Baasch - IV!

„IV!” rozpoczyna tryptyk trzech ep-ek Baasha, które choć mają być utrzymane w różnych stylistykach, będą miały pewne wspólne elementy.
Po sukcesie nagrodzonej Fryderykiem płyty „Noc”, Baasch podjął kolejne wyzwanie artystyczne. Przeniósł się do Madrytu, by tam w oderwaniu od codzienności, pracować nad nowymi numerami. Efektem tego jest pięcioutworowa ep-ka, licząca łącznie 22 minuty z sekundami. Otwiera ją transowe, naznaczone kapitalnym breakbeatem „Serce”, zaś barwa Baascha niepostrzeżenie zbliżyła się do brzmienia głosu… Piotra Ruguckiego. Cały tryptyk zakłada też większą dbałość o teksty. Ten aspekt słychać bardzo dobrze w utworze „Tlen” – atmosferycznym, naznaczonym partiami rodem z lat 90. Największe wrażenie robią jednak słowa refrenu: Daj mi tlen/Nim fala zabierze mnie/Ja oddam w usta twe/Tlenu pęcherze, gdzie głos Baascha przypomina odrobinę Grzegorza Ciechowskiego. Z kolei znany z singla „Wosk”, mający w sobie ducha tanecznego, znanego ze wspomnianej na początku „Nocy”, traktuje o niestałości i płynności naszego istnienia. Ciekawie wypada w tym zestawie „Słońce”. Z jednej strony brzmi jak remix, czy raczej rework „Idioteque” Radiohead, zaś w drugiej części, przechodzi w udany instrumentalny kolaż IDM i soundscape’ów. „IV!” zamykają klubowe „Karuzele”, które wydają się być niczym wykrojony fragment setu dj-skiego. Ten kawałek idealnie sprawdzi się na niejednej imprezie.
Pierwsza część nowej przygody artystycznej Baasha pokazuje, że wciąż szuka on swoich własnych rozwiązań, a nawet szczelin w znanych stylistykach elektronicznych, by za ich pomocą opowiedzieć swoją własną historię. Czekam na kolejne części.
MACIEJ MAJEWSKI



