Zuta

ZUTA to wbrew pozorom duet Zuty Lipowicz i Maksa Mikulskiego. Po debiucie na scenie Festiwalu NEXT FEST w kwietniu zeszłego roku ich kariera nabrała tempa. Mają na koncie debiutancki mini-album "Wszystko Ja. Wszystko My", a niedawno ukazał się ich cover przeboju Krzysztofa Krawczyka "Bo Jesteś Ty".
GS: Zaintrygowała mnie okładka Waszego debiutanckiego mini-albumu „Wszystko Ja. Wszystko My”. Co kryje się za tym wizerunkiem?
ZL: Dopiero po obejrzeniu gotowej okładki zobaczyliśmy, że ja tam jakby „wychodzę” z tyłu głowy Maksymiliana. Wyglądało to jak Voldemort z tyłu głowy profesora Quirella w „Harrym Potterze” (śmiech). I jest w tym obrazku przesłanie, że ja i Maks to jedna istota chodząca razem i przeżywająca wszystko razem.
GS: Na płycie znalazło się sześć kompozycji. Macie też na koncie cover hitu „Bo Jesteś Ty” Krzysztofa Krawczyka, który nie trafił na to wydawnictwo. Czy to na chwilę obecną cały Wasz dorobek nagraniowy?
ZL: Tych sześć piosenek to wszystko, co mieliśmy wtedy, gdy planowaliśmy wydać ten mini-album. Czuliśmy, że to była wystarczająca ilość muzyki, że nie musimy dłużej szukać, że to jest to, co mamy teraz do przekazania. Od czasu premiery „Wszystko Ja…” mamy już sporo nowych niewydanych jeszcze numerów. Trafią one na naszą pierwszą płytę długogrającą nad którą pracujemy.
GS: Płytę otwiera kompozycja „Wszystko ja”, zaś zamyka ją utwór „Wszystko my”. To są takie klamry spinające to wydawnictwo?
ZL: Myślę, że tak. Ten mini-album to taka kwintesencja naszego wejścia do branży muzycznej i chcieliśmy, by ten etap naszej działalności był oddzielony od naszych kolejnych aktywności muzycznych. Czujemy, że ten progres, który następuje po debiucie jest bardzo ważny. Nie chcemy mieszać starszych utworów, z kolejnymi kompozycjami. Chcemy wydawać muzykę w takiej kolejności, w jakiej ona powstaje. Ważne jest dla nas też to, aby słuchacz mógł dostrzec jak my się zmieniamy i jak zmienia się nasza muzyka.
GS: Ta płyta jest mocno elektroniczna, natomiast we wspominanym już ostatnim na albumie „Wszystko My” słychać ukulele. Czy nie chcieliście by na ten krążek trafiło więcej akustycznych brzmień?
ZL: Zupełnie nie. Ten jedyny akustyczny utwór jest dla nas jak przyprawa. Pokazuje, że jest dla nas czymś wyjątkowym i innym. Akurat do tej piosenki to ukulele pasowało idealnie. Utwór powstał na tarasie w deszczowy dzień i tak to już musiało zostać. I nie ciągnie nas w stronę akustycznych brzmień, ale…nigdy nie wiadomo, czy kiedyś nie zasiądziemy w jakimś innym miejscu, lub na tym samym tarasie w kolejny deszczowy dzień i znowu coś takiego nie powstanie.
GS: Współpracowaliście z czołowym rodzimym producentem Marcinem Borsem. Czy poza płaszczyzną producencką miał on jeszcze jakiś wpływ na Was podczas nagrywania tej płyty?
ZL: Marcin nie oceniał naszych utworów, ale byliśmy bardzo otwarci na wszystkie uwagi, jakie miał nam do przekazania. Dużo kierował mną pod względem wokalnym, bo byłam bardzo przejęta tym, że mam nagrywać wokale i to u osoby, którą tak bardzo podziwiam. Marcin oferował mi bardzo dużo wsparcia. Fajne było to, że wyczuł, czego my szukamy i powiedział nam: „Trzeba dodać czegoś takiego komiksowego”. I faktycznie dodał tam dużo takich przerysowanych efektów, które są w naszym stylu. Współpraca z nim była fantastyczna i na pewno będziemy chcieli do niego jeszcze wrócić. Jeszcze nie możemy się zdecydować, czy wrócimy przy tych nowych piosenkach, bo mamy w Polsce tylu fenomenalnych producentów. Bardzo chcemy do Marcina wrócić, ale jest jeszcze tylu świetnych producentów, z którymi nie spróbowaliśmy jeszcze kooperacji. Lubimy odbijać energię i patrzeć, co się z tych napięć wytworzy.
GS: Moim ulubionym utworem na tym mini-albumie są „Smaki Ziół”. Może dlatego, że odeszliście tam od tej tanecznej elektroniki na rzecz trochę bardziej złożonych brzmień. Czy będziecie eksplorować ten kierunek?
ZL: Tworząc muzykę nie myślimy, że coś ma brzmieć tak, albo inaczej. Zazwyczaj przychodzi do nas jakiś pomysł na melodię, na klawiszach albo wokalnie lub zagrany przez Maksa na gitarze. Po prostu coś z tych pierwotnych elementów wychodzi. Pamiętam, że gdy tworzyliśmy „Smaki Ziół” szalenie podekscytowani tym rytmem, który się tam wytworzył. Nie jest tak taneczny, ale jest bardzo dla nas pobudzający. I to właśnie spowodowało, że postanowiliśmy ten utwór nagrać.
GS: Gdy słucham tej płyty to mam skojarzenia z GusGus….
ZL: Ooooo, bardzo mi miło to słyszeć. Muszę dodać, że pracując nad tym materiałem współpracowaliśmy nie tylko z Marcinem Borsem, ale także z Oysterboyem. Należy przyznać, że zrobił fenomenalną pracę i właśnie „Smaki Ziół”, jak i „Elvis” wyszły spod jego ręki. Wiemy już, że na naszym debiutanckim albumie długogrającym będą kompozycje wyprodukowane przez niego, bo już zaczęliśmy nagrywać. Oysterboy potrafi te przestrzenie budować, tworzyć. To taki producent-architekt. Bardzo nam się poszczęściło, że mogliśmy współpracować z tej klasy fachowcami jak Marcin i Piotrek.
GS: Gdy Cię słucham odnoszę wrażenie, że macie z Maksymilianem jasno nakierowane cele, do których dążycie.
ZL: To prawda, ale tam, gdzie się na czymś nie znamy zdajemy się na fachowców w danych dziedzinach. Mówimy wtedy Piotrkowi lub Marcinowi aby zrobili coś w ten sposób, by i oni byli podekscytowani. Tak samo zresztą pracujemy na wszystkich płaszczyznach artystycznych bo przygotowujemy wizualizacje na koncerty i ich twórcom też mówimy, aby stworzyli takie rzeczy, z których mogą być potem dumni. I to jak to zrobicie to już Wasza działka. My wam ufamy.



