Patrycja Kosiarkiewicz

Po trzyletniej przerwie wydawniczej Patrycja Kosiarkiewicz wróciła z nowym albumem zatytułowanym "Wyjaśni Się" nagranym w rockowym składzie: wokal, gitara, bas, perkusja. Artystka opowiedziała nam między innymi o kulisach powstania tego wydawnictwa.
GS: Czytałem, że Twoja nowa płyta „Wyjaśni się” mogła nie powstać…
PK: No tak, czasami człowiek się zapętli i szuka odpowiedniej formy dla opowieści. W końcu się udało, bo poszliśmy do Marka Dulewicza, który pomógł nam okiełznać tę energię, wyrażającą się w znakach zapytania. Pomógł postawić kropkę.
GS: Ten album powstawał dość długo, bo Twoja poprzednia płyta długogrająca ukazała się w 2020 roku. Potem wydałaś jeszcze ep-kę w 2022 roku…
PK: Ta płyta powstawała przez dwa lata, ale utwór „Krew” powstał jeszcze wcześniej i czekał na swój czas. Wcześniej nie pasował do tego co wydawałam, potem opowieść się zmieniła i nagle się okazało, że można go włączyć do nowego repertuaru. Resztę napisaliśmy w ostatnich dwóch latach.
GS: Czy przez te dwa lata nie pojawiły się u Ciebie obawy, że te utwory mogą się zestarzeć przez ten okres?
PK: Nie. Dla mnie to po prostu fajnie napisane piosenki. Dwa numery nie weszły na płytę, ale nie dlatego, że przestały nam się podobać. Okazało się, że materiał rozrósł się czasowo, numery miały od 4 do 6 minut, nie chcieliśmy przegiąć z długością całości. Wielu artystów robi tak, że nagrywa kilkadziesiąt utworów, a potem wybiera z tej puli kilkanaście kompozycji na płytę. Ja tak nigdy nie pracowałam. Od razu wiem z którymi chcę zostać. Bo przecież nie tylko o samo wydawnictwo chodzi, ale też o późniejsze koncerty. Nie wyobrażasz sobie jak się cieszę, że będę to mogła wykonać na żywo. Wcześniej nigdy tak nie miałam, że chciałam grać cały nowy album. Wybierałam coś, dodawałam resztę z rzeczy wcześniejszych. Teraz normalnie nie mogę się doczekać. Na pewno skupimy się na nowych piosenkach. Wydaje mi się, że spójność nowego albumu wynika z samej opowieści na nim zawartej oraz minimalizmu aranżacyjno – brzmieniowego. Nagraliśmy go w bardzo prostym i rockowym składzie: gitara, bas, perkusja i wokal.
GS: Czy pomysł na tą prostą, rockową płytę był Twój? To był proces, do którego musiałaś dojrzeć czy też nagle podjęłaś taką decyzję? Twój album sprzed pięciu lat poprzednia sprzed pięciu lat jest dosyć mocno elektroniczny...
PK: Wtedy byliśmy gdzie indziej. Do tego dochodziła pandemia, utrudniony dostęp do grupy, więc ta elektronika wyniknęła trochę z kontekstu i konieczności. Natomiast i ja i Maciej kochamy prostotę, nie boimy się jej. Choć przyznaję, może ona być ryzykowna, bo pozbawia odbiorcę fajerwerków wielkiej produkcji. No i teraz trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie: co mnie prowadzi. Czy mam robić tak jak się robi, jakie są trendy, czy mam słuchać duszy. Na początku nie mieliśmy jeszcze pomysłu w jaki sposób podać to słuchaczom. Trzeba to było naprawdę umiejętnie zrobić, żeby to nie było zbyt proste, zbyt garażowe, przypadkowe. Tylko zrobione z klasą, ze smakiem. W kontekście tej opowieści i tego, gdzie jesteśmy jako artyści w tej chwili. Jednak chyba od samego początku myśl była taka, żeby jednak pójść w stronę muzyki gitarowej. Bo ja naprawdę kocham ten instrument jako nośnik emocji. A że otoczyłam się ludźmi, którzy mają rocka w sercu, sprawa okazała się łatwa do realizacji.
GS: Słuchając tej płyty i wsłuchując się w teksty piosenek odniosłem wrażenie, że chyba do tej płyty musiałaś dojrzeć i jako kobieta i jako artystka. Ten album porusza bardzo ważkie tematy dla osób w dojrzałym wieku, a poza tym jest to podane w bardzo fajny, inteligentny sposób nie pozbawiony czasem ironii.
PK: Masz rację, bo to jest rzeczywiście płyta o dojrzewaniu, o dorosłości. Może być to skorelowane z wiekiem, ale nie musi, bo człowiek może być młody, a jednocześnie dojrzały. Ta płyta opowiada o przejściu z miejsca niezgody do spokoju i akceptacji. Najpierw bierzesz rzeczy takimi jakimi są i mówisz „ok, przyjmuję”, potem przechodzisz do kolejnego etapu, którym jest akceptacja. Ale jeśli chodzi o teksty, jest jeszcze coś. Moja misja to dotykanie tematu głębokiej kreatywności. Przez ostatnie 2 lata dosyć intensywnie zajmowałam się edukacją w zakresie pisania tekstów i właśnie procesów kreatywnych. Musiałam przygotowywać moje programy, bo nie ma czegoś takiego w Polsce i przygotowałam ponad setkę ćwiczeń. Mówię o tym dlatego, bo zrobiłam te wszystkie ćwiczenia, żeby sprawdzić czy działają. To zmieniło mój warsztat, co jest oczywiście paradoksem. Pisałam przecież od lat, a to poprowadziło mnie wiele pięter wyżej. Dodatkowo to nie była tylko praca nad warsztatem, ale też praca do środka, która przeprowadza cię przez głęboki proces. Uważam, że kiedy jesteś artystą, kiedy przechodzisz przez wewnętrzny proces, to jesteś w stanie głębiej i mądrzej o tym opowiedzieć innym ludziom.
GS: Czy te warsztaty dotyczyły też Twojego głosu? Bo ta płyta jest bardzo zróżnicowana wokalnie.
PK: Nie. Specjalizuję się w pisaniu i uczeniu pisania, choć oczywiście pracuję również nad własnym warsztatem wokalnym, ale uczenie tego innych zostawiam wspaniałym wokal coachom, którzy pomagają ludziom dotrzeć do mocy własnego głosu. Oni mówią, że gdy przechodzisz przez wewnętrzne procesy, przez autoterapię albo procesy terapeutyczne, porządkujesz po prostu różne tematy w sobie, twój głos otwiera się, bo jest on mocno powiązany z twoim ciałem, twoim stanem psychicznym i emocjonalnym. Dużo bardziej niż granie na instrumencie. Chociaż instrument też jest, rzecz jasna, powiązany z emocjami instrumentalisty, ale głos dużo bardziej. W związku z tym, jeżeli chcesz otworzyć głos, musisz dużo rzeczy w sobie zrozumieć i przejść przez pewne progi. I to się u mnie wydarzyło przez ostatnich kilka lat. Dlatego też odważyłam się na tej płycie na różną ekspresję wokalną i mój śpiew jest czasem delikatny, czasem mocny i drapieżny a niekiedy… brzydki – jak w utworze „Kyo”. W sumie teraz nie uważam go za brzydki, ale gdy nagrałam ten numer, przestraszyłam się mojego śpiewania. Ale też zrozumiałam, że nie muszę być ładna, by być usłyszana. Muszę być prawdziwa.
GS: Co oznacza to słowo „Kyo”?
PK: Jest to słowo pochodzące ze sztuk walki. Opisuje stan, kiedy przeciwnik jest słaby i możesz go łatwo ugodzić. Więc to jest też ten stan, gdy jesteśmy w sensie emocjonalnym obnażeni, nieuważni, podatni na zranienie.
GS: Zachwycił mnie ostatni utwór na płycie czyli „Uspokój się”. Idealna piosenka na wyciszenie i zamknięcie całej opowieści…
PK: Piosenka opowiada o uspokojeniu się, stonowaniu, zatrzymaniu i zrozumieniu. O oswojeniu naszego strachu przed nieistnieniem. Czyli jest to jakby puenta dla całej płyty, że cokolwiek się w życiu dzieje i jakkolwiek jest trudno, to jest taki moment w nas i takie miejsce w nas, do którego możemy pójść, w nim się schronić i zatrzymać to wszystko. Zobaczyć, że to wszystko jest bardzo relatywne i tak naprawdę nieistotne.
FOTO: Fotografka.pl




