The Dandy Warhols

WywiadMaciej MajewskiThe Dandy Warhols
The Dandy Warhols

The Dandy Warhols ponownie odwiedzą nasz kraj, dając koncert 21 lipca w katowickim P23. Z tej okazji miałem okazję porozmawiać z Zią McCabe, grającą w zespole na klawiszach, perkusji i basie, a której perspektywa wobec lidera Courtneya Taylora-Taylora jest dość ciekawa. Sama ponadto jest didżejką, aktywistką, a na co dzień pracuje w branży nieruchomości. W poniższej długiej rozmowie opowiedziała o swoich początkach w The Dandy Warhols, ostatniej płycie grupy – „Rockmaker”, a także m.in. uwielbieniu Debbie Harry oraz o tym, jak widzi twórczość zespołu w konfrontacji z branżą filmową.

MM: Spośród wszystkich, którzy dołączyli do The Dandy Warhols, byłaś najmłodsza. Nie grałaś też na żadnym instrumencie. Wcześniej zajmowałaś się głównie tańcem, prawda?

Zia: To prawda. Taniec był w moim życiu pierwszą aktywnością. Urodziłam się w bardzo małym miasteczku. Była w nim też kobieta, która kształciła się w Juilliard, a która uczyła tańczyć dzieci. Szło mi świetnie do momentu, gdy wyrosłam z grup, które prowadziła, a dojeżdżanie do klas wyższych było dla mojej rodziny zbyt dużym obciążeniem finansowym. Moi rodzice nie chcieli, bym się wyprowadzała, a zwłaszcza moja mama.

MM: Wróciłaś do tańca kiedykolwiek?

Zia: Pozostałam osobą, która lubi tańczyć. W pewnym momencie ktoś mi powiedział, że przecież tańczę na scenie cały czas w trakcie koncertów. Wcześniej nie patrzyłam na to w ten sposób. Pewnie wygląda to tak, jakbym była przyszpilona do mojego syntezatora, ale wciąż bardzo fizycznie interpretuję muzykę. Tak więc wciąż jestem tancerką, ale nie w tradycyjnym znaczeniu.

MM: Courtney nauczył cię grać na klawiszach?

Zia: Nie, nikt mnie nie nauczył. Courtney po naszym pierwszym spotkaniu powiedział, że syntezator jest monofoniczny, więc gra jedną nutę na raz, co jest o wiele łatwiejsze, niż akordy, o których wciąż nie wiem za dużo (śmiech). Potem chciał, bym używała drona, więc nie musiałam nawet znać rytmu, ani struktury klawiszy. Powiedział tylko, żebym przyciskała dany przycisk, którym było A lub E i trzymała go wciśnięty. A kiedy zobaczę, że jego ręce grają akordy, miałam nacisnąć kolejny przycisk (śmiech). Przez pierwsze kilka lat grałam tylko takie pojedyncze dźwięki. W pewnym momencie zrobiło się to zbyt łatwe, a ja poczułam się trochę znużona, więc zamiast dodawać nowe dźwięki do syntezatora, dodałam brzmienia perkusji. Grałam je lewą ręką, a klawisze prawą, czyli w odwrotnej kolejności (śmiech). Parę lat później odszedł nasz bębniarz Eric (Hedford – odszedł z zespołu w 1998 r. – przyp. MM) , który śpiewał i grał także takie małe dźwięki z Mooga, a Brent (DeBoer – przyp. MM), który przyszedł na jego miejsce, nie tylko nie śpiewał, ale także już nie grał tych dodatkowych soundów. W związku z tym dodałam drugi syntezator. Musieliśmy więc wybrać, czy gram bas i syntezator, czy bas i np. główną melodię. Wtedy zaczęłam poprawiać swoje umiejętności gry. Nasza trzecia płyta „Welcome To The Monkey House” (wydana w 2003 r. – przyp. MM) była dla mnie przełomem pod tym względem. Zainteresowałam się też technikami nagraniowymi.

MM: W ubiegłym roku ukazał się wasz 12 album „Rockmaker”. Ma on kilka ciekawych momentów, o które chciałem Cię zapytać. „Summer Of Hate” jest bardzo chwytliwą piosenką i ma wokale w stylu Lou Reeda. Kto je zrobił?

Zia: Hm, czy ktoś jeszcze zrobił wokale oprócz Courtneya…?

MM: Może Peter, bo to jest jego piosenka.

Zia: (wybuch śmiechu) To na pewno nie Peter. On jest bardzo cichą osobą. Natomiast Courtney lubi imitować wokal Lou Reeda, więc jestem pewna, że to on postanowił być dziwny (śmiech).

MM: Z kolei w "I'd Like To Help You With Your Problem" pojawił się Slash. To też inicjatywa Courtneya?

Zia: Tak, Courtney nie ma żadnych oporów przed pytaniem największych muzyków o przysługi. Większość ludzi mówi: nie możesz pytać Debbie Harry, Slasha, lub tych wszystkich ludzi, by z nami współpracowali. Ale jesteśmy wystarczająco zaprzyjaźnieni z Guns N' Roses, szczególnie Courtney. Człowiek po prostu odpowiada ‘tak’ lub ‘nie’, więc co to za problem? (śmiech). Najwyżej będzie zaskoczony zaproszeniem. Courtney zaczął więc zapraszać kolejne osoby. Teraz wszystko odbywa się dużo łatwiej z przesyłaniem muzyki przez Internet. Uwielbiam romantyczną wizję, którą mają fani, że oto jesteśmy w studiu razem ze Slashem i Debbie Harry i nie rozmawiamy ze sobą. Jest tylko manager odpowiadający innemu managerowi, a następnie jeden przesyła drugiemu pliki z muzyką. Więc to nie jest tak romantyczne, jak zwykły fan mogłoby sobie wyobrażać. Dziś po prostu łatwiej ludzi spytać bezpośrednio.

MM: „Root Of All Evil” w jakimś stopniu kojarzy mi się „Light My Fire” The Doors, głównie ze względu na ten fragment: „I wanna get higher, higher.”

Zia: O, to ciekawe, bo nikt wcześniej tak tego nie określił. Natomiast jestem przekonana, że Courtney nie miał na myśli The Doors, gdy pisał ten wers (śmiech).

MM: No i mój ulubiony utwór na płycie, czyli „Alcohol and Cocainemarijuananicotine”

Zia: To Twój ulubiony utwór? Wow.

MM: Tak, głównie przez ten bit. Kto go zrobił? Ty?

Zia: Nieee. W powstawaniu tego albumu miałem mniejszy udział, niż w jakimkolwiek innym, a na pewno w każdym, jaki kiedykolwiek wcześniej nagraliśmy. Jeśli go posłuchasz, to jest to najbardziej męski album, jaki kiedykolwiek nagraliśmy.

MM: To prawda, sprawdziłem autorstwo wszystkich utworów na płycie i nigdzie nie znalazłem Cię podpisanej jako autorki, bądź współautorki.

Zia: Nagrałem za to mnóstwo partii perkusyjnych. Bardzo dużo ich było. Grałam na gongach, dzwonkach, plastikowych rurach. Na wszystkim, co było pod ręką. Ale na basie zagrałam tylko w czterech utworach. Bardzo mi było trudno zaangażować się w ten album, ponieważ jest taki męski. Nawet Courtney powiedział, kiedy rozmawialiśmy o tym później, że to po prostu nie jest moja płyta. I to jest fajne, bo myślę, że gdyby to stało się na początku naszej kariery, kontekst byłby inny. Ale teraz, kiedy nagraliśmy razem 12 albumów, nie muszę kochać wszystkich fragmentów... Uwielbiam jednak grać te numery na żywo. Uwielbiam „Problems”, „Summer Of Hate”, „Never Stop Loving You”, która początkowo była naprawdę trudna do zagrania. Ale to jest świetne i jestem pod wrażeniem tego, jak ten album wyszedł. Myślę, że jest nowatorski i naprawdę świeżo podchodzi do hard rocka. Jednak w studiu nie mogłem znaleźć inspiracji, żeby naprawdę, autentycznie wnieść swój wkład, a nie jestem osobą, która potrafi robić coś nieautentycznie. Przez większość nagrań po prostu kibicowałem chłopakom z boku. Wiedziałem, że oni mają wszystko pod kontrolą, więc było w porządku.

MM: „Real People” brzmi dla mnie trochę industrialnie. A ponieważ powiedziałeś, że dużo grałaś na perkusji, wydaje mi się, że jest to utwór, w którym bardziej słychać Twoje partie.

Zia: Musiałabym włączyć ten utwór i bardzo uważnie go posłuchać (śmiech). Chodzi o to, że w naszym przypadku - i myślę, że wszyscy muzycy powinni wziąć sobie tę radę do serca - należy wykorzystać każdy pomysł, który przyjdzie ci do głowy.

MM: Na „Rockmaker” to słychać.

Zia: (śmiech) Ale z drugiej strony nie należy się martwić, jeśli nie wszystkie pomysły zostaną wykorzystane. Utwory mają swoje życie, więc jeśli próbujesz narzucić swoje pomysły, one nie pasują, a chcesz je wykorzystać tylko z powodu swojego ego, to moim zdaniem muzyka traci wtedy część swojego sensu. Jeśli więc wrzucisz wszystko, nie martwiąc się o to, co zostanie, będziesz miał więcej frajdy, ponieważ nie filtrujesz na początku, tylko na końcu. Sama nagrywam wszystko, co chcę, będąc w studiu, gdzie nikt mi nie mówi, że czegoś nie mogę zrobić. A potem przychodzę w następnym tygodniu i okazuje się, że połowa tego zniknęła. A z drugiej strony - nawet zapominam, że coś nagrałem. Nie obchodzi mnie to. Potem słucham tego, co zostało, i myślę: „O, fajne i to też jest fajne”. Uważam, że to zdrowsze podejście, niż gdy ktoś pyta: „Gdzie jest ta część, którą nagrałem? To była dobra część”. Nie oznacza to, że nie była dobra. Po prostu nie pasuje już do kierunku, w którym zmierza piosenka.

MM: Mam jedno osobiste pytanie. Jeśli jest zbyt intymne, to powiedz. Czytałem o wypadku samochodowym i o wstrząsie mózgu, którego doznałaś w 2023 roku. Doszłaś w pełni do siebie?

Zia: Tak, miałam wstrząs mózgu i to było bardzo poważne. Nigdy nie miałem wstrząsu mózgu. Może jako dziecko, ale jako osoba dorosła nigdy... Mózg po prostu nie działa. Chcesz zrobić coś, co umiesz, a siedzisz tam jak głupek, bo...

MM: Nie wiesz, co się dzieje…

Zia: Dokładnie. Więc jeśli miałem zaplanowane 40 godzin pracy, siedziałem przez 40 godzin, ale wykonywałem tylko około 10 godzin, ponieważ pracowałem znacznie wolniej. To naprawdę bardzo dezorientujące uczucie, ale teraz… Mam jeszcze trochę problemów z pamięcią, ale za dwa tygodnie wszystko się ułoży i będę mogła o tym zapomnieć. Mam tego dość. Powiem tak: Mogło być gorzej.

MM: Wydaje mi się, że jeśli ktoś zna wasz zespół, „Rockmaker” nie powinien być dla niego zaskoczeniem. Zresztą, gdy słucha się wszystkich waszych płyt, odnosi się wrażenie, że wy po prostu cały czas dobrze się bawicie. Nawet jeśli wnosicie zupełnie różne pomysły, to tylko dla zabawy. Jesteście dla mnie trochę jak The B52’s.

Zia: O, bardzo dziękuję! Oni są bardzo zabawowi. Myślę, że na początku bardzo zależało nam na tym, aby naszą podstawową wartością było to, że nigdy nie będziemy zmuszeni do trzymania się jakiegokolwiek gatunku. Że zawsze będziemy mieli prawo do bycia kreatywnymi, do zmiany kierunku i do tego, aby nigdy nie robić czegoś dwa razy, jeśli nie chcemy. Więc kiedy ludzie mówią: „Chcielibyśmy, żebyście wrócili do brzmienia „The Dandy Warhols Come Down” (druga płyta zespołu, wydana w 1997 r. – przyp. MM), odpowiadam: „Wróćcie i posłuchajcie jej tyle razy, ile chcecie. Tak, to jest dla was”. Bardzo reagujemy na otoczenie, na świat i na muzykę. Jeśli posłuchasz „Rockmaker”, usłyszysz pandemię, protesty, pożary śmietników, gniew, frustrację, zamieszanie i niecierpliwość.

MM: I aktywizm.

Zia: Zgadza się. Ta płyta brzmi dokładnie tak, jak to, co działo się w czasie, gdy była nagrywana. I bez nadmiernej polityki, wszystko to nadal jest obecne w emocjonalnym napięciu. To właśnie jest tym, do czego dążymy jako artyści – reagujemy na nasze otoczenie. Jeśli wszyscy w muzyce nagrywają płyty z gitarą, my nagrywamy płytę z syntezatorem. Jeśli wszyscy nagrywają płyty na syntezatorach, my nagrywamy płytę na gitarach. Czy to powstrzymuje nas przed życiem w mainstreamie i zarabianiem kupy kasy? Tak, ale chroni nas przed poczuciem rozmycia, zbędności, czy ujednolicenia.

MM: Wspomniałem o aktywizmie, ponieważ byłaś bardzo aktywna w walce o legalizację marihuany w stanie Oregon. Rozumiem, że teraz już legalna w pełni, a nie tylko sprzedawana w celach medycznych?

Zia: W Oregonie jest marihuana legalna. Niedaleko mojego domu jest sklep z marihuaną i mogę tam pójść, kupić wszystkie jointy, żelki, kwiaty, napoje, balsamy, waporyzatory - wszystko. To świetne, bo ludzie nie powinni trafiać do więzienia za marihuanę. To substancja nieagresywna. Ludzie rzadko robią rzeczy, których potem żałują, kiedy są na haju, poza tym, że jedzą za dużo chipsów (śmiech). Najgorsze rzeczy, jakie można zrobić, to zrobić coś sobie. Można jechać za wolno. (śmiech)... Tak, więc to jest niebezpieczne zagrożenie. Uważam też, że alkohol jest niebezpieczną substancją, choć lubię go od czasu do czasu. Wciąż jednak nie możesz sprawić, żeby ludzie nie mieli alkoholu. Prohibicja nie działa, tylko tworzy kryminalistów, kiedy oni nie robią rzeczy niebezpiecznych. Sądzę, że wszystkie substancje powinny być zdekryminalizowane. Wszystkie pieniądze z wojny narodowej powinny prowadzić do leczenia, terapii, budowy mieszkań i edukacji. Wszystkie próby kontroli rządu nad przyjemnością i spokojnością, naprawdę przeszkadzają w ekspansji myśli. To jest prawdziwe zagrożenie. Nie może przecież być tak, by każdy myślał o siebie. To jest zbyt ryzykowne, jeśli chcesz kontroli nad ludźmi...

MM: Wspomniałaś o "I Will Never Stop Loving You" z gościnnym udziałem Debbie Harry. To dość epicka piosenka. Brzmi jakby powstała z myślą o filmie. Do tego ma niesamowite outro.

Zia: Zgadzam się. I powiem Ci, że jestem naprawdę zaskoczona, że nie jest już używana w filmach. Mam teorię, że nasza muzyka była bardzo mocno wykorzystywana w latach 90-tych, podobnie jak muzyka Moby’ego. Byliśmy zespołem z lat 90-tych i nie mogliśmy iść do sklepu, jadłodajni, czy kina bez usłyszenia naszych piosenek! Myślę, że ludziom przejadła się przez to nasza muzyka i przestała być dla nich odpowiednio świeża. Dlatego czekam, aż znowu zostanie używana w filmach, ponieważ jesteśmy ogromnie filmowi. Muzyka z naszych ostatnich 4, czy 5 albumów powinna być w filmach. Czekam na tych ludzi, którzy zajmują się music placementem, by ją odkryli. Muszą spojrzeć na nasz katalog i powiedzieć: „O mój Boże, to jest skarb muzyki filmowej”.

MM: Myślę, że to wina Vodafone, którzy wykorzystali „Bohemian Like You”.

Zia: To jedno. Ale to też ich ‘wina’, że wiesz o nas. Vodafone umieścił nas na muzycznej mapie lepiej, niż jakakolwiek radiostacja.

MM: Wracając do "I Will Never Stop Loving You” – pewnie nie spotkałaś się z Debbie Harry w studiu?

Zia: Nie, choć bardzo bym tego chciała. Ona jest jedną z moich bohaterek. Jest bardzo silną kobietą w rock'n'rollu. Jest punkrockowa i gangsterska w tym samym czasie! To mała, blondynka, która jest punkowym gangsterką! Nie mamy już takich kobiet w muzyce. Jest jedyna w swoim rodzaju, więc nie wiem, jak można nie wielbić Debbie Harry?

MM: Nadal występujesz jako didżejka?

Zia: Tak, didżejuje za kilka godzin. Gram imprezę dla żeńskiej drużyny piłkarskiej. Potem mam dwie godziny z winylami na radiu. A w następnym tygodniu gram na dwóch weselach.

MM: Udzielasz się jeszcze w Brush Prairie?

Zia: To jest miasto, w którym się urodziłam - Brush Prairie. Cóż, tylko, kiedy mam czas. Zrobiłam trasę po Australii, ale nazwaliśmy to Magic Prairie, ponieważ Magic Machine było moim zespołem wspierającym. I to była właściwie moja ulubiona wersja tego zespołu, ponieważ grał psychodeliczny sposób grał country, co było dość unikatowe. Jestem bardzo zajęta pracą w nieruchomościach, didżejowaniem i The Dandy Warhols. Podróżowanie tego nie ułatwia. Ale zawsze mam to na podorędziu, jeśli kiedykolwiek potrzebuję projektu na boku. To moja polityka bezpieczeństwa, aby trzymać muzykę w życiu.

MM: W lipcu zagracie w Polsce. Poprzednim razem występowaliście w Warszawie w 2022 roku.

Zia: Tak, 21 czerwca 2022 w Praga Centrum w Warszawie. To było w momencie, kiedy wszystko szło źle. To był bardzo intensywny czas. Chcieliśmy być i spróbować dać ludziom odetchnąć od ich problemów. Teraz przyjeżdżamy, żeby dać im radość i zabawę.

THE DANDY WARHOLS

21.07.2025 / Katowice, P23

BILETY: https://bit.ly/THE_DANDY_WARHOLS_KATO

Punkty sprzedaży: www.winiarybookings.pl, Going, Empik Bilety, Ebilet, Eventim, Ticketmaster

Powiązane materiały