The Hives - The Death Of Randy Fitzsimmons

Po 11 latach przerwy szwedzcy garage-rockowcy z The Hives wydali nowy album, zatytułowany „The Death Of Randy Fitzsimmons”.
6 album grupy już w samym tytule daje niejako odpowiedź, dlaczego zespół tak długo nie nagrywał nowej muzyki – tytułowy Randy Fitzsimmons, to wymyślony szósty członek grupy, który odpowiada nie tylko za przerwę wydawniczej działalności The Hives, ale także... jest winny niepowodzeniom związanymi z ich wcześniejszymi dokonaniami. Sprytny pomysł, ale też Szwedom nigdy nie brakowało pewności siebie i pewnej bezczelności.
Już rozpoczynający album, znany z singla „Bogus Operandi” to jeden z lepszych ‘openerów’ tegorocznego lata. Mocny, zgrzytliwo-nośny riff, skandowane na przemian wokale i świetna energia, do której The Hives przyzwyczaili nas w przeszłości nie tylko na swoich płytach, ale przede wszystkim - na koncertach. Przełamuje to punkowy i bardzo garażowy, niewiele ponadminutowy „Trapdoor Solution”. Z kolei znany z drugiego singla, ponownie skandowany „Countdown To Shutdown” (polecam dość zabawny teledysk), niesie wręcz stadionowa energia. Kapitalnie komponuje się to z drive’ującym, klaskanym „Rigor Mortis Radio” – numerem, którego pod tym względem nie powstydziliby się Queens Of The Stone Age. Zaskakująco wypada natomiast „Stick Up”- garage rock potraktowany wodewilowo-swingowo, to swoisty rarytas na tej płycie. Zaś „Smoke & Mirrors” to kawałek utrzymany w klimacie starego, brytyjskiego punka. Wystarczy posłuchać refrenów, które niemalże żywcem przenoszą w okolice londyńskich pubów. Nie po raz pierwszy także w kompozycjach The Hives dominuje rytm – tak jest w dość integracyjnym „Crash Into Weekend”, który brzmi trochę jak barowa przyśpiewka. Ale największym strzałem na „The Death Of Randy Fitzsimmons” jest przerytmiczny „Two Kinds Of Trouble”, który najbardziej umiejętnie łączy The Hives z początku millenium z tym bieżącym. Jest też nieco wykręcony i kwaśnawy w wydźwięku "The Way The Story Goes", szaleńczo nabite „The Bomb”, czy zaskakująco syntetyczny „What Did I Ever Do To You?", który jednak niewiele odstaje od reszty płyty. Puentuje ją natomiast wariacko rozpędzony „Step Out Of the Way".
„The Death Of Randy Fitzsimmons” to płyta bardzo… taneczna i pulsująca nie tylko zgrzytliwością, ale przede wszystkim ujmującą, zmutowaną energią. Numery są niedługie, oscylujące w granicach trzech minut, co czyni ów materiał nader przyswajalnym. A jak zabrzmi na żywo, będziemy mogli się przekonać już 19 września, kiedy to The Hives wystąpią na deskach warszawskiej „Progresji”.
MACIEJ MAJEWSKI



