Ghost - Skeletá

„Skeletá”, czyli szósta płyta Ghost napisana została już w pełni z myślą o stadionach, kierując zespół jednoznacznie w stronę poprocka..
Papa Emeritus przeszedł obecnie w Papę V Perpetuę, czyli kolejne wcielenie Tobiasa Forge, głównego prowodyra zespołu. Dla konceptu całości, to niewielka modyfikacja. Na muzykę także większego wpływu nie ma. Wektor stylistyczno-aranżacyjny przesunął się w stronę poprockowych lat 80., spod znaku Journey, Def Leppard, Dokken czy Bon Jovi.
Słychać to już w otwierającym płytę „Peacefield”, gdzie wygładzone gitary i chóralne zaśpiewy w refrenach wywołują nie tyle nostalgię, ile... pewne znużenie. Już na poprzednim albumie „Impera” było słychać takie elementy. „Skeletá” jeszcze bardziej je uwydatnia. Podobnie jest w singlowym „Satanized” (utrzymanym w rytmie zbliżonym do „Felicità” Ala Bano i Rominy Power), w którym jest to jeszcze bardziej ‘podnóżkowe’. Do tego dochodzi oczywiście charakterystyczny ghostowy patos, który najbardziej objawia się w ‘triumfalnym’ „Guiding Lights”, naznaczonym także mdłym solem na gitarze. Jest też quasi-musicalowy „De Profundis Borealis”, który po dramatycznym fortepianowym intrze pędzi w stronę poprockowej mini-suity. Z kolei narastający „Cenotaph” miałby zadatki na porządny rockowy przebój, gdyby nie to, że... jego narastający aranż pozostaje zapętlony i zwyczajnie brakuje mu ‘wykończenia’. Nie poprawia go nawet dość gęsta solówka gitarowo-klawiszowa. Natomiast kwadratowy aż do przesady „Missilia Amori", brzmiący jak najgorszy odprysk pudelmetalowy z lat 80., spokojnie można sobie darować. Nieco lepiej wypada "Marks Of The Evil One", który okraszony aurą pewnego mroku, kojarzy się trochę z wczesnymi solowymi nagraniami Ozzy’ego Osbourna. Czym jednak byłoby odwołanie do popowych ‘ejtisów’ bez synthów i melodii rodem z twórczości a-ha? To wszystko, a nawet nieco więcej (cowbell!) znajdziemy w „Umbra”. Na koniec zaś dostajemy przesłodzone „Excelsis”, które brzmi, jak ogniskowa ballada, nagrana w... kościele. Jedynym utworem, który jako tako broni „Skelety” jest „Lachryma”, w którym proporcje są wyważone idealnie, a różnobarwne partie gitar stanowią świetny smaczek wobec klawiszowego i melodyjnego tła.
Szósty album Ghost nie zmieni wiele w dotychczasowym statusie zespołu, bowiem to produkcja, otoczka i widowiskowe koncerty wciąż stanowią o jego kondycji.
MACIEJ MAJEWSKI




