Piotr Brzychcy (Kruk)

WywiadGrzegorz SzklarekPiotr Brzychcy
Piotr Brzychcy (Kruk)

Nasza rozmowa z Piotrem Brzychcym - gitarzystą i liderem grupy Kruk, która właśnie wydała nowy album zatytułowany "Before".

- Słuchając „Before” odniosłem wrażenie, że ta płyta jest pewną całością muzyczną i tekstową. Czy z Twej strony też tak to wygląda?

- Gdy nagrywaliśmy ten album, nie planowaliśmy, że ma on być czymś na kształt „concept albumu”. Natomiast, im dłużej o tej płycie myślę, bo nadal jest ona dla mnie nowością, tym bardziej uważam, że jednak są tam pewne elementy „concept albumu”. Dwa utwory na tej płycie tworzą pewnego rodzaju klamrę. Pierwszy z nich to „Wings Of Dreams”, który opowiada o tym, że każdy z nas ma w sobie dziecko, którym kiedyś był. Mamy prawo do marzeń, do realizowania swoich planów. Druga kompozycja zamykająca klamrę to „Farewell” czyli utwór o człowieku, który odszedł z tego świata. Inspiracją dla napisania tej piosenki była śmierć gitarzysty Paco De Lucia. Człowiek, artysta niepowtarzalny, który tworzył historię. W mojej wyobraźni, być może będąc gdzieś po drugiej stronie, Paco De Lucia zabrał ze sobą piękne wspomnienie o życiu, a z taką wrażliwością muzyczną z całą pewnością było to coś głębokiego.

- Wszystkie teksty na tym albumie robią duże wrażenie na słuchaczu…

- Cieszę się, że tak uważasz. Tym bardziej, że poruszyliśmy tam między innymi temat wydarzeń na Ukrainie. Nigdy wcześniej o tym nie pisaliśmy. Opowiada o tym kompozycja „My Sinners”. Z kolei „Las Second” to opowieść o motocyklistach pędzących przed siebie, co w każdej chwili może się skończyć tragicznie. „Open Road” to z kolei tekst optymistyczny, opowiadający o tym, jacy jesteśmy, kim chcemy być. Poza tym nie brakuje oczywiście tekstów o miłości, jest trochę „whitesnake’owo” (śmiech).

- Jest to pierwsza płyta Kruka z nowym wokalistą Romanem Kańtochem. Jak doszło do Waszej współpracy?

- Roman mieszka w tej samej miejscowości, w której mieszka nasz poprzedni wokalista Tomek Wiśniewski. Romek bywał na naszych koncertach. Jest to człowiek młody, więc zapamiętałem go jako naszego młodego fana. Gdzieś tam przez przypadek dowiedziałem się, że także śpiewa, ale początkowo nie zarejestrowałem na dłużej tego faktu. Gdy „Wiśnia” przestał u nas śpiewać, zrobiliśmy nabór na stanowisko wokalisty naszego zespołu. Okazało się, że wśród kandydatów jest także Roman. Początkowo potraktowałem go po macoszemu, gdyż pomyślałem sobie, że nie może być dwóch tak samo dobrych wokalistów w jednej miejscowości (śmiech). Gdy przyjechał na przesłuchanie i zaczął śpiewać, opadły nam szczęki z wrażenia. Przyszedł sobie koleś z krótkimi włosami, totalnie wyluzowany i zaczyna śpiewać. I nie wiesz, co się stało. Tak do nas dołączył. Przez rok naszej współpracy Romek zrobił jeszcze większy postęp. Co bardzo mi odpowiada, bo zgadza się z moją filozofią. Sam lubię się rozwijać, iść do przodu. Dlatego tak dużą radość sprawia mi obserwowanie, jak on staje się coraz lepszy.

- Jaki był jego wkład w powstanie „Before”?

- Gdy Roman do nas dołączył, warstwa muzyczna nowych kompozycji była praktycznie gotowa. I bardzo dobrze się stało, gdyż w ten sposób stał się pierwszym krytykiem tych utworów. Widziałem jego reakcję, gdy je usłyszał. On chciał koniecznie zaśpiewać na tej płycie! Bez Romka ta płyta byłaby zupełnie inna. Przede wszystkim on wspólnie ze mną stworzył linie wokalne do tych piosenek. Poza tym ważne były emocje, jakie Roman przyniósł ze sobą do studia nagraniowego i jego „walka” z producentem o te emocje. Dzięki temu większość z tych piosenek stała się zupełnie inna w porównaniu z pierwotnymi wersjami.

- Wyobrażasz sobie piosenkę Kruka na playliście komercyjnej stacji radiowej?

- Wyobrażam sobie. Wyobrażam sobie nawet, że wycinają moją solówkę na gitarze, bo i tak ją potem zagram na koncercie (śmiech). Nie obawiam się też oskarżeń ze strony zagorzałych fanów o „sprzedanie się” z uwagi na umieszczanie utworów na tych playlistach. Bo jeśli tak będziemy podchodzić do tematu, to rynek muzyki rockowej umrze całkowicie w Polsce. Gdybym miał możliwość umieszczenia którejś z piosenek Kruka w RMF czy Zetce, to bym z tej możliwości skorzystał. Byłaby to świetna możliwość propagowania muzyki rockowej, która w naszych mediach mainstream’owych jest upadlana. Kiedyś w naszej historii pojawił się Piotr Kupicha z grupy Feel. Dzięki niemu wiele osób nieświadomych istnienia grupy Kruk zaczęło się pojawiać na naszych koncertach i kupować nasze płyty. Bezwzględnie jestem za obecnością muzyki grupy Kruk w komercyjnych mediach.

- Jesteś fanem Deep Purple. Jak wspominasz trzy koncerty Kruka u boku tego zespołu?

- Jestem mega fanem Deep Purple. Tak naprawdę moja przygoda z muzyką rockową zaczęła się od ich koncertu w Zabrzu w 1993 roku, na który zabrał mnie mój ojciec. Wtedy załamał się mój dotychczasowy świat (śmiech). Już ten moment, w którym dowiadujesz się, że zagrasz przed Deep Purple jest magiczny. To jest jak grom z jasnego nieba. Graliśmy z nimi trzy razy: dwa razy w ubiegłym roku: we Wrocławiu i Dolinie Charlotty pod Słupskiem oraz w tym roku w katowickim Spodku. To było coś niesamowitego. Wiesz, ja muzyków Deep Purple poznałem już wiele lat temu, gdy jeździłem na ich koncerty, zbierałem ich autografy na okładkach płyt, a z Ritchiem Blackmorem miałem możliwość zagrać w piłkę. Pomimo to, świadomość, że grasz na scenie, a oni są na twoim koncercie jest po prostu zabójcza.

- Nie było możliwości, by któryś z nich wystąpił gościnnie na „Before”?

- Wiesz, to już jest poważny biznes. Oczywiście, że bardzo bym chciał, a nawet mogliby ten album nagrać za nas (śmiech). Ale są to ludzie w podeszłym wieku i niezwykle zapracowani. Oni praktycznie nie schodzą ze sceny, a jeszcze niedawno zaczęli prace nad nowym albumem. Do tego dochodzą sprawy formalne, umowy między wytwórniami. Także nic z tego nie wyszło.

- Wasza muzyka jest bardzo filmowa. Nie myślałeś o połączeniu świata muzyki i filmu? Na przykład o zrealizowaniu jakiegoś filmu na bazie muzyki z albumu „Before”?

- Jestem zwolennikiem łączenia tych dwóch gałęzi sztuki i marzy mi się, by Kruk działał kiedyś w taki właśnie sposób, na przecięciu tych dwóch światów. Musielibyśmy tylko znaleźć odpowiednią osobę, która potrafiłaby przełożyć naszą muzykę na język filmu. Nawet chyba wrzucę na Facebooka ogłoszenie w tej sprawie. Potrzebujemy kogoś młodego, sprawnego, z pomysłami.

- Dziękuję za wywiad.

Powiązane materiały