WIJ - Przestwór

Wij na swoim drugim albumie „Przestwór” nie tylko zmienił jakość swojej muzyki, ale i podkręcił jej przebojowość.
Po świetnym „Dziwidle” sprzed dwóch lat, zeszłorocznej ep-ce „Przeklęte Wody” i zagraniu sporej liczby koncertów, trio wraca z długogrającym materiałem. Zespół dopadła też jedna zmiana w składzie – perkusistę Miko zastąpił Bob. Jak to się przełożyło na sound grupy? Zrobiło się nieco bardziej metalowo, ale po kolei.
Otwierająca płytę „Panzerfura” uderza najpierw thrashowym intrem, by chwilę później przejść do sabbathowego tempa. To, co rzuca się w uszy, to przede wszystkim dużo bardziej klarowne brzmienie. Wokale Tuji Szmaragd są przejrzyste, a zarazem mocno wyeksponowane. Sama zaś opowieść o pełnym pychy… pojeździe spustoszycielu-mścicielu, stanowi ponowne uchylenie wrót przed mrocznym światem, kreowanych w tekstach Tuji. „Poroniec” zainspirowany postacią słowiańskiego demona, zaśpiewany gotycko zabarwionym głosem (na zmianę subtelnym i potężnym), wokół riffów i bębnów zapodanych w kilku różnych groove’ach, pojawił się jako drugi singiel. Numer może kojarzyć się nieco z latami 90., głównie za sprawą ‘zaokrąglonych’ brzmieniowo refrenów. Z kolei znane z pierwszego singla „Oko”, to jeden z większych ‘podnóżków’ na płycie, głównie dzięki nośnym, nabitym bębnom Boba i wtórującym mu riffie Palca. Potężnie i dość barwnie prezentuje się natomiast najdłuższa kompozycja na płycie - „Brek Zarith”, nawiązująca do przygód Thorgala. Ołowiany początek gładko przechodzi w szybkie riffowanie, by pod koniec znów złapać jeszcze inny groove. Muzycznie to trochę jakby trzy kompozycje w jednej, aczkolwiek jednocześnie trudno zapomnieć wykrzykiwane przez Tuję w refrenie słowa: „Musi zginąć!”. Z kolei początkowo skradające „Lete” (nawiązujące do greckiej mitologii), to jeszcze jeden ukłon w stronę lat 90., a zwłaszcza ich gotyckiej odsłony. Ta aura przenosi się też na „Lucyferynę” (substancję występującą w organizmach żywych, która utleniając się, wytwarza światło), odznaczającą się ogromną przebojowością (rytmika gitar i bębnów). Jest też kapitalny, motoryczny „Niezatapialny”, przywołujący motyw bazyliszka. Z kolei kosmiczny lirycznie „Skrzypłocz” ma swoje dwa oblicza – metalowe i rockowe. Zespołowi udało się połączyć tu oba gatunki, a co więcej - numer kończy się najbardziej zaakcentowanym z całej płyty oldschoolowym wyciszeniem. Album zamyka świetny, thrashowy „Z raju won” z dość ‘klerykalnym’ tekstem, mogącym się kojarzyć z twórczością nieodżałowanego Romana Kostrzewskiego.
Wij na „Przestworze” przesunął się jeszcze bardziej w stronę przebojowości. Zespół nie stroni od mieszania styli w poszczególnych kompozycjach, cały czas trzymając się jednak głównych tematów. Lirycznie również poszerzyło się spectrum obrazowe Tuji – wbrew pozorom nieco więcej tu odniesień bliższych czasom współczesnym. Same plusy, bez wymyślania na nowo koła. Da się? Jeszcze jak!
MACIEJ MAJEWSKI



