Czerń

WywiadMaciej MajewskiCzerń
Czerń

Czerń już na dobre zadomowiła się na polskim poletku metalowym. Drugi pełnowymiarowy album warszawskiej grupy nosi tytuł „Klątwa” i nie tylko umacnia zespół kompozycyjnie, ale przede wszystkim daje śmiałe pole do kolejnych działań nie tylko muzycznych. O jej niuansach oraz m.in. odczuciach wobec współczesnej sceny death metalowej mi opowiedzieli mi wokalista Łukasz Zając i gitarzysta Piotr Sałata.

MM: Przy okazji ep-ki "Czerń" Janek i Piotrek mówili mi, że zespół wreszcie działa jak należy. I rzeczywiście - na "Klątwie" brzmicie niemożliwie zgranie. Chciałem Was zapytać, czy pomiędzy tymi dwoma wydawnictwami był jeszcze jakiś moment zwrotny, który dodatkowo Was wzmocnił i napędził do tego, by stworzyć właśnie taką płytę?

ŁZ: Nie, ja ze swojej strony widziałem naszą mocną determinację na pójście za ciosem po wydaniu Epki. Tak się nakręcaliśmy, że wyszła nam cała całkiem ciekawa(chyba) płyta

PS: Tak stricte osobiście myślę, że mogę wskazać kilka takich momentów, dzięki którym poczułem, że niezależnie od przeszkód, warto cisnąć dalej i będzie fajnie. Pamiętam np. jak wyjeżdżałem z zeszłorocznej edycji Summer Dying Loud, na której mieliśmy przyjemność zagrać. Podczas naszego slotu pierwszego dnia na scenie pojawiła się awaria związana z nagłośnieniem. W pierwszym momencie chyba wszyscy byliśmy po zejściu ze sceny w połowie setu nie do końca nasyceni, ale ostatecznie Tomasz (Barszcz, dyrektor Summer Dying Loud – przyp. MM) podszedł do nas, pogadał z nami i dał nam możliwość zagrać jeszcze raz w ostatni dzień festiwalu. To było super i ostatecznie wszyscy opuszczaliśmy imprezę uśmiechnięci i zmotywowani. Podejrzewam, że jeszcze kilka takich momentów mogłoby mi przyjść do głowy, ale ten jest taki pierwszy z brzegu.

MM: Mam wrażenie, że niejako Wasza postawę definiuje tekst do "Szybszej krwi", może poza 4 ostatnimi wersami.

ŁZ: (śmiech). Jestem zaskoczony, jaki to się okazał dobry numer. Na poziomie nagrań i prób jakoś go nie czułem, a jak sobie na spokojnie do niego siadłem, to brewka mi się lekko uniosła. Nie wiem, czy nas definiuje. Jesteśmy w gazie, bo wydaliśmy w końcu coś, nad czym wszyscy mocno się napracowali: kompozycyjnie, promocyjnie, przy okładce, nagrywkach i brzmieniu. Oczywiście tu wielkie pięć dla Marcina i Piotrka, którzy swoim profesjonalizmem mocno nam pomogli przy nagraniach. Wracając do pytania: istniejemy, nie rozpadamy się, mamy ochotę na więcej i dobrze się bawimy. Krew na bank szybciej płynie przed jesiennymi koncertami z Wielkim Mrokiem, Burning Sky czy LWSTNDRDS.

MM: Jest też drugie, jeszcze bardziej ludzkie odbicie egzystencji w utworze "Jestem".

ŁZ: Trafiłeś w numer, do którego tekst pisał Janek. Według mnie to jest uniwersalne przesłanie. Każdy czasem dochodzi do ‘swojej ściany’ i chce wymyślić siebie na nowo, osadzić w rzeczywistości, przystosować się, i w końcu zacząć ją na nowo kontrolować, jak bardzo trudne by to nie było. Jest jedno ale - ten proces ma to do siebie, że lubi się powtarzać.

MM: Nie mogę też nie zapytać o utwór tytułowy - melodyjny i - jak na Czerń - wyjątkowo nośny. Od kogo wyszedł pomysł na ten kawałek?

PS: Wydaje mi się, że ten numer jest chyba jednym z tych, powstałych u nas najbardziej kolektywnie z całej twórczości, przy powstawaniu którego byłem obecny. Proces jego tworzenia zaczął się od starego riffu, który został z nami niejako przez ‘zasiedzenie’ (pozdrawiamy Michała Cieślaka z Last Penance). Pamiętam też, że sam miałem zajawę na złożenie choćby fragmentu, który byłby moim osobistym hołdem/worshipem dla Type O Negative. Jednak chciałem, żeby całość nie była ukierunkowana na ten jeden wątek i miała jakiś grubszy plot twist, czymś zaskakiwała. Przegrywaliśmy sobie różne wersje w różnych opcjach podczas kilku tygodni prób, aż w końcu powstało to, co słychać na płycie.

MM: Tekstowo natomiast mam wrażenie, że chwilami jest tu czysta poezja (Łukasz)

ŁZ: Czysta abstrakcja chyba (śmiech). Jakby to ująć - teksty mnie zaskakiwały. Czasem pojawiało się słowo, czasem całe zdanie, wokół którego coś rosło. Proces twórczy bezbolesny: siadasz i coś się z ciebie wylewa na kartkę. Potem czytasz, poprawiasz i zostawiasz, niech odstoi. Potem musisz się tłumaczyć, gdzie teksty, a jak w końcu zespół je dostanie jest wkurwiony ‘bo mało czasu’ i akceptuje jak leci. Polecam tę metodę. W tekstach, oprócz wspomnianego „Jestem” i „Ścieku” autorstwa Arka, jestem ja, moja interpretacja i próba nazwania dla siebie tego, co mnie otacza, dziwi, wkurwia, ale i cieszy. Poezją w życiu bym tego nie nazwał, ale dzięki.

MM: Muzycznie zakotwiczyliście w death metalu i jego odnogach. Notka prasowa mówi o staroszkolnym death metalu na tej płycie. A śledzicie to, co tworzą młodsze pokolenia w obszarze tego gatunku?

ŁZ: Nie ma młodszych od nas (śmiech). A tak serio - to pytanie do Piotra, bo to on i Benek są najbardziej na czasie z muzyką gruzu i lasu. Ja sobie lubię odpalić jakieś nowe kapelki, ale szukam po rejonach nowego black metalu, jak się trafi to dobry GxC jak choćby ostatnie Meat Spreader, ale to raczej chłopaki znoszą nowe nazwy i mówią: obczajcie to

PS: Oczywiście, że śledzimy i potwierdzam to, co mówi Łukasz. Bardzo lubimy sprawdzać wszystko, co ściąga do nas niezmordowany Tomek Zagórski. Uwielbiamy amerykańską scenę Metalu Śmierci, mającą mocne konotacje i korzenie w hardcore punku. Myślę, że ta nowsza fala rozkręciła się na dobre gdzieś w okolicach wczesnych wydawnictw Blood Incantation, potem Gatecreepera, aż po to, co mamy dziś. Sprawia nam sporo frajdy fakt, że to wszystko gdzieś tam wraca, a Bolt Thrower, Death, Morbid Angel są w fajny sposób zaszczepiane w świadomość pokoleń na tyle młodych, że ciężko, żeby te osoby mogły słyszeć te nazwy w czasach ich największej świetności, czy istnienia.

ŁZ: Dla mnie ten ‘gruz’ z piwnic nie zawsze jest do łyknięcia. Lubiłem rehy jak były na kasetach, a teraz niektóre zespoły silą się na końcówkę 90' brzmieniowo i kompozycyjnie. Nie zawsze rozumiem, po co…

MM: Swoją drogą, wydaje mi się, że na tej płycie głos Łukasza jest bardzo... wyraźny.

PS: Pracowaliśmy nad tym i innymi aspektami dość sporo jak na nas i popychaliśmy temat wokali, żeby było to najlepsze, co mogliśmy i przede wszystkim, co Łukasz mógł, zrobić.

ŁZ: W końcu, pytanie, którym odpowiem pytaniem. Tym wszystkim, którzy szukają wyraźnych wokali w metalu: kurwa serio ?! (śmiech) Po prostu często spotykam się z komentarzem ‘ale niewyraźny wokal’ i szczerze się cały czas dziwię. To ostatnie, co można powiedzieć o growlu - ten jest fajniejszy, bo wyraźny a ten mi się nie podoba, bo nie rozumiem niuansów, czy tam jest stać czy stanąć. Tu jest ‘buuu’, tam jest ‘aaaargh’ i zawsze tak było, i zawsze było o miłości (śmiech).

MM: Teledysk do "Cel sam w sobie" wyszedł świetnie. Planujecie klip jeszcze do któregoś z utworów z "Klątwy"?

ŁZ: I tu cały na biało wjeżdża Benek jako reżyser scenarzysta oraz Piotrek jako kinomaniak. Plan na jeszcze jeden klip jest. Nie powiem na który, bo to niespodzianka, ale mamy w szeregach Benka, który zawodowo pracuje w przemyśle filmowym i coraz śmielej rozpycha się w branży teledysków. To od niego wyszedł pomysł na klip, pomysł na lokacje, pomysł na ‘zjawę’ - wszystko wyszło spod jego ręki. Ustawiał nas, jak chciał, a my się dostosowaliśmy do jego poleceń. Oczywiście nie obyłoby się bez pomocy znajomych: Szymona, chłopaków z Centrum Kultury Praga Południe, Lenego, Olszaka - wysokie pięć dla chłopaków.

PS: Są rozmowy, już nawet całkiem zaawansowane na ten temat, ale karty będziemy odsłaniać sukcesywnie w ciągu dalszych miesięcy. Ważne, że są dalsze ciekawe pomysły na to, co możemy zrobić. Bernard jest tu totalnie naszym oparciem.

MM: Skoro Czerń okrzepła jako zespół, myślicie o ekspansji swojej twórczości poza granice Polski?

ŁZ: Ja to mam jedno muzyczne marzenie, by sypnąć koncert w Japonii albo nawet parę koncertów. Jeśli znalazłby się jakiś sensowny wydawca i dogadały się z Galonem, to też nie miałbym nic przeciwko, jakby „Klątwa” wyszła w jakieś "egzotycznej" z punktu widzenia Polski wytwórni.

PS: Udało się nam okrzepnąć i to był długoletni proces, ale dobrostan u nas też trwa już całkiem niekrótko. Myślimy o takiej ekspansji. Z pewnością byłoby super pojechać i pograć gdzieś dalej i o ile temat wydaje się być trochę trudniejszy do ogarnięcia logistycznie i finansowo, to wciąż nie jest to niewykonalne dla nas. Mamy od kogo się uczyć, mamy z kim o tym porozmawiać, więc wierzę, że taki pomysł się zmaterializuje.

MM: Wspomnieliście o trasie. Rozumiem, że potrwa przynajmniej przez okres jesieni?

PS: Zgadza się, na początek mamy 2-weekendowy wyjazd obejmujący południe i północ Polski z Wielkim Mrokiem (pierwszy weekend) oraz Burning Sky I LWSTNDRDS (drugi weekend). Daty i miasta podajemy na wszystkich swoich socialach. Zaczynamy już od 26 września w Krakowie. Tam wrócimy jeszcze 14 grudnia na okoliczność Drownfestu. Dalsze rzeczy będziemy ogłaszać sukcesywnie.

Powiązane materiały