DROP.

WywiadMaciej MajewskiRafał Ulicki / Adam Zielewski
DROP.

Grupa DROP. wreszcie wydała pełnoprawny debiut długogrający zatytułowany „#Generacja Fejm”. Zwycięzcy konkusów JP Artists Festiwal oraz Warsaw Drum Festival przygotowali materiał osadzony w klimatach muzyki rockowej rodem z lat 90. O zawartości debiutanckiej płyty opowiedzieli naszemu wysłannikowi Maciejowi Majewskiemu gitarzysta i główny autor materiału Rafał Ulicki oraz drugi „wiosłowy” grupy Adam Zielewski.

MM: Zespół DROP. Istnieje od trzech lat. Czemu zatem płyta ukazała się dopiero teraz?

RU: Po pierwsze dlatego, że w momencie kiedy zakładaliśmy zespół, nie było jeszcze pełnego składu. Data powstania, czyli 3 stycznia 2014 roku, to dzień w którym Kryspin (Olszowy, wokalista grupy – przyp. MM) przyjechał na moje zaproszenie do Warszawy. Wcześniej przez jakieś dwa lata razem z Przemkiem Zawolem, który był wówczas w składzie, szukaliśmy wokalisty i reszty składu. Próbowaliśmy, graliśmy z różnymi ludźmi, natomiast mieliśmy problem ze znalezieniem wokalisty. Obaj jednak znaliśmy Kryspina z dawnych lat. Namawiałem go zresztą parę razy, by przyjechał i popróbował z nami. Przyjechał, nagraliśmy trzy utwory w trzy dni i puściliśmy je w sieć. I to był tak naprawdę przełomowy moment. We trójkę dość szybko znaleźliśmy Marcina Kraszewskiego (perkusistę – przyp. MM). Trzy miesiące później doszedł do nas Adam. Pierwszy rok działalności zespołu, to było tak naprawdę tworzenie tego składu. Gdy zgłaszaliśmy się na Jarocin Festiwal, to mieliśmy tylko te trzy numery (śmiech). A kiedy zakwalifikowaliśmy się na Luxfest, to okazało się, że musimy zagrać trzydziestominutowy set. To stało się impulsem, by stworzyć więcej materiału. Pozwoliło nam się to zaprezentować na tych festiwalach i dało kopa, żeby dalej to robić. Wcześniej pojechaliśmy testowo do Perlazza Studio i od tego momentu widzieliśmy, że chcemy nagrywać z Perłą. Pozostawała kwestia terminu nagrania. Po drodze nastąpiły jeszcze dwie zmiany składu. Dogadaliśmy się z Perłą, kiedy mieliśmy jakieś 18 kompozycji. Na płytę weszło 12.

MM: Czy z tych 30 minut materiału, który przygotowaliście na występy festiwalowe, weszło coś na płytę?

RU: Tak, „MiastoSnów”, które wówczas nosiło tytuł „Brave Enough”. „Fakt”, który nazywał się „I Know” w wersji angielskiej i znalazł się też na ep-ce, którą wydaliśmy wcześniej. „Who Am I” pozostało w wersji nie zmienionej. „Home” także.

MM: Muzycznie się tu sporo dzieje. Jest okołogrunge’owo, ale w stylu Illusion. „Rower” kojarzy mi się trochę z Comą, natomiast „Punkt” niemalże w stu procentach brzmi jak numer Stone Temple Pilots.

RU: Stone Temple Pilots bardzo często pojawia się w odbiorze ludzie, którzy słuchają „#Generacji Fejm”. To jest muzyka z okresu naszego dojrzewania. To zawsze odciska jakieś piętno. Trudno uciec od inspiracji w tym wypadku. Lata 90. były silnym impulsem i mocną muzyczną rewolucją. Grunge jednak to przede wszystkim piosenki i melodie.

MM: Przeczytałem też, że odpowiadasz na tej płycie za samplery.

RU: Tak, na tej płycie pojawiają się takie brzmienia. One były już na etapie demo tych piosenek. Często tworzę w środowisku elektronicznym, czyli robię sobie aranże bębnów, smyków, czy basu na komputerze, bazując na fajnych próbkach. Potem siadamy z chłopakami i robimy to swojemu. Te partie z jednej strony wynikają z tego, co stworzyłem, ale zależy mi też, by pozostali dodawali swoje faktury. To jest dla mnie największą wartością, że ktoś doda też trochę swojego sosu. Np. solo Adama w „Mieście Snów” jest oparte o jakieś moje założenie, ale on dołożył do tego swój groove i feeling. Ja bym tego tak nie zagrał.

MM: O co chodzi z utworem „Parada Bander Serc”. Jak rozumieć ten tytuł?

RU: Chodzi o to, że jak mamy się gdzieś gromadzić, to lepiej żebyśmy się gromadzili pod banderą serc i miłości, niż angażowali się w jakieś dramaty, czy skandale. Dostajemy mnóstwo negatywnego przekazu. Łatwiej jest budować coś na emocjonujących, negatywnych rzeczach, bo reagujemy atawistycznie. To nie jest tylko ciekawość, ale także ochrona przed zagrożeniem. Chodzi o to, że są też inne rzeczy, a my mamy prawo wybierać. Jest dużo więcej fajnych wartości, na których warto się skupić.

MM: Skoro na tej płycie jest tyle utworów po polsku, to dlaczego wspomniane przez Ciebie „Home” i „Who Am I” pozostały w języku angielskim?

AZ: Nie jest takie proste napisanie utworu po angielsku, a następnie przetransponowanie go na język polski z zachowaniem wszystkich znaczeń. Ciężko wyjść z tekstem, by spełnić oczekiwania pod tym względem. 

RU: Była próba zrobienia „Who Am I” po polsku. Jednak w wersji polskiej zabrzmiało to dość płytko i doszliśmy do wniosku, że zostawimy oba utwory w wersjach pierwotnych jako swoiste bonusy do pozostałych 10 utworów, które są po polsku.

MM: Czy zatem brak książeczki z tekstami jest kwestią wyłącznie budżetową?

RU: Budżetową i czasową. To jest pierwszy nakład płyty, natomiast w drugim już dorzucimy książeczkę. Dla nas ten album jest narzędziem promocyjnym. Mamy świadomość, że muzyka dociera do ludzi obecnie głównie poprzez dystrybucję cyfrową. Dlatego wypuściliśmy tę płytę dla tych, którzy chcą ją mieć w formie fizycznej, dla naszych znajomych, dla dziennikarzy. Jeśli się okaże, że to zażre, wydamy ją w specjalnej edycji. Dwie piosenki „Ty To Ja” i „Miasto Snów” są w dwóch wersjach tekstowych, więc możemy je też dodać.

MM: Co teraz? Koncerty?

AZ: Wydanie tej płyty sporo pochłonęło, więc teraz chcemy chwilę odsapnąć i dać ludziom zapoznać się z tym materiałem.

RU: Wiosną i latem chcielibyśmy ruszyć z koncertami w pełni

MM: Dziękuję Wam za rozmowę.

Powiązane materiały