Cantara
NewsyGalerieWywiadyRecenzjeKoncertyPromocjaKontakt
Polityka prywatności
© 2026 cantaramusic.pl | pawcza.codes
HomeWywiadyWhite Lies
White Lies

White Lies

Wywiad25.02.2026Maciej MajewskiWhite Lies
White Lies

Brytyjskie trio White Lies jest właśnie w trasie promującej swój siódmy, wydany w listopadzie ubiegłego roku album „Night Light”. Jednym z jej przystanków była Warszawa, a konkretnie klub Progresja. Krótko przed koncertem basista Charles Cave i perkusista Jack Lawrence-Brown opowiedzieli mi szczegółowo o realizacji płyty, a także m.in. o tym, jak układają programy swoich koncertów oraz za co nie lubią Nowego Jorku.

MM: Poprzednie albumy powstawały w sypialniach. Tym razem użyliście niewielkiego pokoju gościnnego w domu Harry’ego McVeigha. Zainspirowaliście się także starym programem z NBC, zatytułowanym „The Midnight Special”, w którym wszyscy grali razem... Czy to znaczy, że nie graliście wcześniej w telewizji?

CC: Słuszna uwaga. Graliśmy, ale dość dawno. Najwięcej w początkach naszej działalności. Mieliśmy przyjemność i szczęście zagrać w show Jaya Leno, Davida Lettermana i Jimmy’ego Kimmela. Do tego raz graliśmy w Niemczech w telewizji. W Polsce za to wystąpiliśmy w jednym z programów śniadaniowych (śmiech). Poza tym byliśmy u Joolsa Hollanda. Sprowadza się to jednak do tego, że gdy zaczynaliśmy, nasza muzyka była postrzegana jako pop. Ale to było 15 lat temu, kiedy także David Guetta i Rihanna dominowali w radiu i w telewizji.

MM: Seth Evans znany z black midi, dołączył do was w studiu i sporo dodał od siebie. Nie pomyśleliście w którymś momencie, by zaprosić go do składu na stałe?

JLB: (śmiech) Nie sądzę, że nasza muzyka jest czymś, co tak bardzo mu się podoba. Uważam, że największe umiejętności Setha, to właśnie dodawanie czegoś od siebie i zamienianie tego w magię - zwłaszcza, kiedy chodzi o muzykę, którą próbowaliśmy stworzyć. To wymagało pewnej improwizacji, a on po prostu potrafił to zrobić. Daliśmy mu wolną rękę. Nasz plan z Sethem zakładał, by mieć w studiu kogoś na tyle biegle posługującego się instrumentami, kto mógł zrobić mniej więcej to, co chciał, a jednocześnie nie przegiął. I to było dokładnie to, co on zrobił.

MM: Pytam, bo wspominaliście, że nie macie wystarczającej liczby rąk, żeby zagrać na żywo te rzeczy.

CC: Zawsze mieliśmy naszego klawiszowca koncertowego Tommy’ego (Bowena – przyp. MM), który jest niesamowicie utalentowanym muzykiem i który może zagrać wszystko, o co go poprosimy. Natomiast jednocześnie jest to pierwsza osoba, która powie Ci, że nie czuje improwizacji, aranżacji, czy pisania piosenek i nie są to jego najlepsze umiejętności. Więc dlatego do sesji w studiu potrzebny był ktoś taki jak Seth – wykształcony jazzowo muzyk, który może swobodnie improwizować i zna teorię muzyki. Potem daliśmy po prostu jego partie Tommy’emu, który musiał się ich nauczyć i to wszystko.

MM: Powiedzieliście, że utwór „Nothing On Me”, zainspirowany “Motivation Radio” Steve’a Hillage’a, to najszybsza piosenka, jaką kiedykolwiek napisaliście i nagraliście. Tymczasem w waszym dorobku znajdują się nawet szybsze, jak “Never Alone”, “Hurt My Heart”, “What I Need”, “Be Your Man”, czy nawet “Bigger Than Us”.

JLB: Uwierz mi – nie są (śmiech). I mówię Ci to jako bębniarz. „What I Need” rzeczywiście jest szybki, ale nie w liczbie uderzeń na minutę. Może kiedyś pozbędę się metronomu (śmiech). „Nothing On Me” przećwiczyliśmy ostatnio na próbie i wyszła całkiem dobrze. Być może wrócimy do niej. To trudna piosenka, żeby grać ją naprawdę dobrze - właśnie dlatego, że jest taka szybka.

MM: Moje pierwsze wrażenie było takie, że to piosenka nie tyle szybka, ale krótka, która dość płynnie przechodzi w „All The Best”. W niej z kolei słychać brzmienia saksofonu. To prawdziwe dźwięki, czy korzystaliście z wtyczek?

CC: Nie, to jest prawdziwy saksofon. Seth przyprowadził do studia takiego kolesia, który w pół dnia nagrał wszystkie partie. Dostał wcześniej kilka piosenek i też pozostawiliśmy mu wolną rękę. Zagrał kilka partii, ale nie wszystkie wykorzystaliśmy. Super byłoby pracować powiedzmy z sześcioma dodatkowymi muzykami i jeszcze dobarwić te piosenki, ale to jednak sporo kosztuje.

MM: „Going Nowhere” to ponoć pierwsza piosenką, którą napisaliście na ten album. Te powtarzane słowa refrenu brzmią jakby były z zaświatów. Czyj to był pomysł?

CC: Nie pamiętam (śmiech). To zaczęło się od bardziej elektronicznego demo, trochę w stylu DEVO lub Kraftwerk. Potem rozwinęliśmy to bardziej w kierunku r&b. Tu znów kłania się „The Midnight Special”, w którym grali głównie muzycy soulowi i bluesowi. Refren, o którym mówisz, pojawił się z efektów wokalnych Harry’ego.

MM: Z kolei “Everything Is Ok”, to waszym zdaniem najsilniejsza piosenka na tym albumie. I tak, słychać na niej wibrację w stylu Bruce’a Springsteena. Swoją drogą, zastanawiam się, czy zaśpiewałby do tak syntetycznego podkładu?

CC: Tak, to trochę dziwne. Wydaje mi się, że Springsteen tylko używał barw syntetycznych w taki… dziwny sposób. On jednak chyba nigdy nie nagrał jakiegoś czysto elektronicznego kawałka. A to byłaby naprawdę świetna rzecz w jego dorobku. Wiesz, nawet Brian Ferry nagrał wiele dość zimnych, syntetycznych rzeczy solo. Natomiast Springsteen wydaje mi się teraz tak zaangażowany w americanę, że ktoś musiałby go namówić do takiego nagrania chyba podstępem (śmiech).

MM: Mówicie, że wasi fani oczekują tak wielu hitów na koncertach, że nie ma dużo miejsca na nowe numery. Jak więc podejmujecie decyzję w kwestii tego, co włączacie do programu z nowej płyty?

JLB: Myślę, że jesteśmy realistami w kwestii tego, jak powinien wyglądać program naszego koncertu. Celem tej trasy jest wsparcie nowego albumu, więc wciąż gramy sporo materiału z „Night Light”. Poza tym mamy też bonusowe utwory, które pojawiły się po ukończeniu tej płyty. Mamy więc z tym trochę kłopotów. Zmieniamy kilka piosenek tu i tam, aby upewnić się, że wszystkie się pojawią. Właściwie, kiedy ta trasa się skończy np. za rok, to prawdopodobnie niektórych utworów już nigdy nie zagramy.

CC: Myślę, że w secie pozostanie „My Lover”. Ale to się stało wcześniej z „Hurt My Heart”, która była takim samotnym bonusem, który potem ukazał się na płycie siedmiocalowej. Graliśmy go prawie za każdym razem.

MM: I właśnie „My Lover” dotyczy moje następne pytanie, bo jak wspomniałeś – już drugi raz wrzucacie bonus do regularnej setlisty koncertowej. Dlaczego?

CC: Na płytę nagraliśmy 11 piosenek. Na album weszło jednak tylko 9 z powodu czasu winyla. Dwie kompozycje musieliśmy odrzucić. I to trwało całe wieki, zanim zdecydowaliśmy się, co odrzucić. Na pewno nie chodziło nam o wykluczenie najsłabszych piosenek. Właściwie nasza decyzja była o tym, że jeśli musimy wyciągnąć dwie piosenki z albumu, to potem i tak będziemy wydać. „My Lover” nie pasował stylistycznie do płyty.

MM: To bardzo bombastyczna piosenka.

CC: Bombastyczna i bardzo popowa, a do tego elektroniczna, trochę w stylu lat 80.

MM: Druga piosenka, która nie znalazła się na albumie, to “I’d Love(d) New York”, która przypomina trochę “Fame” Davida Bowiego. Nie lubicie Nowego Jorku?

CC: Gramy ją na próbach dźwięku w prechorusie jest tam taki fragment, że pieski nie mają gdzie biegać… Zawsze czułem, że ludzie lubią romantyzować Nowy Jork, ale jest tak dużo złego w tym mieście… Jedną z rzeczy, którą czuję jako okrutną jest to, że każdy ma tam psa, ale nie ma gdzie pójść z nim biegać. Nawet w Central Parku muszą być na smyczy.

JLB: To bardzo dziwne. Zupełnie inna kultura.

CC: Te małe parki są dwa razy większe niż ten pokój (rozmawialiśmy na backstage’u klubu Progresja – przyp. MM), ale za każdym raz, kiedy tam przyjdziesz, już jest tam z 30 innych psów. Nie jest tak, że nie mogą biegać, ale… Jesteśmy z Londynu, który jest oczywiście wielkim miastem, ale jest w nim tak dużo wielkich, zielonych miejsc, gdzie psy mogą po prostu biegać do woli daleko…

MM: Będą remiksy do utworów z „Night Light”?

CC: To bardzo dobre pytanie. To jest coś, co zdecydowanie po pierwszych dwóch albumach w latach 2009-2011 było dużą częścią muzyki indie. Zawsze było z osiem remiksów… Po ostatniej płycie mieliśmy dwa…. W każdym razie obecnie to o wiele mniej popularne zabiegi. Do tego dochodzą pieniądze z wytwórni, które nie chcą wydawać ich na remiksy, które trafią być może do węższego grona odbiorców.

Powiązane materiały

Powiązane materiały

White Lies - Night Light
Recenzja17.11.2025

White Lies - Night Light

White Lies podeszli do swojego siódmego albumu, “Night Light”, zupełnie inaczej niż do tej pory masterując utwory na żywo przed ich zarejestrowaniem. Zainspirowani programem telewizyjnym “The Midnight Special" z lat 70-tych, trio postanowiło przećwiczyć i dopracować piosenki razem w pokoju przed wejściem do studia.

White Lies zapowiedzieli album "Night Light"
News16.07.2025

White Lies zapowiedzieli album "Night Light"

Siódmy album w dorobku grupy White Lies ukaże się 7 listopada.

White Lies wrócą do Warszawy
News21.05.2025

White Lies wrócą do Warszawy

Brytyjska grupa zaprezentuje się 15 lutego 2026 w warszawskiej Progresji.

White Lies wydali niepublikowany 'Trouble In America'
News15.09.2022

White Lies wydali niepublikowany 'Trouble In America'

Nowy wcześniej niepublikowany utwór zwiastuje wydanie rozszerzonej o cztery nowe utwory wersji ostatniego krążka White Lies „As I Try Not To Fall Apart”, który ukaże się w formie cyfrowej 21 października pod szyldem wytwórni [PIAS]. Album został pierwotnie wydany w lutym tego roku.