Izzy and the Black Trees - Kisses To Chaos

Drugi album Izzy and the Black Trees, "Revolution Comes In Waves" z 2022 roku, pozostawił po sobie satysfakcjonujący ślad alternatywnej energii i błyskawicznie wyniósł zespół na czołową półkę polskiej sceny. Jednocześnie sam sobie wyznaczył ambitny punkt odniesienia, poprzeczkę zawieszoną wysoko, wobec której ich najnowsze wydawnictwo musi już nie tylko dorównać, ale udowodnić, że tamten sukces nie był jednorazowym strzałem.
"Kisses to Chaos", które jest jak namiętne muśnięcie wirującego bezładu, faktycznie robi sporo zamieszania w głowie. Rolę głównego winowajcy gra obłędny wokal znakomitej Izy Rekowskiej, a nieodłącznym elementem tego pocałunku są drapieżne gitary doprawione niespokojną sekcją rytmiczną. Efekt to noisowo, punkowy klimat wyjęty jakby żywcem z nowojorskiej sceny CBGB lat 70.
Mocno wybijają się teksty pełne intrygującej paranoi. Izabela Rekowska treścią serwuje nam szkice mentalne - surowe, obrazowe, intensywne działające jak halucynacyjny dziennik obserwacji świata po pęknięciu. Każde zdanie brzmi jak zapis impulsu nerwowego, słuchacz nie tyle interpretuje co doświadcza.
Na powitanie „Escape From The Liberty Cinema” wciągający w sam środek miejskiego napięcia i społecznego chaosu, po czym „This Land Is Ours” przejmuje stery jako buntowniczy manifest tożsamości i odzyskiwania przestrzeni. „Functional Freeze” przenosi słuchacza w stan emocjonalnego odrętwienia, gdzie ruch i natura stają się jedynym ratunkiem, natomiast „Post-Apocalypse” rozwija katastroficzną wizję przyszłości podszytą militarną retoryką i poczuciem nieuchronności zderzenia cywilizacji. W „Two Sides” pojawia się neurotyczna refleksja nad podzielonym umysłem i światem pełnym sprzecznych narracji, a „Marseille” przynosi melancholijną fantazję o miejscu idealnym, istniejącym bardziej w pragnieniu niż w rzeczywistości. „Butch Vig” pulsuje ambicją i obsesją kontroli, jak manifest człowieka próbującego uprościć chaos własnego życia, z kolei „Spring Time Rush” narasta jak emocjonalna burza napięcia i lęku przed zmianą. „Endless Seas” koi oniryczną atmosferą ucieczki i balansowania na falach niepewności, „Restless Nights” rozświetla noc energią bezsenności i nieustannego impulsu działania, a finałowy „Stalker” zamyka całość mroczną historią obsesji, w której cyfrowa obserwacja przeradza się w uzależniającą, niepokojącą fascynację.
To nie jest płyta koncept, a jednak całość brzmi spójnie i bardzo precyzyjnie. WOW. Na rockowej scenie, gdzie autentyczność jest walutą cenniejszą niż hype, Izzy and the Black Trees właśnie potwierdzają swoją pozycję. „Kisses to Chaos” to materiał, który nie tylko utrzymuje poziom dwóch pierwszych płyt, ale odważnie go podkręca. Jeśli tak brzmi ich trzeci krok, to kolejne mogą już tylko narobić hałasu na skalę międzynarodową.
EWELINA MAREK




