Cantara
NewsyGalerieWywiadyRecenzjeKoncertyPromocjaKontakt
Polityka prywatności
© 2026 cantaramusic.pl | pawcza.codes
HomeWywiadyOla Błachno
Ola Błachno

Ola Błachno

Wywiad24.02.2026Grzegorz SzklarekOla Błachno
Ola Błachno

Wokalistka, kompozytorka i skrzypaczka Ola Błachno wydała bardzo ciekawą płytę "Warschauer Strasse", która zamienia podróż w muzyczną opowieść o człowieku, ruchu i potrzebie wolności. Berlin i Warszawa spotykają się tu na jednej trasie — tej emocjonalnej, wewnętrznej, dalekiej od polityki i ideologii, za to bardzo bliskiej doświadczeniu. Artystka opowiedziała nam o kulisach powstania tego albumu.

GS: Skąd pomysł na tę płytę warszawsko berlińską?

OB.: Pomyślałam sobie, że tyle godzin, dni i miesięcy spędziłam w podróżach pomiędzy Warszawą i Berlinem. Początkowo nie chodziło nawet o te dwa miasta, lecz o różne emocje, które mi towarzyszyły na pokładach pociągów. Często tam wchodziłam płacząc, bo coś się udało lub coś nie wyszło. I mam poczucie, że zostawiałam Berlin oraz Warszawę ze łzami w oczach. I tak sobie pomyślałam, że jest mnóstwo takich osób, które podróżują pociągami po różnych trasach. W dzisiejszych czasach w podróży pracujemy, rozmawiamy przez telefon, odpoczywamy. Pomyślałam więc, że stworzę muzyczną opowieść o życiu, emocjach, które są zamknięte w ramach podróży.

GS: Jechałaś pociągiem do lub z Berlina i obserwowałaś jakieś sytuacje w pociągu i to cię zainspirowało do powstania tych kompozycji? Czy też może wszystko było to były Twoje wewnętrzne przemyślenia?

OB.: Chyba bardziej moje przemyślenia. I później konceptualnie chciałam pomyśleć, jakie są charakterystyczne stacje na mapach Berlina oraz Warszawy. Miejsca, które albo mi się z czymś kojarzą, albo mogłyby podsunąć jakiś temat. Chciałam pod tymi hasłami, nazwami stacji, ukryć poszczególne tematy. Motyw podróży pojawia się, przewija i wzajemnie uzupełnia z motywem wolności, bo dla mnie w tym projekcie podróż to synonim wolności. Od tego trzeba zacząć. I to była dla mnie kluczowa, przyświecająca mi myśl. Pojechałam do Berlina za marzeniami, bo tam się dostałam na Wydział Jazzu. To było moje ogromne marzenie i tak naprawdę ten pociąg to dla mnie było jak muzyczna wolność, podróż ku wolności muzycznej…

GS: Berlin w ogóle kojarzy się ludziom z wolnością: mur berliński, jego obalenie…

OB.: Tak. Berlin, Warszawa to są dla mnie dwa miasta wolności…

GS: Poniekąd są skazane na siebie. Gdy jedziesz na zachód z Warszawy, jedziesz przez Berlin, gdy jedziesz na wschód z Berlina, podróżujesz przez Warszawę…

OB.: Zgadza się. Są to miasta, które walczyły w przeszłości o wolność, aczkolwiek w tym projekcie bardzo otwarcie mówię, że jest on daleki od przeszłości, polityki i tak dalej. To jest opowieść o człowieku, który podczas tej podróży przeżywa różne własne historie, doświadcza różnorakich emocji wokół różnych stacji.

GS: Czy te kompozycje od strony literackiej i wokalnej powstały do istniejące już muzyki. Czy też może muzyka powstała do Twoich tekstów?

OB.: Bardzo różnie. Były takie elementy muzyczne, których byłam od początku pewna, że chcę je zawrzeć. Chociażby te industrialne imitacje pociągu nawiązujące do muzyki programowej czy też ilustracyjnej. I dlatego pojawiają się te długie wstępy do niektórych utworów – imitacje dźwięków podróży, pociągu, lokomotywy. Jeśli chodzi o tematykę wybranych utworów to… Wiedziałam czasami, że chcę o czymś konkretnie opowiedzieć, podjąć jakąś tematykę, a w konsekwencji tego klarował mi się jakiś styl i klimat muzyki. Czasami później do tego dobierałam tytuł, czyli nazwę jakiejś stacji. Czasami wręcz odwrotnie – miałam w głowie daną stację, która była dla mnie bardzo symboliczna i na bazie tego zaczynałam snuć całą opowieść tekstową.

GS: Bo te kompozycje nie są jakby przełożeniem 1:1 na mapę Warszawy czy Berlina, są wymieszane. Tam jest element warszawski, tu berliński, ponownie berliński, a następnie warszawski.

OB.: Na płycie tak, ale na koncertach jedziemy z Berlina do Warszawy. I to jest rzeczywiście wtedy dla mnie taka spójna opowieść. Jedziemy ku Warszawie Centralnej, która jest miejscem, w którym człowiek odnajduje swoją wewnętrzną wolność albo swój wewnętrzny spokój. Stacje, czyli nazwy utworów nie są tymi stacjami, które łączą Berlin i Warszawę. To są różne stacje pociągu i metra zarówno warszawskiego, jak i berlińskiego, które były dla mnie charakterystyczne, symboliczne lub też rezonowały we mnie.

GS: Jedna z moich ulubionych kompozycji to „Alexanderplatz” nawiązująca do jednego z miejsc, które bardzo lubię w Berlinie…

OB.: „Alexanderplatz” to utwór o samotności w wielkim mieście. To miejsce, w którym tłum ludzi ciągle biegnie za czymś, ale nie do końca wie za czym. I w tym wszystkim jest jakaś jednostka. Pojedyncze osoby, które de facto są bardzo samotne w dużym mieście.

GS: Na przeciwległym biegunie jest „Tiergarten” czyli zoo. Możesz tam pospacerować.

OB.: I posłuchać krzyków zwierząt. Utwór „Tiergarten” napisałam obserwując ptaki. Myślałam sobie: jaki to może być utwór nawiązujący do wolności, ale zamknięty w tematyce przyrodniczej? I patrzyłam na ptaki i sobie myślałam: tu jest element wolności, ta przyroda, która nas otacza. Dlatego pomyślałam o stacji Tiergarten, czyli największym berlińskim parku. Z kolei utwór „ZOO” to nawiązanie do książki „Dzieci z dworca ZOO”. Dla mnie ten utwór i muzycznie i tekstowo to symbol – dworzec Zoo, ilustrujący miejską dżunglę, jest tutaj symbolem ludzkiego zniewolenia i życia w klatce.

GS: Kiedy pracowaliście nad tą płytą, to w Twojej głowie były jakieś szkielety tych kompozycji czy to wszystko było improwizowane?

OB.: Ja to wszystko porozpisywałam na partytury i spotkaliśmy się na próbach, gdzie wszystko było składne i zgrywane. Oczywiście są na tej płycie elementy free jazzowe, i wiele innych improwizacji, na przykład w środku utworu „ZOO”, ale generalnie, poza improwizacjami, materiał jest skrzętnie rozpisany.

GS: Muzycy, z którymi współpracowałaś na tej płycie też coś mieli do powiedzenia w czasie nagrywania oraz aranżowania tych kompozycji?

OB.: Jestem przeważnie bardzo otwarta na sugestie. No bo tak naprawdę, powiedzmy sobie szczerze, ja czasami coś napiszę, ale mamy partię kontrabasu, ale ja nie jestem kontrabasistką… Jeżeli kontrabasista mówi: „Ola, słuchaj, zagrajmy to inaczej, zmieńmy ten drobiazg tutaj, w tę stronę będzie to lepiej brzmiało”, to absolutnie będę po stronie lepszego wyboru. Często ten ekspert w danej dziedzinie, ten muzyk, podpowiada mi coś dobrego, czego ja nie wiem. Dlaczego miałabym upierać się przy swoim zdaniu? Na tym albumie jest też dużo improwizacji, a wtedy wiadomo zostawiam to w gestii muzyków.

GS: A czy planujesz w przyszłości kolejną część takiego projektu?

OB.: Byłoby to na pewno ciekawe, ale na razie raczej nie. Jest to trudny projekt do udźwignięcia. Nie mówię o muzycznej warstwie do dogrania. Oktet nie jest najłatwiejszym zespołem w kontekście grania koncertów i sprzedaży tego projektu. Myśląc bardzo pragmatycznie: ja nie mam sztabu ludzi za sobą, managerów, bookerów, którzy mają wejścia do wszystkich możliwych festiwali. Ja to robię sama. Wszystko od pisania pierwszej nutki czy tekstu po stronę menadżerską, po dzisiejszy wywiad. I muszę powiedzieć, że są to trzy etaty, bo ja jeszcze pracuję etatowo. Aktualnie mamy umówione pierwsze koncerty na horyzoncie. Ja nie marzę o nie wiadomo jakich trasach koncertowych z tym programem, bo jestem świadoma, że w dzisiejszych czasach trudno jest materiał w tak dużym składzie utrzymać. Będę zadowolona z kilku dobrych koncertów.

GS: No właśnie, a czy te trudności, o których teraz powiedziałaś spowodowała, że ta płyta tyle powstawała? Jak wyglądał proces tworzenia tej płyty?

OB.: Proces pisania muzyki trwał ponad pół roku, pewnie bliżej roku. Poświęciłam czas na przemyślenie go, zebranie inspiracji, ogarnięcie całego tematu. Same nagrania trwały trzy dni. Ale dlaczego aż ponad pół roku? Dostałam bardzo duże stypendium Senatu Berlina jako jedna z dwóch stypendystek w kategorii muzycznej. I to było dla mnie oczywiście ogromne wyróżnienie oraz pomoc. Powiedzmy sobie szczerze: w dzisiejszych czasach, żeby złożyć duży projekt do kupy, mówiąc bardzo kolokwialnie trzeba mieć na to fundusze, zaplecze – to jest to ciężki temat do udźwignięcia. W ramach tego stypendium musiałam napisać muzykę. To było stypendium kompozytorskie. I ja sobie wymyśliłam taki koncert, z takim składem i w takiej tematyce. A trwało to tak długo, bo musiałam to w Berlinie najpierw wystawić. Jak już to zrobiłam, to pomyślałam o nagraniu płyty. I teraz trzeba było poświęcić sporo czasu, żeby znaleźć czas na próby, przyprowadzenie wszystkich muzyków z Berlina do Warszawy, co było bardzo trudnym procesem logistycznym. Tak, największa trudność w takim składzie zespołu to znalezienie wspólnych terminów.

GS: Masz już pomysły na nową muzykę?

OB.: Tak, mam kilka pomysłów i biorąc pod uwagę, ile energii włożyłam w album „Warschauer Strasse”, który oczywiście dopiero ruszył, mówię sobie: „Ola, napisz coś na mniejszy skład”. Trzeba iść dalej. Czas szybko leci… Ten etap, który z jednej strony dopiero się zaczął, bo niedawno była premiera płyty, pewnie wkrótce zamknę i myślę sobie, że moja nowa muzyka będzie po prostu inna.

FOTO: Filip Błażejowski

Powiązane materiały

Powiązane materiały

Ola Błachno - Warschauer Strasse
Recenzja17.02.2026

Ola Błachno - Warschauer Strasse

Na płycie “Warschauer Strasse” pod pretekstem podróży na trasie Berlin-Warszawa, wokalistka jazzowa Ola Błachno prezentuje muzyczną opowieść o człowieku, ruchu i potrzebie wolności.

Ola Błachno zaprasza na "Warschauer Strasse"
News16.01.2026

Ola Błachno zaprasza na "Warschauer Strasse"

„Warschauer Strasse” to nowy album Oli Błachno - wokalistki jazzowej i kompozytorki, która zamienia podróż w muzyczną opowieść o człowieku, ruchu i potrzebie wolności. Berlin i Warszawa spotykają się tu na jednej trasie — tej emocjonalnej, wewnętrznej, dalekiej od polityki i ideologii, za to bardzo bliskiej doświadczeniu.