Myslovitz

Grupa Myslovitz wydała pierwszy od 10 lat album studyjny "Wszystkie Narkotyki Świata". Z tej okazji wywiadu udzielił nam basista Jacek Kuderski, który opowiedział nam między innymi o mozolnym procesie powstawania tego wydawnictwa.
Kiedy wpadliście na pomysł, aby w końcu wydać nowy album po dziesięciu latach od premiery poprzedniej płyty?
Kilka utworów, które trafiły na „Wszystkie Narkotyki” ma nawet po 10 lat, bo zaczęliśmy je ogrywać już z poprzednim wokalistą Michałem Kowalonkiem. Niektóre z tych piosenek już wtedy były śpiewane na próbach. Więc nie jest tak, że nic nie robiliśmy przez dziesięć lat. Cały czas tworzyliśmy, tylko pojawiały się perturbacje w zespole, takie jak na przykład zmiana wokalisty. Po odejściu Artura Rojka szukaliśmy kogoś, kto będzie z nami na stałe, kto będzie mógł regularnie uczestniczyć w próbach. Ale to się nie udawało, bo chociaż Michał był z nami około sześć lat to rzadko pojawiał się na próbach i wszystko wydłużyło się w czasie. Ta płyta miała i mogłaby powstać dużo wcześniej. Przetasowania personalne, kłopoty z producentami spowodowały, że to wszystko sporo się przesunęło. No ale już na szczęście to wszystko jest za nami.
A nie mieliście czasem chwil zwątpienia i zadawaliście sobie pytania: po co w ogóle robimy ten album?
Takie myśli oczywiście się pojawiały, ale nie jesteśmy już bardzo młodymi ludźmi i nie za bardzo wiemy co moglibyśmy innego robić. Jesteśmy muzykami zawodowymi, gramy 30 lat, żyjemy z muzyki, więc trudno by było nagle odgrywać inną rolę w życiu.
I wtedy w zespole pojawił się Mateusz Parzymięso….
Był taki okres w zespole po rozstaniu się z Michałem, że robiliśmy piosenki w czterech. To w pewnym momencie przestało mieć sens dlatego, że nie wiedzieliśmy, kto je finalnie zaśpiewa, czy tonacje są odpowiednie oraz czy nie trzeba będzie zrobić dużych zmian w kompozycjach pod ewentualnego nowego wokalistę. No i tak padło na Mateusza Parzymięso, które był już kandydatem do roli wokalisty Myslovitz 11 lat temu po odejściu Artura. Wybraliśmy wtedy Michała Kowalonka. Ja wtedy chciałem Mateusza, jednak koledzy mnie namówili, żeby jednak wybrać Michała. Twierdzili, że Mateusz jeszcze nie jest gotowy do tej roli, bo jest zbyt młody i nie doświadczony i może nie unieść tego całego ciężaru z nagonką medialną spowodowaną zmianą wokalisty po 20 latach działalności zespołu. A właśnie teraz, kiedy znów szukaliśmy wokalisty to znowu padło na Mateusza, a on się zgodził. Jest on od zawsze fanem zespołu Myslovitz i zna wszystkie nasze piosenki. W związku z tym współpraca nim to sama przyjemność i warto dodać, że jest świetnym muzykiem. No i przede wszystkim, co dla nas najważniejsze, zawsze szukaliśmy takiego wokalisty, który jest z naszych okolic. Chodzi o to, żeby nie musiał dojeżdżać, tak jak było to w przypadku Michała. To naprawdę był dla nas problem.
Nowa płyta jest bardzo przebojowa. Dla mnie ten album pasuje do waszych wczesnych dokonań. Czy od początku mieliście takie założenie, że jedziecie do przodu, nie bawicie się w żadne eksperymenty?
Nigdy nie wiesz jak to finalnie będzie brzmiało. Aczkolwiek piosenki, które przynosiliśmy w wersjach demo już przedstawiały klimat i charakter takich utworów. Wydaje mi się, że jesteśmy i zawsze byliśmy zespołem piosenkowym i od tego nie uciekniemy. Takie zresztą było zamierzenie, żeby iść w stronę fajnych piosenek, bo chcemy się przypomnieć fanom z tej właśnie strony. Bez tego rodzaju utworów nie ma cię w radiu, nie grasz koncertów. A my chcemy grać koncerty, chcemy być w radiu na tyle, ile jest to możliwe. Aczkolwiek jest jeszcze druga strona tej płyty, taka powiedzmy bardziej psychodeliczna. To może nie jest jakaś kwaśna, ciężka psychodelia, ale końcówka albumu do takich momentów aspiruje. Zresztą to jest taki znak rozpoznawczy zespołu Myslovitz. Na poprzednich płytach, może poza „Happiness Is Easy”, zawsze pojawiały się psychodeliczne numery. Tu najlepszym przykładem jest album „Skalary Mieczyki Neonki”, który jest odskocznią od popowego grania. Wydaje mi się, że nowa płyta jest o tyle fajna, że można ją porównać z takimi kanonami zespołu Myslovitz jak na przykład „Miłość W Czasach Popkultury” czy „Korova Milky Bar”. Myślę, że nowa płyta ma prawo być na tym podium. Może na trzecim miejscu.
Mogliście też po tej przerwie powiedzieć sobie: „Zróbmy coś nowego, pokażmy inną stronę Myslovitz, żeby ludzie zobaczyli, że nie zdziadzieliśmy”. I dlatego w mojej opinii dobrze się stało, że zostaliście przy tej swojej przebojowości….
Oczywiście były takie zamiary. Tylko, że jesteśmy takim zespołem, że nawet jak robimy piosenkę i próbujemy gdzieś tam iść w stronę nowoczesności, elektroniki to nie zawsze nam to wychodzi albo brzmi to nie jak Myslovitz. Jednak jesteśmy tradycjonalistami w związku z czym to gitarowe brzmienie i ten sposób grania, muzycznego myślenia zawsze będzie słyszalny i dla nas charakterystyczny. Oczywiście mieliśmy zamiar wykorzystać więcej elektroniki, pójść troszkę w innym kierunku, ale to chyba za bardzo nam nie wychodziło. Ważną rolę odegrał producent, Aleksander Kaczmarek znany z grupy Lorein, który jest bardzo młodym człowiekiem i nadał tej płycie trochę smaczków, nowocześniejszych brzmień i przede wszystkich skleił często różne nasze oczekiwania co do brzmienia piosenek.
Według mnie kluczowe na tej płycie są dwie pierwsze kompozycje, czyli „Wszystkie Narkotyki świata” i „Miłość”. Pierwszy utwór wprowadza w klimat i tematykę całego albumu, a kolejny informuje, że miłość jest najważniejszym „narkotykiem” tego świata.
Rzeczywiście może to być klucz do całej płyty, pewna koncepcja zawartości tekstowej. Tytuł pierwszego utworu jak i płyty oczywiście nie dotyczy tych twardych narkotyków. Każdy ma swój narkotyk: życie, miłość, jedzenie, muzykę, podróże i wiele innych. Ale jeśli chodzi o tytułowe „Wszystkie narkotyki świata”, to ten utwór muzycznie przeszedł trochę zmian, miał kilka wersji. Ta piosenka ma już trochę lat. Była nawet wersja demo z Sharon Corr z zespołu The Corrs, bo mieliśmy również pomysł zrobić ten utwór z nią. Nawet powstała pewna wersja, ale potem gdzieś zabrakło determinacji i tej kompozycji nie dokończyliśmy.
Ważnym elementem tego albumu jest piękna okładka, która idealnie podsumowuje jego tematykę. Skąd wzięliście zdjęcie tej pary?
Wertując Internet Wojtek Powaga wpadł na to zdjęcie i zaczęliśmy szukać jego autora. Okazało się, że jest to ukraiński fotograf, a dziewczyna, która jest na tej fotografii to Ukrainka. Na okładce zdjęcie jest wykadrowane i uwaga skupia się na dziewczynie. Mamy też plakat, który sprzedajemy na koncertach i tam jest cała fotografia, która przedstawia parę, wspomnianą dziewczynę oraz stojącego za nią mężczyznę. Udało się nam dotrzeć do autora tej fotografii i kupić to zdjęcie. Jest ono tak ujmujące, a ta dziewczyna jest tak ładna, że po prostu nie mogliśmy się od niego oderwać. Okładki w dzisiejszych czasach są takie „artystyczno-techniczne”, a ta okładka jest taka naturalna.
Czy nowy album można traktować jako Wasz nowy początek, start nowej ery w Myslovitz?
Chcielibyśmy, ale to czas pokaże. Wiesz, tych „początków” już w naszym przypadku kilka było i trudno przewidzieć co się wydarzy. Czasy są obecnie tak dynamiczne, ale chciałbym, aby tak było. Na razie jest ok. Gramy koncerty, bo jesteśmy przede wszystkim zespołem koncertowym. Chcemy grać tych koncertów jak najwięcej. Na razie tak jest i myślę, że będzie ich coraz więcej, bo nowa płyta się spotyka z bardzo dobrym odbiorem. Technicznie również w zespole nastąpiła rewolucja, ponieważ zaczęliśmy używać odsłuchów dousznych, do których wcześniej baliśmy się podejść, przez co koncerty brzmią dużo lepiej.
Dziękuję za rozmowę.
Foto: Łukasz Gawroński

