłów. To dało mi ogromny komfort. Na przykład utwór „Exit” zaśpiewałam za pierwszym podejściem, bo to dość ciężki emocjonalnie i lirycznie kawałek. I w takiej formie wszedł on na płytę. Zaśpiewałam go, a Mona ponownie spytała: Jak to zrobiłaś? (śmiech).

MM: Podstawową różnicę jako słyszę na „Codes” w stosunku do Twoich dokonań z Xmal Deutschland, to znacznie więcej brzmień elektronicznych.

AH: To prawda, ale to wynik tego, że czasy się zmieniły. W okresie Xmal Deutschland fascynował mnie - a właściwie nas – post punk, czy muzyka gotycka. A ja uwielbiam muzykę elektroniczną. Po pierwsze – dużo łatwiej się ją nagrywa, a po drugie - ma ona szerokie spectrum kreacji. Nie chciałam wracać do tego, co robiłam wcześniej. Uwielbiam nasze płyty, natomiast chciałam nagrać coś nowego, co wyraźnie odróżniałoby się od tego, co zrobiliśmy z Xmal Deutschland.

MM: W paru momentach na płycie słychać także niski, męski głos. Do kogo on należy?

AH: To głos Yishaia Sweartsa. Zaśpiewał po hebrajsku, to, co ja zaśpiewałam po niemiecku. Myślę, że to dodało kolejnego ciekawego elementu do tej płyty.

MM: Wspomniałaś, że do napisania tekstów zainspirowały Cię opowieści i historie, które przeczytałaś, bądź usłyszałaś. Mnie te liryki wydały się bardzo osobiste, wręcz intymne.

AH: Tak, ponieważ zaadoptowałam te historie na własny użytek, pisząc na ich podstawie swoje własne teksty. To pewna forma kamuflażu. A ja uwielbiam pisać.

MM: Zauważyłem, że pod koniec płyta nabiera dość dzikiego charakteru. Utwory „Sleep (With One Eye Open)”, „Living In The Forest” „Hideaway” brzmią jak trzyczęściowa opowieść o dość pierwotnej stronie ludzkiej natury. To celowy zabieg, by zestawić te kawałki obok siebie?

AH: To bardzo ciekawe, co mówisz, bo nigdy z Moną nie myślałyśmy o tych utworach w ten sposób. Dla nas to po prostu piosenki, które następują po sobie. W jednej jest więcej strachu i niepokoju, w drugiej – lasu, a w trzecia jest raczej słodko-gorzką opowieścią. Ale taka forma mi odpowiada. Wolę w taki sposób wyrażać swoje uczucia, zamiast pisać piosenki stricte miłosne. Zresztą nie jestem pewna, czy potrafiłabym napisać piosenkę miłosną (śmiech). Poezja w moim mniemaniu potrafi nadać głębszego i szerszego znaczenia.

MM: To dlatego w „Living In The Forest” śpiewasz: I feel nothing?

AH: Zgadza się, bo nie czuję nic, ponieważ widzę tylko drzewa (śmiech).

MM: Niedawno ukazała się kompilacja wczesnych singli Xmal Deutschland. A czy wznowione zostaną też wasze płyty?

AH: Tak, 4AD planuje wydać box ze wszystkimi zremasterowanymi płytami Xmal Deutschland. Próbują też wznowić album „Viva”, ale prawa do niego ma wytwórnia Universal, a odzyskanie ich jest bardzo trudne. Pierwotnie zresztą „Codes” miało ukazać się w 4AD. Poprosili mnie o pierwsze dwa single, które im się spodobały. Myślałam więc, że mamy wydawcę. Ale od tego czasu nic więcej się nie wydarzyło. Sprawa utknęła w martwym punkcie. Dlatego w pewnym momencie zwróciłam się Sacred Bones, którzy byli zainteresowani tą płytą. To wkurzyło 4AD. Ale okazało się, że oni chcieli dołączyć „Codes” do tego boxu jako specjalne, limitowane wydawnictwo. Wtedy moja płyta zwyczajnie by przepadła. Dlatego cieszę się, że wydałam ją w Sacred Bones.

MM: Planujesz koncerty z materiałem z „Codes”?

AH: Mnóstwo osób mnie o to pyta. Kiedy ukazały się zapowiedzi singli, a potem płyty, zaczęłam dostawać zapytania praktycznie z całego świata o to, czy i kiedy będę grała koncerty. Szczerze mówiąc, nie nagrałam tej płyty z myślą o koncertach. Nie mam pomysłu na granie tych piosenek na żywo. Wracam niebawem do Nowego Jorku, więc może tam przyjdzie mi jakaś idea w tej kwestii.

MM: Utwory z płyty świetnie nadają się do remiksowania. Myślałaś o tym, by dać je innym do zremiksowania?

AH: To akurat zabawna historia, bo dwie osoby już wzięły na warsztat „Rabenschwarz”, próbowały ją zremiksować i nie dały rady! Ich próby były dla mnie nie do zaakceptowania. Myślę, że problemem dla potencjalnych remikserów jest kompaktowość tych piosenek. Warstwa tekstowa jest mocno scalona z muzyczną, więc bardzo łatwo uzyskać zupełnie inny, a przez to mylny efekt, przerabiając te utwory. Zresztą Jon Caffery, który miksował i masterował „Codes”, też nie miał łatwego zadania z tym materiałem. Nie wiem czy ktoś podejmie się zremiksowania któregoś z tych utworów, ale jestem otwarta na wszelkie tego typu propozycje.

MM: Dziękuję za rozmowę.

Powiązane materiały