Sigur Rós

Sigur Rós powracają nie tylko z koncertami, ale i z nową muzyką. Grupa wystąpi już 24 października w warszawskiej hali EXPO XXI. Jak mówi basista zespołu Georg "Goggi" Hólm, na nową muzykę w pełni trzeba będzie trochę poczekać, ale na koncercie usłyszymy już jej fragmenty. Podczas długiej rozmowy opowiedział mi jednak, co działo się w ciągu ostatnich 10 lat, kiedy to aktywność Sigur Rós nie była zbyt intesywna.
MM: Ostatnią regularną, pełnowymiarową płytą Sigur Rós była “Kveikur” z 2013 roku. Co działo się z zespołem od tego czasu?
GH: Dobre pytanie... Kiedy pracowaliśmy nad „Kveikur”, wszystko było nieco dziwne. Odszedł Kjartan (Sveinsson, klawiszowiec zespołu – przyp. MM), zostało nas tylko trzech. Mimo tego, zawsze nagrywaliśmy płyty w inny sposób. Podyktowane to było chęcią rozwoju i próbowania nowych rzeczy. W przypadku „Kveikur” dodatkowym aspektem było to, że po raz pierwszy wynajęliśmy przestrzeń, w której pisaliśmy razem, a wszystko nagrywaliśmy w naszym własnym studiu. Od razu też ruszyliśmy oczywiście w trasę… To było udane tournée, ale jednocześnie nieco dziwne, bo promowaliśmy „Kveikur” i „Valtari”, wydane rok wcześniej. Po trasie zrobiliśmy sobie przerwę, po czym zaczęliśmy pracę nad kolejną płytą. Szło nam jednak bardzo wolno… Zaburzyła się nasza chęć progresu. Część rzeczy nas zadowalała, a część nie – cały czas odkładaliśmy coś na później, mówiąc że jeszcze do tego wrócimy. Zamiast tego, pojechaliśmy w kolejną trasę, licząc że w którymś momencie jednak nagramy nową płytę. Do tego jednak nigdy nie doszło… Poza tym zostaliśmy posądzeni o zaległości w płaceniu podatków, co nie do końca okazało się prawdą. Islandzki system podatkowy miał bardzo dziwną formę działania w tamtym czasie, która zmuszał do podwójnego płacenia za to samo. Zapłaciliśmy grzywnę, a skarbówka chciała nas obciążyć ponownie! To był dziwny okres. Nie było to łatwe doświadczenie i trochę pozbawiło nas energii. Ostatni koncert zagraliśmy tuż przed nowym rokiem 2018. Po czymś takim normalnie robiliśmy sobie przerwę, natomiast w tamtym momencie nikt z nas nie miało ochoty robić niczego w ramach Sigur Rós. Mieliśmy w sobie sporo gniewu w związku z tym, co spotkało nas ze strony – jakby nie patrzeć – organów władzy w naszej ojczyźnie. Czuliśmy się ofiarami.
MM: W międzyczasie jednak wypuściliście okazjonalne nagrania takie jak: „Route One” wydane w 2017 roku z okazji Record Store, ścieżkę dźwiękową „Liminal Sleep” i „22° Lunar Halo”, również wydane z okazji Record Store Day oraz „Odin's Raven Magic”, zawierający muzykę orkiestrową. Żadne z nich nie trafiło jednak do bardzo szerokiej dystrybucji. Z czego to wynikało?
GH: Każdy z tych projektów ma inną genezę. „22° Lunar Halo” to nagrania, które napisaliśmy z myślą o płycie, o której mówiłem wcześniej, a którą się nie ukazała. Z kolei „Odin's Raven Magic” to nagranie z 2002 roku, które stworzyliśmy z myślą o Festiwalu Sztuki w Reykjaviku. Zostaliśmy poproszeni o napisanie muzyki dla tego wydarzenia przy udziale Hilmara Örna Hilmarssona – wieloletniego twórcy muzyki elektronicznej i filmowej. Przyszedł do nas z XV-wiecznym wierszem zatytułowanym „Hrafnagaldur Óðins”, czyli właśnie „Odin's Raven Magic” i zasugerował by stworzyć coś z oparciu o niego. Napisaliśmy więc muzykę i pamiętam, że zagraliśmy ten program 6 albo 7 razy. Jeden z tych koncertów, który odbył się w Paryżu, został nagrany i nakręcony. Pierwotnie miało to zostać wydane niedługo po premierze, czyli w 2003 roku. Tak się jednak nie stało, bo jak zwykle nie byliśmy zadowoleni w pełni z końcowego rezultatu. Muzyka była w porządku, wszystko zostało dobrze zagrane i zarejestrowane. Wystarczyło to jedynie zmiksować. Chcieliśmy to jednak wydać w formie video, a obraz niestety zupełnie nam nie pasował. Wydawał nam się mdły, czy nawet nudny…
MM: Jestem fanem filmu „Heima”, więc wiem, że potraficie zrobić dobry film.
GH: (śmiech) Z „Heimą” było jeszcze inaczej – tam akurat nie byliśmy zadowoleni z początku filmu i sporo czasu zajęło jego przygotowanie. A w przypadku „Odin's Raven Magic” było mnóstwo pomysłów, jak to wydać. Chcieliśmy na przykład zrobić z tego film animowany… W końcu doszliśmy do wniosku, że skoro muzyka jest dobra, a samo nagranie ma tyle lat, ile ma, wydamy je po prostu wyłącznie w formie audio. Natomiast pozostałe nagranie, które wymieniłeś, to właściwie projekty poboczne, w które nie byliśmy na tyle totalnie zaangażowani, by wydawać je na regularnych płytach.
MM: A jak powinniśmy zatem traktować “The Art Of Meditation” – waszą współczesną płytę z udziałem Formless, która wyszła niedawno?
GH: (cisza) I tu mnie masz – nie mam pojęcia, o jakiej płycie mówisz! (w tym momencie pokazuję Georgowi jedną z popularnych platform streamingowych z okładką płyty i spisem utworów). O, wow! Kompletnie mnie zaskoczyłeś. Muszę to sprawdzić i wysłać kilka emaili, bo nikt mi o tym nie powiedział (śmiech).
MM: W trakcie przerwy w działalności Sigur Rós, a nawet pomiędzy waszymi płytami, Jónsi nagrał i wydał przynajmniej 3 solowe albumy. Ty nie podążyłeś podobną drogą. Dlaczego?
GH: Od wielu lat mam pomysł wydania solowej płyty, natomiast koncepcja nieustannie się zmienia. Po prostu cały czas zastanawiam się, co to ma być i jak ma brzmieć. Zaczynam jakiś pomysł, a potem go nie kończę i zajmuję się czymś innym. A Jónsi jest dużo skuteczniejszym twórcą ode mnie, ponieważ zawsze ma głowie efekt finalny dzieła. Ja nie mam takiej umiejętności. Myślę jednak, że dojdę do takiego momentu, kiedy nagram płytę solową. Osobiście jednak lepiej pracuje mi się kolektywnie z innymi ludźmi. Jónsi i Kjartan są tego najlepszym dowodem. Poza tym sądzę, że to też jest związane z potrzebą. Najlepiej się tworzy, kiedy nie trzeba tego robić. I chyba tak samo może być w przypadku moich solowych nagrań.
MM: 3 lata temu ukazało się specjalne wydanie „Ágætis byrjun” z okazji 20-lecia tej płyty. Dodaliście do niego nagrania koncertowe, a nawet demówki z 1995 roku. Czy w archiwach Sigur Rós znajdują się jeszcze jakieś tego typu rarytasy?
GH: Owszem. Natomiast wydawnictwo, o którym mówisz zawierało to, co związane jest wyłącznie z „Ágætis byrjun”. Mamy więcej materiałów, ale one są powiązane już innymi płytami. Cały czas jednak też szukamy i znajdujemy różne rarytasy. Ostatnio sprzątając na piwnicy, znalazłem kasetę video z prawdopodobnie interesującą zawartością muzyczno-wizualną Sigur Rós, natomiast nie miałem jeszcze okazji sprawdzić, co jest na niej nagrane, bo nie mam magnetowidu (śmiech). Muszę to gdzieś przerobić na formę cyfrową. Myślę, że jeśli coś będzie pasowało do takiego wydawnictwa, jak wznowienie płyty, to na pewno to dodamy. W tym roku mija 20 lat od wydania płyty „( )”, więc z pewnością coś ciekawego się pojawi.
MM: Chciałem Cię przy okazji spytać o chyba najpopularniejszy utwór z „Ágætis byrjun”, czyli "Svefn-g-englar". Przez wiele lat zastanawiałem się, co oznacza ten nucony dźwięk w refrenie?
GH: Tak naprawdę nie oznacza niczego (śmiech). Jónsi to sobie po prostu zanucił na takiej samej zasadzie, jak ‘lalala’ i stwierdziliśmy, że to pasuje do tej piosenki. Ku naszemu zaskoczeniu, zrobiło się to bardzo ikoniczne (śmiech).
MM: Pierwszy teledysk Sigur Rós, jaki widziałem, to ten do "Viðrar vel til loftárása" – bardzo filmowy, trochę nawiedzony. Zupełnie nie wiedziałem, o co w nim chodzi. Poza tym wydawało mi się, że gość w goglach spawalniczych to David Gilmour.
GH: (śmiech) To chyba nie był David. Ten klip zrobili dla nas Arni & Kinski, z którymi współpracowaliśmy także przy naszych innych teledyskach. Oni odpowiadali także za klipy GusGus. Pomysł na ten teledysk mieliśmy już od kilku lat. Idea tego meczu piłkarskiego wydała nam się bardzo męska i zupełnie nie pasująca do naszej muzyki i w ogóle do Sigur Rós. Pokazaliśmy go Arni i Kinskiemu, a oni wpadli na pomysł, by pokazać go w formie takiego filmu. Pamiętam, że taśma filmowa była 16-milimetrowa, a kamera, którą był kręcony, należała do wojska. A ponieważ klatkowanie było bardzo szybkie, słychać było, jak ta kamera startuje, niczym rakieta (śmiech). Jedna rolka zajmowała jedynie kilka sekund filmu. Wydawało mi się, że to będzie bardzo droga zabawa (śmiech).
MM: Wspomnieliśmy już Kjartana Sveinssona, który wraca do Sigur Rós po 10 latach przerwy. Mieliście ze sobą kontakt przez ten czas?
GH: Tak, oczywiście. Kjarri odszedł, ale przyjaźń pozostała. Nie rozstaliśmy się w jakichś niemiłych okolicznościach. On po prostu chciał robić inne rzeczy poza zespołem. Kjarri pojechał do Jónsiego, który mieszka obecnie w Los Angeles. Wypili kilka drinków, zaczęli razem grać i wyszło z tego coś fajnego. Zadzwonili do mnie, by zastanowić się, czy nie spróbować zrobić znów czegoś razem. Zebraliśmy się we trzech w studiu i było świetnie. Nie tylko, jakby nic się przez te 10 lat nie zmieniło, ale wręcz poprawiło! Nie mamy już presji, jesteśmy spokojniejsi. I w takiej atmosferze teraz działamy.
MM: A macie kontakt z Orrim?
GH: Ja mam. Widujemy się co jakiś czas. Nie komentujemy tego, co się stało (we wrześniu 2018 roku perkusista Orri Páll Dýrason został oskarżony o napaść seksualną przez fana na Instagramie. Opublikował post na Facebooku, w którym twierdzi, że jest niewinny, ale „w świetle skali tej sprawy” zdecydował się odejść z zespołu, próbując jednocześnie oczyścić swoje imię – przyp. MM)
MM: Mówisz, że tworzycie nową płytę. Macie już tytuł?
GH: Jeszcze nie (śmiech). Na razie wymieniamy się pomysłami. Niektóre są dość żartobliwe, inne całkiem niezłe. Nic jeszcze jednak nie zostało ustalone w 100%. Opóźniamy tę płytę jak to my (śmiech). Kiedy ją skończymy, to będzie naprawdę jakieś święto (śmiech). Nagrania są gotowe, natomiast brakuje takiego ostatecznego sznytu. Mamy na przykład dwie piosenki, które nie są jeszcze skończone, natomiast wszyscy uznaliśmy, że muszą się znaleźć na płycie. Stąd te opóźnienia (śmiech).
MM: Rozumiem zatem, że coś nowego zagracie też 24 października na koncercie w Warszawie?
GH: Tak. Mamy już dwie takie piosenki, które gramy na koncertach. Mamy jeszcze trzecią i być może zagramy ją także w Warszawie. Musimy ją tylko trochę dopracować.
MM: Na ostatnim koncercie, jaki zagraliście w Polsce w czerwcu 2013 roku pod koniec pojawił się na scenie ponoć… śnieg.
GH: (śmiech) Pamiętam to. Używaliśmy wtedy dużo konfetti, a na koniec zostawialiśmy wyłącznie konfetti w kolorze białym, stąd pewnie takie wrażenie. Obecnie już tego nie używamy. Teraz przygotowujemy inne show. Kiedyś prosiliśmy naszych oświetleniowców, by nadawali konkretne barwy w poszczególnych utworach. I nic więcej. Chodziło o koncentrowanie publiczności na muzyce. Chcemy przywrócić pewną intymność na koncertach.
MM: Na koniec chciałem Cię spytać, jak zniosłeś pandemię? Wiem, że obecnie mieszkasz w Reykjaviku, a przecież Islandia jest już sama w sobie odizolowana...
GH: Dobre pytanie i słuszna uwaga! Pandemię spędziłem głównie w domu, jak większość.Natomiast Islandia ma to do siebie, że wystarczy 10 minut jazdy samochodem i już jesteś na wsi. Przeszedłem COVID-19 dwukrotnie, natomiast nie miałem świadomości, że jestem chory. To wyszło dopiero po testach. Za drugim razem to było lato, więc cieszyłem się pogodą zupełnie beztrosko.
MM: Dziekuję za rozmowę.
Sigur Rós - Warszawa, Centrum ExpoXXI, 24.10.2022, godzina 19.00. Bilety: eBilet i Ticketmaster.
Foto: materiały prasowe Charm Music Polska




