Hypnosaur

WywiadMaciej MajewskiHypnosaur
Hypnosaur

Dziwna Wiosna na swojej drugiej płycie „Duchy. Disco” odsłania się muzycznie i lirycznie jeszcze bardziej. W ramach formuły tria, poszerzyła też nieco bardziej spectrum muzyczne. O podejściu do tej produkcji, zmianach, niuansach oraz wpływach muzycznych, ale też o książce „Dzieciaki”, opowiedział mi wokalista i gitarzysta grupy, Dawid Karpiuk.

Formacja Hypnosaur po przebojowym długograju „Doomsday” tym razem uraczyła nas krótką, czteroutworową ep-ką „Undead Invaders Born To Die In A Maze". O jej zawartości, tym oraz o tym co zmieniło się muzycznym podejściu grupy, a także jej nadchodzących planach, opowiedzieli klawiszowiec i wokalista Bartek Kulczycki oraz basista Marcin Jastrzębski.

MM: 1,5 roku temu ukazał się album „Doomsday", a teraz tylko 15-minutowa ep-ka „Undead Invaders Born To Die In A Maze". Czemu wybraliście taką opcję?

MJ: Bo nie mieliśmy więcej numerów (śmiech). Zeszłej wiosny weszliśmy do studia z 4 kawałkami i najpierw chcieliśmy zrobić z tego single, wydawane co kilka miesięcy, a równocześnie pracować nad nowymi piosenkami i zrobić z tego docelowo dużą płytę. Ale Filip Sarniak, który pomaga nam w promocji, namówił nas na zrobienie z tego EP-ki, argumentując, że taka zamknięta forma i wydanie w postaci fizycznej lepiej się sprawdzą, więc go posłuchaliśmy.

BK: Jako zespół czterech dorosłych facetów o wielu codziennych obowiązkach i zobowiązaniach, tempo tworzenia materiału jest wolniejsze, niż gdybyśmy mogli nad tym pracować codziennie. Gdybyśmy chcieli wydać kolejny pełny album, pewnie poczekalibyśmy rok lub dwa dłużej. A tak - wydaliśmy parę numerów, które dopracowaliśmy tak, byśmy byli z nich zadowoleni i dzięki temu świat również może ich posłuchać trochę.

MM: A jak te numery mają się do "Doomsday"? Są dla Was naturalną kontynuacją?

BK: Na pewno nie ma tu mowy o kontynuacji fabularnej, bo każdy numer jest swoją własną historią i nie przeplatają się tematycznie. Myślę, że słychać po nich, że to wciąż ten sam zespół, co na longplayu. I pomimo tego, że myślą, która nam przyświeca jest, by się nie powtarzać i w miarę możliwości eksperymentować gatunkowo, to na tych czterech numerach znajdziemy sporo elementów, których wcześniej nie było - a to zwrotki śpiewane w niskich rejestrach „The Maze”, a to syntezatorowa przebojowość wyjęta rodem z power metalu w „Undead”, a to niestandardowa konstrukcja utworu „Born To Die”, aż w końcu język polski w „Inwazji z Plutona”. Podałem po jednej cesze z każdej piosenki, ale pewnie dałoby się tego wypisać znacznie więcej. Lubimy robić rzeczy świeże i się nie powtarzać, ale przy tym to dalej ten sam Hypnosaur i myślę, że to akurat słychać.

MJ: Dla mnie raczej tak, dlatego że zupełnie się nie zastanawiamy, czy dany numer jest podobny albo nie lub czy spełnia jakieś wymagania. Nie mieliśmy żadnych odrzutów z płyty i te wszystkie piosenki powstały już po nagraniu „Doomsday”, więc to jest zapis Hypnosaura ad. 2023 i można to nazwać kontynuacją w takim sensie, że nie zmieniamy nic w podejściu.

BK: Jak widać od członka do członka zespołu podejście potrafi się różnić (śmiech). Farf, nasz basista się nie zastanawia, czy numer jest podobny. Ja zaś staram się próbować nowych rzeczy i myślę, że będę to kontynuował.

MM: I właśnie o ten język polski w "Inwazji z Plutona" chciałem spytać - skąd ta wolta?

MJ: Po premierze płyty, wszędzie słyszeliśmy pytanie: "Dlaczego nie po polsku?". W sumie specjalnie się nad tym nie zastanawialiśmy, bo dla nas angielski był równie naturalny jak to, że w numerach słychać klawisze. Ja też osobiście nie mogę zrozumieć idiotycznego prawa w naszym kraju, które np. od stacji radiowych wymaga emitowania piosenek po polsku - tzn., że zespoły z Polski, ale używające innego języka, są na starcie poniekąd przegrane. Niemniej po iluś takich pytaniach wynikła rozmowa, w trakcie której rzuciłem pomysł nagrania tego coveru, bo jest to moja ulubiona polska piosenka. Wszyscy się zgodzili i spróbowaliśmy zrobić taki eksperyment, a z efektu jesteśmy bardzo zadowoleni. Ale uprzedzając kolejne pytania - trudno powiedzieć, czy i kiedy nagramy kolejny numer nie zaśpiewany po angielsku. Na razie się na to nie zanosi. Wszystko się okaże, ale póki co nic nie mamy. Nowy materiał dopiero powstaje.

MM: Każdy z tych utworów różni się od siebie stylistycznie. Jest jakiś gatunek muzyczny, który jest Wam obecnie najbliższy, oprócz szeroko pojętego rocka?

MJ: Mi jest łatwiej napisać, czego nie słucham: polskiego rapu, disco polo i ostrego, monotonnego techno. Poza tym uwielbiam dziesiątki gatunków, a przeglądając moją historię YT z ostatnich tygodni, poza rzeczami "rockowymi" znajdują się tam Dua Lipa, Allie X, Rick Astley, Caravan Palace czy Night Club. BK: Tutaj już nawet wewnątrz zespołu nie mamy gatunku nam najbliższego. Każdy słucha czegoś trochę innego, a w naszej muzyce musimy swoje różnice pogodzić. Ale to dobrze, bo inaczej brzmielibyśmy jak jakiś jeden konkretny gatunek, a tego bym nie chciał. Jeśli chodzi o moje preferencje, to raczej poruszam się w szeroko pojętym rocku, ale zawiera się w nim zarówno pop rock, jak i black metal, więc rozstrzał spory tak czy inaczej.

MM: Filip powiedział mi, "Undead Invaders Born To Die In A Maze" ukazało się jedynie cyfrowo i na winylu…

MJ: Nie, mamy też CD i to od dawna. A winyle zaliczyły lekkie opóźnienie i odbieram je najprawdopodobniej jutro (śmiech).

BK: Tak było pierwotnie z „Doomsday”, ale teraz przy okazji wydania CD-ków z ep-ką udało mi się nakłonić chłopaków, żeby album również wypuścić na CD. Zapraszamy kolekcjonerów nośników fizycznych (śmiech).

MM: Będzie można was zobaczyć w najbliższym czasie na żywo?

MJ: Tak, w marcu ruszamy w mini trasę z Daffodil Pill i Lunatykami Martwej Dyskoteki. W tym wesołym składzie odwiedzimy Wrocław(13.03), Zieloną Górę (14.03) i dzień później Poznań.

MM: Dziękuję za rozmowę.

Powiązane materiały