Dubioza Kolektiv
Pochodząca z Bośni grupa Dubioza Kolektiv wciąż zdobywa nowe terytoria muzyczne. Ponownie jednak zawitała do naszego kraju na kilka koncertów. Przed tym, który odbył się 5 grudnia w warszawskiej „Progresji”, udało mi się namówić klawiszowca Brano Jakubovića oraz basistę Vedrana Mujagića na rozmowę na temat nadchodzącej płyty „Happy Machine”, muzycznego biznesu i twórczych inspiracji tego niezwykle barwnego zespołu.
MM: „Happy Machine” to tytuł waszej nowej ep-ki. A czy to określenie można przypisać także waszemu zespołowi?
BJ: Jesteśmy szczęśliwi, ale to z powodu alkoholu na backstage’u (śmiech). Nie jesteśmy natomiast maszyną, bo to co słyszysz na żywo, to po prostu bardzo dobry playback (śmiech).
MM: A czy w takim razie za tym tytułem stoi jakiś koncept?
BJ: „Happy Machine” to nie tylko tytuł ep-ki, ale także naszego albumu, który ukaże się w lutym 2016 roku. Sama ep-ka służy raczej zakomunikowaniu, że wydajemy album. Wszystkie 3 utwory z niej pochodzące także się na nim znajdą.
VM: Samo pojęcie „happy machine” to slangowe określenie odnoszące się do domowych wyrobów alkoholowych, którym posługują się ludzie na Bałkanach. Gdy wytwarzają bimber albo rakiję, to lubią napić się jeszcze ciepłych trunków wprost z maszyny, co daje efekty podobne do LSD, a to sprawia, że są szczęśliwi. Na okładce ep-ki znajduje się taki plan takiej domowej destylarni. Użyliśmy go, ponieważ Unia Europejska chce zakazać domowego pędzenia alkoholu. Chcemy przez to pokazać mieszkańcom Europy, jak mogą taką maszynę stworzyć sami (śmiech).
MM: Utwór “Free” zadedykowaliście założycielom thepiratebay.org. Jaki macie zatem stosunek do piractwa internetowego, bo z tego co wiem, publikujecie swoje płyty w sieci za darmo, ale podczas koncertów wozicie ze sobą swój merchandise i sprzedajecie w nim swoje płyty?
BJ: Jest dokładnie tak, jak mówisz. Nie rozumiemy po prostu takiego obostrzenia dotyczącego dystrybucji muzyki ze strony przemysłu muzycznego. Już samo słowo „piractwo” jest w tym wypadku przesadą. A nasze płyty sprzedajemy, ponieważ jest sporo ludzi, które chcą mieć je w formie fizycznej jako produkt. Są w cenie minimalnej, by pokryły koszty wytłoczenia i wydrukowania okładek. Ale są oczywiście też tacy, którzy wchodzą na naszą stronę internetową i stamtąd ściągają naszą muzykę.
MM: W przeszłości śpiewaliście swoje piosenki wyłącznie po angielsku. Teraz doszły do tego języki z krajów bałkańskich. Czy to nie stwarza przypadkiem bariery między wami, a odbiorcami waszej muzyki?
BJ: Wynika to z tego, że znudziło nam się śpiewanie tylko w jednym języku. Poza tym używanie tylko angielskiego narzuca ograniczenia tematyczne, które chcemy zawierać w naszej twórczości. Gdy piszesz piosenkę, musisz myśleć w języku, w którym ma być ona śpiewana, a to od razu sugeruje pewne rzeczy, które chcesz w niej poruszyć. A gdy śpiewamy na przykład po bośniacku, tematy stają się bardziej lokalne, bliskie naszym sercom. Dzięki temu możemy pisać o tym, co dzieje się chociażby w byłej Jugosławii. Natomiast, gdy chcemy poruszyć w tekście coś, co ma wymiar globalny, czy uniwersalny, to posługujemy się językiem angielskim. Nie zakładamy też odgórnie, że coś ma być napisane po angielsku, a coś w innym języku. To akurat zostawiamy naszym odczuciom.
MM: Dubioza Kolektiv istnieje 12 lat. Droga, którą przeszliście jest dość długa. A czym dla was zespół jest obecnie?
BJ: To już trwa tak długo... Wiesz co, to jest jak druga rodzina. I na takiej zasadzie to funkcjonuje. Wszyscy są zaangażowani, ale nie dlatego, że muszą, ale dlatego, że chcą. Nie mamy sztywnych reguł, natomiast tak długo jak jesteśmy temu oddani w stu procentach, tak długo będzie to funkcjonowało.
MM: W swojej muzyce mieszacie ska, reggae, hip hop i rock z muzyką pochodzącą rodem z krajów bałkańskich. Zastanawiam się, co może być kolejnym muzycznym wyzwaniem w tej materii? Przesunięcie kolejnej granicy w łączeniu tych gatunków może być trudne.
BJ: O, to bardzo dobre pytanie. Myśleliśmy już o tym wcześniej. Cały czas piszemy nową muzykę, natomiast niebezpiecznie jest myśleć o tym, co jeszcze możemy zrobić w przyszłości. Nie chcemy być niewolnikami jednego muzycznego stylu. Cały czas też zastanawiamy się, co chcemy i co możemy przekazać w naszych tekstach. A potem po prostu gramy i wychodzi nam to, co wychodzi. Najważniejsze jest to, co chcemy przekazać w naszej muzyce, a wtedy ona pisze się sama.
MM: W waszej muzyce słyszę sporo inspiracji. Od Asian Dub Foundation po Gogol Bordello. A jaka muzyka was inspiruje?
BJ: Nie czerpiemy inspiracji od innych muzyków, czy artystów, ponieważ inspiruje na to, co dzieje się wokół nas. Oczywiście, jeśli pojawia się jakiś pomysł w naszych głowach, który chcemy zrealizować, to robimy to. Wtedy zbiegają się wszystkie nasze inspiracje muzyczne i od tego nie jesteśmy w stanie uciec. Dla mnie nie stanowi problemu to, czy ktoś rozpozna jakieś wpływy w naszej muzyce, bo każdy gatunek może wpływać na inny. Dlatego też tak trzymamy się opcji darmowego ściągania muzyki, ponieważ uważamy, że powinna ona krążyć bez żadnych ograniczeń. Nie rozumiemy, dlaczego przemysł muzyczny nazywa samplowanie kradzieżą. Kiedy piszesz książkę i używasz w niej cytatu z innej książki, to nie nazywamy tego kradzieżą, tylko cytowaniem. A w muzyce, kiedy użyjesz fragmentu czyjejś muzyki w swojej twórczości, musisz zapłacić. Kompletnie tego nie rozumiemy.
MM: Co dalej?
BJ: „Happy Machine” pojawi się 5 lutego 2016 roku. Zanim posłuchasz płyty, napij się rakiji. To taka rada od nas (śmiech). My cały czas koncertujemy, więc nie ma mowy o jakiejś przerwie.
MM: Dziękuję za rozmowę.




