Oranżada

WywiadGrzegorz SzklarekRobert Derlatka (Oranżada)

Otwocka Oranżada wydała pierwszą od 11 lat płytę studyjną "Karma Tango". Wokalista i basista zespołu Robert Derlatka opowiedział nam o wyboistej drodze, która prowadziła do powstania tego albumu.

GS: Poprzednia płyta Oranżady ukazała się 11 lat temu. Co się działo z Wami przez ten czas i kiedy zaczęliście myśleć o nowym albumie?

RD: Niedawno, w czasie pandemii. A przez tę dekadę zdarzyło się u nas dużo. Przede wszystkim tuż po wydaniu płyty „Once Upon A Train” przestał istnieć skład z Przemysławem Gurynem i Maciejem Łabudzkim. Został „power trio” czyli ja, Artur Rzempołuch oraz Michał Krzysztofiak. W takim składzie kontynuowaliśmy działalność. W pewnym momencie dostaliśmy tajemnicze zlecenie, by zagrać koncert dla jednej osoby. Nie mogę wymienić kto to był. W każdym razie musieliśmy zagrać w składzie czteroosobowym. Był to 2017 bądź 2018 rok. Poprosiłem Maćka, aby wrócił i kiedy to zrobił, to już został. Przez kolejne 2-3 lata pogrywaliśmy w piwnicy w Muzeum Ziemi Otwockiej, w której mieliśmy próby. Było tak aż do pożaru w lutym 2020 roku, w którym straciliśmy niemal wszystko: instrumenty, nuty, zapiski. Zostaliśmy z niczym. Ale z drugiej strony był to dla nas taki moment oczyszczający, bo chyba za długo tam tkwiliśmy. Przenieśliśmy się do nowego miejsca, a pomogli nam w tym koledzy z zespołu Świdermajer. Po 10 latach znaleźliśmy się w nowym miejscu, dzięki czemu złapaliśmy nową energię. Mieliśmy nowy sprzęt, który musieliśmy kupić. Dostęp do tej sali prób też jest łatwiejszy niż w przypadku Muzeum Ziemi Otwockiej. Tamto miejsce było trochę na odludziu, koło cmentarza i przez to było trochę strasznie. Często nie chciało się nam tam jechać. W przypadku nowego miejsca takich problemów nie ma. Każdy z nas często wpadał tam coś pograć. Kilka razy spotkałem tam Michała Krzysztofiaka, który przychodził tam coś pograć przed lub po pracy i któregoś dnia się do niego przyłączyłem i zaczęliśmy grać. On miał sporo materiału, o którym mówił, że chce go wydać na solowej płycie. Ale machnął ręką i powiedział, że przearanżujemy te kompozycje i nagramy je pod szyldem Oranżada. Dzięki temu z 5 czy 6 piosenek zrobiło się nam 10. Jak już mieliśmy tyle kompozycji, to warto było wejść do studia i je nagrać.

GS: Część tych kompozycji jest krótka, „radiowa”, natomiast kilka z nich ma dłuższe, rozbudowane formy. Czy tak to miało brzmieć od początku czy też te kompozycje nabrały takiego kształtu podczas sesji nagraniowych?

RD: Utwory krótkie to kompozycje Michała, natomiast utwory dłuższe były komponowane zespołowo. Część z nich była wzięta z krótszej formy mojego autorstwa, ale zespół fantastycznie rozbudował to do większych kształtów. Weszliśmy do studia z gotowymi formami i tak zostały nagrane. Mieliśmy mało czasu, bo studio mieliśmy wynajęte na 2 dni. W tym czasie musieliśmy zrobić wszystko, a więc musieliśmy być mega-gotowi.

GS: Czyli płytę nagraliście na tak zwaną „setkę”?

RD: Tak, weszliśmy do studia i zagraliśmy wszystko „z buta”. Tak jak mieliśmy to opracowane na próbach.

GS: Tytuł albumu „Karma Tango” jak i teksty piosenek według mnie wskazują, że ta płyta jest czymś na kształt „concept albumu”, pewnej zamkniętej całości tematycznej. Zgodzisz się z tym?

RD: Trudne pytanie….Na pewno ta płyta jest podsumowaniem ostatniej dekady w działalności Oranżady. Może nie w sposób oczywisty i publicystyczny, bo z takimi tekstami nie radzimy sobie najlepiej, ale w zawoalowany sposób próbujemy przemycić komunikat, że wszystko obróciło się do góry nogami w ostatnich latach i że wszystko jest, dosadnie mówiąc, popieprzone. Jeszcze 10 lat temu, gdy zamknęliśmy oczy, to po przebudzeniu się wiedzieliśmy mniej więcej, gdzie jesteśmy, a teraz ludzie są kompletnie nieprzygotowani, by się mierzyć z tak dużymi wyzwaniami jak: uniwersum danych, sztuczna inteligencja i tak dalej. Ale z drugiej strony musimy się zmagać z takim przeciętnym codziennym życiem, które polega na powtarzalności. I wymaga uwagi i koncentracji, a te są zaprzęgnięte przez nowe środowisko, w którym się nie poruszamy najlepiej. Więc tracimy czas na naukę tysięcy nowych aplikacji. I w ten sposób gubimy kontakt z najbliższymi przez co wokół nas robi się pustka. I to jest właśnie to „Karma Tango”. Chcesz z tym życiem być, ale ono cały czas ci się wyślizguje z rąk. Nie możesz uchwycić chwili, bo jest ona tak szybka, że nie możesz się odnaleźć tu i teraz. I to zaczyna być problemem, bo nie możesz już skupić uwagi bez patrzenia w ekran telefonu. Umysł, który dostaje tak duże dawki informacji i bodźców jest po prostu rozchwiany. I w ten sposób te kompozycje z nowej płyty zbierały te „wrażenia” z ostatnich 10 lat. Utwór „Get Your Head Around Be Busy” z 2015 roku to żartobliwa piosenka o tym, jak to nie można wielu rzeczy zrobić jednocześnie, ale już „4 Horsemen” mówi o apokalipsie.

GS: Ta kompozycja przypomina legendarne „The 4 Horsemen” greckiego Aphrodite’s Child…

RD: Prawidłowe skojarzenie! Gdy jeszcze przed pandemią pojechałem do Aten i spacerowałem po tym mieście, to pomyślałem o tej kompozycji Aphrodite’s Child. Bardzo nasiąkłem tym klimatem i bardzo chciałem przenieść go do naszego „4 Horsemen”. Zainspirowałem się tekstem, a muzyka musiała być zaimplementowana w tym stylu.

GS: Czemu część tekstów na „Karma Tango” jest po polsku a część po angielsku?

RD: To też nie było zamierzone. Przez tę dekadę miałem problem z pisaniem tekstów po polsku. Michał w tej kwestii miał łatwiej, bo te teksty mu łatwiej przychodziły. Dlatego stało jak się stało. To jest zupełny przypadek.

GS: Czy z tych sesji kompozycyjnych i nagraniowych zostały Wam jakieś nieopublikowane kompozycje, które moglibyście wydać na przykład na bonusowym albumie?

RD: Tak, mamy takie kompozycje, ale raczej nie wydamy ich. Tu muszę dodać, że mamy jeszcze jedną nieopublikowaną płytę: „Live In Museum”. To jest album, który został zarejestrowany na recorderze i ocalał z pożaru. Tuż przed tym wypadkiem ktoś zabrał karty pamięci z tego recordera i dzięki temu one ocalały. Tam jest nagranych blisko 8 godzin muzyki, z którymi może kiedyś coś zrobimy. Wiem, że były jakieś rozmowy z jakimś polskim labelem, aby jeszcze przed wydaniem „Karma Tango” wypuścić te nagrania. Ale ostatecznie doszliśmy do wniosku, aby tego nie robić i na razie to zostawić.

GS: „Karma Tango” w mojej opinii idealnie nadaje się do grania na koncertach. Wiem, że 22 kwietnia planujecie koncert w Teatrze im. Jaracza w Otwocku. Czy planujecie ten występ zarejestrować?

RD: Tak, chcemy zaprosić Helenę Perek, która nam bardzo pomogła na „Karma Tango” z partiami fletów, a także Emily, która na tej płycie gościnnie zaśpiewała. Być może weźmiemy kogoś od instrumentów smyczkowych, aby ten koncert brzmieniowo jak najbardziej przypominał nową płytę. Znam ten teatr bardzo dobrze, bo wielokrotnie tam grałem, po raz pierwszy już w 1983 roku. Dlatego wiem, że uda się wyprodukować fajny koncert pod względem brzmieniowym.

GS: Dziękuję za rozmowę.

Foto: materiały prasowe Oranżady

Powiązane materiały