undertheskin - NEVER | RETURN

Undertheskin nareszcie powraca z nową płytą, która umacnia ich pozycję na scenie darkwave/post-punk, oraz podnosi poziom ich brzmienia o kolejny, jakże ważny szczebel.
Są takie płyty, których ogłoszenie przyjmuję jak pokrzepiającą wiadomość od dawno niewidzianego znajomego. Bałem się, że Mariusz Łuniewski porzucił tę grę gdzieś w burzliwych czasach covidu – a przecież undertheskin tak dobrze się zapowiadało. Najpierw debiut, który przykuwał uwagę i do dziś brzmi świetnie, następnie „Negative”, które podniosło ten projekt na zupełnie inny poziom. A potem nastała cisza, co prawda przerywana co jakiś czas singlami – „End This / Summer”, który mógł ale nie musiał czegoś zapowiadać, a potem doskonałe „Freezing / Lights”, które było już całkiem konkretną zapowiedzią czegoś większego. Ale jak nic nie nadchodziło, tak nadal nie nadeszło; i mogło się wydawać, że już nie nadejdzie.
Na szczęście żyjemy w tych pomylonych czasach, kiedy lata mijają jak dni. Jesteśmy codziennie bombardowani taką ilością impulsów, bodźców, kolorów, smaków, dźwięków, słów, uczuć, temperatur i substancji, że na jakiekolwiek czekanie, paradoksalnie, nie ma czasu. I wtem, oto jest – „Never / Return”, typowo dla undertheskin stylizowana w kapitaliki i odstępy. Nie dorabiam do pisowniczych wariacji tego zespołu żadnej filozofii, nie mniej stały się one jednym z ich znaków rozpoznawczych. Drugim i najważniejszym, jest brzmienie. A ono, a jakże, wspięło się przez ten czas ciszy na kolejne piętro. Albumy undertheskin nie są długie, ok. 30 minut, chociaż długo się na nie czeka; ale zaprawdę powiadam, warto jest czekać na taką muzykę.
Jednym ze znaków rozpoznawczych brzmienia undertheskin była ‘samodzielność’ Mariusza, który mimo samotniczej pracy w studiu osiągał efekt pełnego zespołu. Otóż teraz to się zmienia – za „Never / Return” odpowiada Undertheskin w swoim scenicznym wydaniu, tzn. Mariusz Łuniewski, Tom Tylor i Maciej Dąbrowa. To płyta będąca owocem kolaboracji osobowości i punktów widzenia, rozwijająca bazę pomysłów, potęgująca stylistykę i równowagę koncepcyjną. „Never / Return” to najdojrzalsza i najbardziej przestrzenna, ożywcza i wysmakowana z dotychczasowych płyt tej grupy muzyków. Jest dobrą nowiną w zaczadzonym, zatrutym świecie, w którym każdy dzień to kolejna runda w walce ze społeczną toksyną i medialnym gazem.
Przede wszystkim „Freezing / Lights” – co za otwarcie. Brzmi jak „Smalltown Boy” Bronski Beat, pomnożone przez Joy Division / The Cure. To także stały element rozpoznawczy undertheskin –The Cure jest coraz wyraźniejszą inspiracją, a Mariusz swoim stylem wokalnym coraz bardziej przypomina Roberta Smitha. Ale muzyka to nie sztuka powielania, tylko język duszy; a ten śmiało transmituje znacznie więcej inspiracji, w tym Depeche Mode, Clan of Xymox, czy też całe pokolenie tanecznego EBM. Undertheskin doskonale utrzymuje ten balans współczesnego post-punka, zakorzenionego w falowych latach 80., syntetyczno-industrialnych niszach lat 90., i wreszcie renesansu gatunkowego, jaki obserwujemy w naszym nowym, wspaniałym świecie.
Bardzo podoba mi się fakt, że brzmienie undertheskin nie jest w stu procentach elektroniczne, tylko sprytnie kombinuje cyfrowe programowanie z gitarą, basem i niezakłóconym wokalem. Są wyraźnie bardziej zespołowi, przebojowi, przestrzenni i dynamiczni. Pomimo swojej nowoczesności, w jasnych i ciemnych odcieniach, to nadal dzieło ludzi, obdarzonych prawdziwą inteligencją, wyczuciem, osłuchaniem i artystycznym niepokojem. To brzmienie klubowe, ale też sceniczne, gdzie taniec spotyka się z letargiczną melancholią, a duchy czasów minionych wchodzą w czołową kolizję z koszmarem bliskiej przyszłości. Czy muzyka nas ocali? Jak napisał kiedyś inny legendarny twórca, muzyka to twój jedyny przyjaciel, aż do końca.
JAKUB OŚLAK




