Cantara
NewsyGalerieWywiadyRecenzjeKoncertyPromocjaKontakt
Polityka prywatności
© 2026 cantaramusic.pl | pawcza.codes
HomeWywiadyMreńca/Baasch
Mreńca/Baasch

Mreńca/Baasch

Wywiad26.12.2024Maciej MajewskiMreńca / Baasch
Mreńca/Baasch

Tomasz Mreńca i Baasch wielokrotnie współpracowali ze sobą w przeszłości. Teraz jednak wypuścili wspólną ep-kę „ROUTE”, która może być zaczynem do dalszej współpracy także nad większymi formami. Esencją wydawnictwa jest utwór „Shred Of Us”, o powstawaniu którego twórcy szeroko opowiedzieli mi w poniższej rozmowie.

MM: Wiem, że ep-ka „ROUTE” służy przede wszystkim otoczce singla z obu stron, natomiast nie wierzę, że po tylu latach współpracy przy różnych pojedynczych okazjach, nie macie więcej materiału z myślą o wspólnej płycie.

BS: To cię zdziwimy, bo nie mamy (śmiech). Ale jest coś w tym, co mówisz, bo po tych latach współpracy z jednego numeru nagle zrobiły się trzy. I nawet jeśli to są jakby mniejsze formy, to się zrobiła od razu ep-ka, więc to prawda - łatwość działania ewidentnie jest po tych latach.

TM: Mogę dodać od siebie, że patrząc w ogóle na cały proces, jak te utwory powstawały, to w moim odczuciu, porównując je do jakichś różnych innych rzeczy, one powstały właśnie błyskawicznie. Ale to chyba przez to, że muzycznie się znamy na wylot i być może później jakieś procesy się przedłużały albo mieliśmy jakieś wątpliwości dotyczące jakichś niuansów i brzmień. To już jest trochę zabawa po nagrywaniu, która jest ważną częścią tego całego procesu, ale już nie jest tym takim spontanicznym aktem. Wydaje mi się, że ten spontaniczny akt, to mamy z Bartkiem po prostu opanowany do perfekcji i w jakiś intuicyjny sposób do tego podchodzimy i w zasadzie nie musimy się na nic umawiać - to po prostu samo powstaje.

MM: Tak krótkiej ep-ki nie słuchałem nigdy…

TS: To jest świetny pomysł, to raz, a dwa, to tak naprawdę jest kwestia nomenklatury. My po prostu wypuściliśmy trzy utwory, które chyba już nie mogą być singlem, a czy już mogą być ep-ką? Tak naprawdę nie nam oceniać. Ja się zastanawiam właśnie, bo nie miałem takiej wewnętrznej potrzeby nazywania tego czymkolwiek. Na przykład też intuicyjnie czułem, bo zaczęliśmy od „Shred Of Us”, który jest jakby tą osią główną i w zasadzie był tą główną naszą kompozycją, nad którą pracowaliśmy. Czułem po prostu - bo ostatnio też się bawiłem w takie formy - że robiłem jakiś utwór i powstawała do niego taka zapowiedź albo takie intro i na końcu - dopowiedzenie. I trochę też tym torem poszliśmy, więc chyba naszym celem nie było do końca tworzenie ep-ki, czy minialbumu, czy czegokolwiek. Wydaje mi się, że naszym celem była po prostu chęć połączenia sił muzycznie. Miałem taką wielką potrzebę i cieszyłem się, że Bartek się zgodził na tą współpracę. No i to w zasadzie sam ten ostateczny kształt… Wydaje mi się, że on wynikł po czasie - nie był tutaj jakąś wielką kalkulacyjną sprawą.

BS: Dodam tylko, że te utwory pozostałe tak naprawdę miały mieć dopisek „intro” i „outro”. Zrezygnowaliśmy z tego na ostatnim zakręcie, ale też o tym tak myśleliśmy - że to jest tak naprawdę przede wszystkim „Shred Of Us”, a poza tym coś, co go otwiera i zamyka.

MM: To powiedzcie proszę, co kto zrobił w tych utworach?

TM: Poważnie podchodząc do tego pytania, to zaczęło się od samej wymiany, która była trochę takim ping-pongiem. Ja miałem jakieś szkice, plamy dźwięku, trochę takie nieokiełznane, które wysłałem Bartkowi i one - wydaje mi się - że były takim bodźcem i platformą, od której on się odbił się i na podstawie której stworzył tę całą strukturę utworu.

MM: Czyli np . bit?

BS: Tak właściwie, to przede wszystkim bit i chyba jakieś tam też basy, choć pamiętam, że basy Tomek miał nagrane. Do tego nagrałem wokal, no i nadałem taką formę żeby to miało kształt piosenki,

TM: Ja się na przykład cieszyłem właśnie też takim rozwiązaniem, bo jestem słaby w formach piosenkowych - mało mam z nimi do czynienia. Bartek jest producentem, który ma szeroki wachlarz działań i sprawdza się zarówno dobrze w ilustracyjnych, ambientowych rzeczach, ale też tworzy genialne piosenki i struktury oraz te tekstury, które w tych piosenkach też mi się zawsze podobały. Po prostu dosyć mocno przemielił to przez siebie i w te moje ścieżki czasami dosyć mocno ingerował, żeby je uporządkować oraz ułożyć w pewną formę piosenkową, ale też strukturę takich zależności między poszczególnymi śladami i dźwiękami, które właśnie powodują, że odbiór jest taki, a nie inny.

MM: I godziłeś się na te wszystkie zmiany?

TM: Jak dostawałem te rzeczy, to ja zawsze byłem bardzo podekscytowany i z dużym zaciekawieniem słuchałem tego, w jaki sposób Bartek ‘opiekował się’ tym materiałem i w jaki sposób dodawał swoje rzeczy. To jest zawsze taki ekscytujący moment. Nie wiem Bartek, czy mogę zdradzać, ale te pierwsze rzeczy, które jeszcze mi wysyłałeś, były śpiewane po ‘norwesku’. I pamiętam, że jechałem autem nad morze, bo mieszkam blisko i słuchałem sobie tych pierwszych szkicowych wersji, to byłem taki podekscytowany. To był super moment i lubię sobie takie momenty zapisywać. I ten mi się na pewno mocno wbił w pamięć. To jest też ciekawe, bo te pierwsze rzeczy, które dostajemy i którymi się ekscytujemy, później czasami trudno się od nich odzwyczaić.

MM: Te pierwotne, czy te zmienione już?

TM: Pierwotne, mówię tym szkicu, który dostałem od Bartka Więc on w zasadzie chyba dosyć mocno został w tej takiej wersji. Później po prostu mieliśmy jakieś długie rozkminy na temat brzmienia, być może już takie graniczące…

MM: Z audiofilią?

TM: No, ja prawie oszalałem (śmiech). Bo wiesz, można po prostu zastanawiać się nad niektórymi rzeczami typu: czy dwa decybele w tą, czy w tą stronę, powodują dużą zmianę. Nie wiem jak to nazwać. To chyba była obsesja. Więc długo dogadywaliśmy brzmienie. Później i tak ten materiał oddaliśmy do miksu i masteringu do Deasa, który w piękny sposób ‘zaopiekował się’ i przemielił ten materiał przez swoje maszynki i przez swoje umiejętności. Ulepił to po swojemu, co mi się również bardzo podobało i też zorientowałem się, że moje i Bartka rozkminy, być może nie były aż tak potrzebne (śmiech). W sensie - stopień ich zanurzenia może nie był aż tak istotny.

BS: No tak, bo one dotyczą wersji miksu, a ta ostateczna wersja chyba nam się od razu spodobała. Obaj jesteśmy z Tomkiem detalistami i perfekcjonistami. I rzeczywiście wchodzimy w szczegół, w detal, przyzwyczajamy się i próbujemy uchwycić i zachować na stałe emocje, którą znamy z pierwszych szkiców, a to czasami jest trudne na etapie postprodukcji. Natomiast nie mieliśmy sporów, co jest ciekawe. Było dużo dyskusji, dużo rozkmin, dużo poszukiwań, dużo rozmów na ten temat, ale nie było konfliktów i tak naprawdę ta praca - mimo że z jakimiś tam może wertepami przy postprodukcji, tak naprawdę była mega przyjemna.

TM: To prawda, ja też ją tak właśnie mam zapisaną w głowie. No poza tym, to jakby ten cały proces rozmawiania o tym… Autentycznie cieszyłem się, że nawet jak się nie zgadzaliśmy co do niektórych niuansów na przykład brzmieniowych, to jest fajnie, bo ja mogłem na ten utwór patrzeć twoimi oczami albo słyszeć go twoimi oczami. Po prostu perspektywa mi się zmieniała, a to przy takiej pracy solowej, w której w większości jestem zatopiony, nie mam takich okazji do rozmów, więc trochę też taki byłem stęskniony za ludźmi i takimi rozmowami. Ta współpraca również pod tym względem była duża i wynikała z takiej chęci wymiany jakiejś myśli i spostrzeżeń.

BS: Tak, bo my obaj tak naprawdę działamy solowo w dużej mierze i to jest też taki głód właśnie wymiany spostrzeżeń i energii z drugą osobą. Nam się rzadko zdarzają takie nagrania od zera we współpracy. Myślę, że to jest też takie fajne zderzenie dwóch wizji, bo my się spotykaliśmy często przy projektach Tomka albo przy moich, a tutaj byliśmy ojcami po prostu na równo.

MM: Te dyskusje dotyczyły przede wszystkim tych miksów, które zrobił Wam Deas w tym sensie, że ich było kilka i mieliście wybrać najlepszy, czy od razu po prostu to siadło, to co zaproponował?

BS: Tak naprawdę to jest długa historia, bo nie wiem… Może zdradzę, że ten utwór wstępnie miał się pojawić na albumie Tomka „Man Of The Light”. Tylko rzeczywiście w wyniku zderzenia tych naszych dwóch światów muzycznych, on się oddalił od albumu i ostatecznie wylądował jako osobne wydawnictwo. Doczekał się dwóch wersji: pierwszej, która miała być na albumie i drugiej, która była taka samodzielna, rozbudowana o te dwa pozostałe utwory. Stąd te dyskusje po drodze, bo ten utwór po prostu się zmieniał i okazało się, że zaczął żyć swoim życiem i nas to przeraziło.

TS: Tak, na pewno od samego początku był takim najsilniejszym elementem. To jest w ogóle ciekawe i trochę dziwne może się wydawać, bo był jakby najsilniejszym takim elementem, częścią albumu i ostatecznie… Tak jak Bartek mówi - odłączył się od niego.

MM: Mogłeś dodać go jako bonus do płyty.

TS: Był też taki pomysł, ale ja chyba nie do końca kumałem tą ideę bonus tracków. W sensie - w mojej głowie to nie do końca o tym było, a z drugiej strony - też zastanawiam się, bo żyjemy w takich specyficznych czasach i wydaje mi się, że trochę kończy się też taki moment opowiadania całej historii albumem. Sam fakt tego, że on nie jest częścią tego albumu, tylko radzi sobie samemu. Teraz trochę żyjemy w takiej kulturze singlowej i pojedyncze utwory po prostu są taką wartością. Po prostu inaczej trochę zaczynam na to patrzeć. Nie wiem czy „Man Of The Light” nie był ostatnim w ogóle z moich albumów takich pełnogrających, trzymających się powiedzmy tych 40 minut.

MM: Wspólnej narracji, tak?

TS: Tak, bo wydaje mi się, że ona się przestała sprawdzać i czułem od samego początku i zresztą wytwórnia również to podkreślała, że to jest najmocniejszy utwór i że wielu osobom się podobał w tym całym procesie, podczas którego był prezentowany. Stwierdziliśmy, że fajnie będzie po prostu traktować go osobno i po prostu obudować go pewnymi elementami, podobnymi do tych jakimi przynajmniej ja obudowuję albumy, czyli komunikacją wizualną: obrazem, wideoklipem, zdjęciami. Jakby zależało Bartkowi na tym, żeby to było takie spójne i ja się bardzo cieszę, że po prostu to tak wygląda. Poza tym jak już kiedyś wspomniałem Bartkowi chyba w dniu premiery - mam taką cichą nadzieję, ale też mi się jakby zupełnie nie śpieszy, że to może być jakiś początek tak naprawdę jakiś rozdział, na który być może - jeżeli będziemy mieli na to ochotę i przestrzeń - to będziemy mogli kontynuować w przyszłości i na przykład to się zamieni. Możliwości jest dużo. To są wszystko mocno umowne tematy.

MM: Bartku powiedz mi czy tekst, który zaśpiewałeś w tym utworze, to jest jeszcze coś z szuflady, sięgające Twoich ep-ek, czy to zupełnie nowa rzecz?

BS: To jest nowa rzecz, która powstała w sumie tuż przed tym jak zabrałem się za pisanie tej ostatniej ep-ki. Ten utwór powstał jesienią tak naprawdę. Powstał dawno temu, długo leżał w szufladzie w takiej wersji, że prawie jesteśmy z nim pogodzeni. Albo prawie wiemy, co z nim zrobić.

MM: Przechodząc do klipu, który jest dosyć ciekawy. Czyj to był pomysł, żeby pojawił się w nim Wayne Paul, a nie żaden z was?

TM: Widziałem tę współpracę, bo za klip odpowiada Weronika Izbecka, świetna operatorka i artystka. I trochę w tych naszych działaniach naszej trójki, wydaje mi się, że lubimy mieć swobodę twórczą. I wydaje mi się to cenne, kiedy każdy wprowadza elementy, które intuicyjnie uważa za dobre. I w ten sam sposób Weronika też tworzyła. Posłuchała tego utworu i zastanawiała się, w jaki sposób to ogarnąć i kogo zaangażować do współpracy. Ona mieszka na Islandii i Wayne też mieszka na Islandii, przyjaźnią się.

MM: Ciekawe, bo ten klip jest letni.

TM: Letni... Ja nie przypisywałem go nigdy do pory roku i nie zastanawiałem się nad tym. Dla mnie ważne było to, że to był człowiek, który w jakiś sposób dużą uwagę zwraca na ruch. I Weronika po prostu próbowała się pewne ruchy i przeruchy. Pewne emocje tam po prostu wyłapała, które jej zdaniem w odpowiedni sposób łączą się i pomagają ten utwór przeżywać albo po prostu oglądać, słuchać. Więc to nie była nasza decyzja. Naszą decyzją było to, że fajnie będzie współpracować z Weroniką - nie tylko do stworzenia wideoklipu, ale także tych zdjęć, które mamy, służących przy okazji promocji. Po prostu zależało nam na spójności. Czułem, jak Bartek mi wysłał ten pierwszy szkic, bo on byłby dosyć mocno taki… Podobały mi się te tekstury, które stworzył i od razu też widziałem pewne jakieś takie skalne… skojarzenia. W zasadzie nie musiałem z Weroniką rozmawiać i zobaczyłem, że ona poczuła podobnie.

BS: Jestem wielkim fanem pracy Weroniki od lat. Nawet kiedyś mieliśmy pomysł, żeby zrobić wspólnie teledysk. Do tego nie doszło, mimo chęci. W każdym razie cieszę się, że ostatecznie udało nam się spotkać w jakimś projekcie. No i ta estetyka Weroniki bardzo pasuje do tego, co tworzy Tomek, chyba do tego naszego wspólnego utworu. Chociaż zaskoczeniem mogło być to, że jest czarno-biały, bo Weronika porusza się w takiej charakterystycznej dla siebie palecie kolorystycznej i to była taka zmiana. Nam się podoba, jesteśmy mega zadowoleni z tego obrazka.

MM: Powiedzieliście to już między słowami, ale ja mam wrażenie, że to się skończy wspólną płytą.

BS: Myślę, że tak się może zdarzyć, bo my się w ogóle po pierwsze - nie zamykamy na to, a po drugie - rzeczywiście ta praca tak sprawnie poszła, że to jest kuszące, a po trzecie - jest bardzo dużo tego typu głosów po wysłuchaniu tej, nazwijmy to jednak mimo wszystko ep-ki. To jest zachęcające, żeby spróbować. Poza tym my jesteśmy takimi właśnie twórcami niezależnymi, którzy sobie jakoś w miarę samodzielnie organizują czas i myślę, że będzie po prostu przestrzeń na to, żeby na spokojnie, bez pośpiechu sobie coś tam tworzyć.

TM: To wisi w powietrzu. To wisi w powietrzu. Ja oczywiście bardzo chętnie. Mi się też podoba to, co się tutaj sprawdziło przy okazji tego projektu - że w zasadzie niezależnie od tego, w jakim miejscu świata jesteśmy - bo szkice, które wysłałem Bartkowi zbierałem, siedząc na wyspie na Islandii, a Bartek pracował w Madrycie. Kończyliśmy album jak Bartek już był w Warszawie, ja byłem koło Mielna. Ostatecznie był miksowany w Krakowie, więc wszystko działo i dzieje się po prostu przez Internet, co nas nie ogranicza. Podoba mi się to, że doprowadziliśmy do takiej sytuacji, że jeżeli faktycznie jest na to ochota, to gdziekolwiek jesteśmy na świecie, a mamy ochotę tworzyć, połączyć siły, to jest taka możliwość.

BS: Mam taką fantazję Tomek, żebyśmy zrobili jakiś soundtrack razem i mi się wydaje, że to jest coś, co mi się wydaje, że po tej ep-ce jeszcze bardziej mnie kusi, żeby połączyć siły.

TS: Jak najbardziej. Wydaje mi się, że to też byłaby bardzo przyjemna i prosta, szybka, intuicyjna praca.

MM: Czy ty ten utwór będziesz albo wykonywałeś już na żywo?

BS: Nie wykonywałem go na żywo, ale rozmawialiśmy o tym z Tomkiem. Byłoby super kiedyś go zagrać razem na koncercie. Albo u Tomka gościnnie, albo Tomek u mnie. Nie mamy jeszcze tyle materiału, żeby zagrać cały koncert, ale myślę, że ten utwór kiedyś tam się uda wykonać na żywo.

TM: Ja w ogóle super wspominam też czas, bo mi się wydaje, że warto o tym wspomnieć, że ja z Bartkiem zagrałem kilkadziesiąt koncertów jako część jego zespołu, bo zostałem poproszony o dogranie partii smyczkowych do jego albumów i różnych projektów. I faktycznie akurat wtedy byłem w Warszawie i po prostu pojawiłem się na jakimś jednym koncercie i później to się przedłożyło na dłuższą współpracę. Ja z tym swoim materiałem nie miałem wielu możliwości grania koncertów. Ostatnio może trochę więcej, ale w tamtych czasach, to już na pewno, bo to był jakoś 2018-2019 rok, więc tamta możliwość grania z Bartkiem i z jego zespołem, była super dla mnie rozwijająca i bardzo ważna, bo ja wtedy trochę nauczyłem się funkcjonować na scenie. Oswoiłem ją, zacząłem się mniej stresować. Też wydawałem akurat album „Peak” i przez to, że jeździłem z Bartkiem, to w ogóle ludzie, do których nigdy nie miałem też dostępu i wtedy trochę dowiedzieli się o moim istnieniu. No i mam nadzieję, że - tak jak Bartek mówił - może się kiedyś jeszcze uda połączyć siły i razem po prostu na tej scenie stanąć. I może elementy ep-ki jakoś tam powkłada. Byłoby super.

BS: Ja też nie ukrywam, że wspominam bardzo miło nasze jeżdżenie razem. Tak że byłoby super zagrać razem w jakiejś formie.

Foto: OVORS

Powiązane materiały

Powiązane materiały

BAASCH połączył siły z Dorotą Masłowską
News12.06.2025

BAASCH połączył siły z Dorotą Masłowską

"Uwaga (Idę do ciebie)" to owoc współpracy BAASCHA i Doroty Masłowskiej.

Baasch zostawił szminkę na szkle
News22.08.2023

Baasch zostawił szminkę na szkle

Baasch nagrał soundtrack do filmu "Lipstick On the Glass" w reżyserii Kuby Czekaja.

Baasch - IV!
Recenzja21.08.2023

Baasch - IV!

„IV!” rozpoczyna tryptyk trzech ep-ek Baasha, które choć mają być utrzymane w różnych stylistykach, będą miały pewne wspólne elementy.

Baasch
Wywiad02.08.2023

Baasch

Baasch wydał nową ep-kę "IV!", która jest pierwszą częścią trylogii ep-ek, które będą się ukazywać w najbliższych miesiącach. Porozmawialiśmy z artystą na temat tego projektu.