Cantara
NewsyGalerieWywiadyRecenzjeKoncertyPromocjaKontakt
Polityka prywatności
© 2026 cantaramusic.pl | pawcza.codes
HomeWywiadySt. Vincent
St. Vincent

St. Vincent

Wywiad02.08.2023Maciej MajewskiSt. Vincent
St. Vincent

Annie Clark nagrywająca pod szyldem St. Vincent na swoim siódmym albumie „All Born Screaming”, który recenzowaliśmy na naszej stronie, poszerzyła spectrum swojej muzyki, tworząc jednocześnie najbardziej kompletne dzieło w swoim dotychczasowym dorobku. W poniższej rozmowie opowiedziała mi m.in. jak powstawała płyta, podsumowała swoje umiejętności perkusyjne i wstępnie zapowiedziała przyjazd do Polski.

MM: Od 23 roku życia wiedziałaś, że nagrasz płytę pod tytułem „All Born Screaming”, ale – jak twierdzisz – nie byłaś gotowa i warta, by go użyć, gdyż: „Trzeba przeżyć, żeby zasłużyć na tytuł, który naprawdę mówi wszystko. To piękno, brutalność i to wszystko, co jest częścią tego samego kontinuum.”. Dla mnie ten tytuł brzmi bardzo pierwotnie, a jednocześnie jest deklaratywny. A jak Ty go rozumiesz?

AC: Oznacza on dla mnie wiele różnych rzeczy. Podstawowe znaczenie odnosi się do procesu narodzin, bo chyba wszyscy rodzimy się z krzykiem. I to jest cudowne, bo jeśli krzyczymy, to znaczy, że żyjemy. Sam krzyk może oznaczać wiele różnych rzeczy. Słusznie zauważyłeś, że ma w sobie coś pierwotnego. Przyszliśmy na świat niejako wbrew sobie, bo nikt nas tutaj nie zapraszał...

MM: Winisz za to rodziców?

AC: (śmiech) Niezupełnie. Ale skoro już tu jesteśmy, to jazda! Jednak ważniejsze od krzyku w tytule płyty jest słowo ‘wszyscy’. Jesteśmy na tym świecie wszyscy razem, czy nam się to podoba, czy nie. Doświadczanie człowieczeństwa jest uniwersalne. Natomiast współczesny świat i współczesny styl życia chcą nas podzielić. A życie jest bardzo krótkie, więc warto byśmy przeżyli je najlepiej jak potrafimy.

MM: Na okładce płyty płoną Ci ręce. Dlaczego

AC: To też odniesienie do wielu rzeczy. Nad okładką pracowałam z moim przyjacielem Alexem Da Corte, który jest niesamowitym artystą sztuk współczesnych. Zaczęło się od tego, że wybraliśmy się po inspiracje do Muzeum Prado w Madrycie. Tam zobaczyliśmy „Czarne Obrazy” Goi i uznaliśmy: to jest to! Podoba mi się, że ta okładka nie mówi jednoznacznie, czy płonę, czy sięgam po gaśnicę albo czy sama wywołałam ogień...

MM: Albo czy akurat wyciągasz coś z rozgrzanego piekarnika.

AC: O mój Boże! O tym nie pomyślałam (śmiech). Natomiast okładka w skrócie symbolizuje fakt, że życie jest pełne jest różnych zmagań i nieustannej walki.

MM: Nagrywałaś tę płytę w sześciu różnych studiach, wliczając Electric Lady w Nowym Jorku, Electric Audio w Chicago oraz Twoje własne Compound Fracture w Los Angeles. To zależało od brzmienia każdego z nich?

AC: Wybrałam różne studia ze względu na różne nastroje, jakie udaje się uzyskać w każdym z nich. W Chicago supportowałam Roxy Music, a nie nagrywałam tam od czasu współpracy z The Polyphonic Spree w 2007 roku. Wybrałam się więc do Electric Audio, które ma świetną salę z moim ówczesnym basistą, Justinem Meldalem-Johnsenem oraz perkusistą Markiem Guilianą i zarejestrowaliśmy kilka podstawowych utworów. Świetnie nam się tam pracowało. Potem w Compound Fracture zarejestrowałam pozostałe partie samodzielnie. Natomiast Electric Lady uwielbiam, bo ma niepowtarzalną magię. Mogę tam przyjść z kubkiem kawy i pracować od rana do wieczora. Nagrałam tam znaczną część wokali na płytę i było to absolutnie tego warte, bo w we własnym studiu nie uzyskałabym takich rezultatów.

MM: „All Born Screaming” mieni się różnymi stylistykami i brzmieniami. Próbowałem je wszystkie jakoś sklasyfikować, ale przyznaję, że trochę się pogubiłem…

AC: (śmiech) Nie dziwę się. Czasem sama nie wiem, skąd przychodzą do mnie pomysły na brzmienia.

MM: Przeczytałem jednak, że podczas okresu prac nad tą płytą, w ramach eksperymentu zacząłeś mikro dawkować psychodeliki. To wpłynęło na proces twórczy, czy na samą muzykę?

AC: Na obie te rzeczy. Kiedy działasz w pojedynkę i coś tworzysz, to szukanie rozwiązań i uzyskiwanie rezultatów jest nieco jednowymiarowe. Dlatego też zaczęłam dawkować sobie psychodeliki. Nie po to, by wpaść w tripa, bo wtedy bym nic bym nie zrobiła, ale po to, by spuścić z tonu i nie być dla siebie zbyt surową oraz znaleźć najlepsze rozwiązania dla tych utworów z innej perspektywy. To sięga jeszcze płyty „Daddy’s Home” (wydanej w 2021 r. – przyp. MM), która jest bardzo rozedrgana. Dlatego wydaje mi się, że „All Born Screaming” jest bardziej wyważone i stabilne, choć nie było to łatwe i kosztowało mnie znacznie więcej pracy, niż wspomniane „Daddy’s Home”. Psychodeliki pozwoliły mi jednak być bardziej wyrozumiałą dla siebie i swoich poczynań.

MM: Jesteś samotniczką?

AC: Zdecydowanie! Nagrywam muzykę, odkąd skończyłam 14 lat. Wtedy rejestrowałam ją na komputerze w moim pokoju. Uczyłam się wówczas brzmienia, aranżowania i myślenia o muzyce, a przede wszystkim - oswajałam swój głos. Być może inni ludzie w tym czasie zakładali zespoły i bardziej się socjalizowali. Ja też tego doświadczyłam, ale jednak w moim samotnym świecie od początku było mi bardzo dobrze.

MM: Na płycie zagrałaś na większości instrumentów. Wiem, że sama korzystasz z automatów perkusyjnych. Natomiast goście, których zaprosiłaś do nagrań - jak Josh Freese i Dave Grohl - zagrali na bębnach. Sama na nich nie grasz?

AC: Jestem gównianą perkusistką! A skoro mam w telefonie numery do Josha i Dave’a, którzy są zajebistymi bębniarzami, to czemu ich nie poprosić o pomoc? Rzeczywiście sama korzystałam z automatów perkusyjnych, ale najpierw musiałam się w nie wdrożyć i przeczytać instrukcję obsługi (śmiech).

MM: Mówisz, że utwór „Big Time Nothing" kojarzy się z erą rave z lat 90 i nagraniami w stylu wczesnego The Prodigy. A mnie przypomina on bardziej rozbujaną wersję „Army Of Me” Björk.

AC: O wow! Zajebiście! Uwielbiam Björk, bo jest absolutnie bezwzględna i bezkompromisowa, jeśli chodzi o nie tylko o muzykę, ale o sztukę w ogóle.

MM: Wiem też, że ten utwór stanowi wewnętrzny monolog depresji i lęku. Domyślam się, że te depresja i stany lękowe mocno na Ciebie wpływają?

AC: Miałam takie okresy w życiu, kiedy depresja naprawdę siała spustoszenie w moim życiu i zmuszałam się w ogóle do wstawania z łóżka... Muzyka pomagała mi w tym i motywowała mnie w jakimś stopniu do funkcjonowania. Teraz jest o wiele lepiej. Szczerze mówiąc, nie mam obecnie czasu na depresję. Mam nadzieję, że nie brzmi to zbyt nieczule?

MM: Brzmi…

AC: Czyli wychodzi na to, że pierdolę bzdury i nie mam pojęcia, co to depresja... A to nie tak. Moje życie po prostu się zmieniło. Jestem dziś dużo spokojniejsza i zdrowsza, niż kiedyś. Nie wiem, czy można to podciągnąć pod bycie szczęśliwą, bo nie wiem nadal, co to właściwie znaczy - być szczęśliwym. Wciąż jednak zmagam się ze stanami lękowymi. Nauczyłam się z nimi egzystować, choć nie jest to łatwe. A towarzyszą mi one od dziecka… Myślę jednak, że przyczyniły się także do tego, kim dziś jestem i co robię. Nie chcę przez to powiedzieć, że pomogły mi w procesie tworzenia muzyki. Bez przesady! Po prostu są częścią mnie i mojej codzienności.

MM: Czy Flea z Red Hot Chili Peppers słyszał piosenkę „Flea”?

AC: O, nie mam pojęcia! Nie mam numeru do niego (śmiech). Muszę poprosić o pomoc Dave’a Grohla – on zna wszystkich. A spotkałam Flea przy różnych okazjach, jest przesympatycznym gościem. Rozbudziłeś moją ciekawość (śmiech). Mam nadzieję, że Flea posłucha tej piosenki.

MM: A czemu utwór tytułowy ma jakby dwie części: pierwszą dość chwytliwą, a drugą zanurzoną w nawiedzonym drum ‘n’ bassie?

AC: Nawiedzony drum ‘n’ bass – podoba mi się to określenie (śmiech). Napisałam pierwszą część piosenki sama, a potem moja przyjaciółka Cate Le Bon dołączyła i zaczęłyśmy się bawić automatami perkusyjnymi. Sama piosenka jest tryptykiem. Pierwsza część jest dość nonszalancka – wszyscy rodzimy się krzycząc. Druga nawiązuje do „Willy’ego Wonki i Fabryki Czekolady”, a konkretnie do tej sceny z tunelu, kiedy podróżują łodzią z coraz większą prędkością, a Willy zaczyna intonować słowa: „There's no earthly way of knowing/Which direction we are going”…

MM: To raczej upiorna scena.

AC: Tak! Zainspirowałam się tym niepokojem, a jednocześnie pasującą do tego melodią. A ostatnia część to już radosna, mantrowa zabawa właśnie w stylu który określiłeś nawiedzonym drum ‘n’ bassem.

MM: 10 lat temu wystąpiłaś razem z żyjącymi członkami Nirvany na gali Rock And Roll Hall Of Fame. Zagraliście razem „Lithium”. Jak postrzegasz Kurta Cobaina jako autora muzyki i tekstów?

AC: Nie wiem, czy ktoś pisał lepsze piosenki, niż Kurt. One są wręcz idealne. Są emocjonalne, zapadają w pamięć, mają świetne melodie i są ponadczasowe. Nic tam nie przeszkadza: zwrotka-refren-zwrotka-refren. Żaden bridge nie jest potrzebny! Nie wiem, czy ktoś zrobił coś podobnego kiedykolwiek. Twórczość Nirvany miała ogromny wpływ na kulturę i w ogóle na songwrting – a przynajmniej na mój warsztat tworzenia piosenek.

MM: The Beatles?

AC: No tak, to podstawy. Ale wydaje mi się, że The Beatles pisali przede wszystkim o miłości, a Kurt poruszał wiele innych aspektów w swoich tekstach.

MM: Z kolei na płytę „The Metallica Blacklist” nagrałaś własną wersję “Sad But True”, która brzmi dość industrialnie. Bębny Larsa Ulricha w tym utworze sprowokowały Cię do takiej interpretacji, czy coś innego?

AC: (śmiech). To zabawne, bo wydaje ci się, że znasz daną piosenkę od lat, a potem jej słuchasz i zdajesz sobie sprawę, że tam się dzieje o wiele więcej, niż ci się wydawało. I tak było właśnie z „Sad But True”. Nie było szans, żebym zbliżyła się do feelingu z jakim Lars zagrał swoje partie – przypominam, że jestem gównianą perkusistką (śmiech). Musiałam więc podejść do tego od odwrotnej strony – psychotycznie minimalistycznej. To zresztą pokrywało się z czasem, kiedy nagrałam cover „Piggy” Nine Inch Nails, więc stylistyka mi się udzieliła.

MM: Widziałem, że jesienią zagrasz kilka koncertów w Europie. A kiedy przyjedziesz do Polski?

AC: A to jeszcze nie zostało ogłoszone? Przyjadę do Polski w przyszłym roku. Muszę u Was zagrać z kilku powodów. Po pierwsze – miałam grać trasę z Grizzly Bear, ale została ona odwołana. Wówczas miałam wystąpić w Polsce (w 2009 r. artyści mieli wystąpić w Katowicach, ale z powodu wypadku autobusu zespołu, koncert został odwołany – przyp. MM). Po drugie – dotąd zagrałam tylko raz w Polsce jako suport The National (w 2014 r. w Parku Im. Sowińskiego w Warszawie– przyp. MM). Miałam wreszcie zgrać w 2022 roku, ale wtedy zmienił się harmonogram moich prac i znów nie przyjechałam… Dlatego chcę wrócić do Polski. Bardzo podobało mi się przyjęcie, z jakim się spotkałam w Twoim kraju, więc najwyższy czas w końcu zagrać dla polskiej publiczności!

MM: Dziękuję za rozmowę.

Powiązane materiały

Powiązane materiały

St. Vincent wydała "Broken Man"
News22.08.2023

St. Vincent wydała "Broken Man"

Utwór "Broken Man" zapowiada nową płytę St. Vincent "All Born Screaming", która ukaże się 26 kwietnia.

St. Vincent - All Born Screaming
Recenzja21.08.2023

St. Vincent - All Born Screaming

"Siłą All Born Screaming jest nie tylko iloczyn zawartych tu piosenek, ale pełen inspiracji wydźwięk całości jako dzieła kompletnego. Słychać jest, że te numery powstały pod wpływem natchnienia i szybkiego bicia serca, a nie wymęczonych, niekończących się sesji" - tak o nowej płycie St. Vincent pisze nasz recenzent Jakub Oślak.

St. Vincent wystąpi w Warszawie
News07.07.2021

St. Vincent wystąpi w Warszawie

Amerykańska artystka zaprezentuje się 17 czerwca 2022 roku w warszawskiej Stodole.

St.Vincent - Daddy's Home
Recenzja26.05.2021

St.Vincent - Daddy's Home

„Daddy’s Home” to kolekcja historii snucia się po centrum Nowego Jorku, o powrotach metrem nad ranem w butach na obcasie, o glamourze, który ciągnął się przez trzy dni z rzędu. Zapraszamy do lektury naszej recenzji nowej płyty St.Vincent.