Małe Miasta

Duet Małe Miasta wydał nowy album "Wesele" traktujący w całości na temat tego ważnego wydarzenia. Na płycie słyszymy także nawiązania do jednego najważniejszych polskich filmów ostatnich dwóch dekad. Z tej okazji porozmawialiśmy z jednym z dwóch muzyków Małych Miast - Mateuszem Holakiem.
Skąd wzięliście pomysł, by nagrać album o weselu?
To jest dobre pytanie, ale nadal nie znam jednoznacznej odpowiedzi. Płyta powstawała 3-4 lata i ani ja ani Mateusz nie pamiętamy tego pierwszego impulsu. Na pewno istotne było to, że ślub i wesele są momentami przełomowymi w życiu i bardzo wdzięcznymi punktami zaczepienia dla stworzenia płyty. Matura już nas dawno wiekowo nie dotyczy, a wesele – jak najbardziej (śmiech). Zawartość tego albumu zapowiada, że ten ślub nie będzie na całe życie. Zresztą traktowała już o tym płyta „Wesele” Tymona Tymańskiego, choć uważam, że nie można tych dwóch płyt porównywać. Jednak uważam, że tamten album był dla nas jakimś punktem odniesienia, ale my też opowiadamy o stereotypowych sytuacjach, które dzieją się na weselach.
Od początku cała płyta miała traktować o weselu i być takim „concept albumem”?
Trudnością związaną z tworzeniem „concept albumu” jest trzymanie się pewnych założeń. A my najpierw zrobiliśmy bodajże sześć piosenek, a dopiero później stwierdziliśmy, że jeśli mamy sześć kompozycji na ten temat, to wystarczy dołączyć historię, dograć skity i wszystko się ładnie połączy. Jednocześnie myślę, że to nie jest tego typu płyta, że po pierwszym singlu wiadomo, co się dalej wydarzy. Te piosenki są w sumie na różne tematy, tylko w ich tle jest wesele. Wydaje mi się, że udało się nam na tyle konsekwentnie trzymać tego tematu. Stwierdziliśmy więc, że jeśli tak daleko udało się nam dojść, to możemy tę płytę nazwać „concept albumem”.
Jak wspomniałeś, płyta powstawała przez kilka lat, a więc także w okresie pandemii. Nie było Wam trudno utrzymywać tej weselnej „linii programowej” w tym ciężkim okresie dla całego świata?
Okoliczności nam sprzyjały. Gdy zaczęliśmy nagrywać ten album to Mateusz czyli mój kolega z zespołu zakładał, że wesele nie wydarzy się w jego życiu. Aż tu nagle spotkaliśmy się na jego ślubie i weselu (śmiech). O dziwo, te pandemiczne okoliczności nie wpłynęły na powstawanie tej płyty bo non stop się spotykaliśmy. Obecnie nagrywanie jakichkolwiek rzeczy ocierających się o rap ma sens, bo umożliwia to zdalne nagrywanie. A my się mimo to spotykaliśmy. Podczas pandemii Mateusz wyprowadził się do swojej rodzinnej miejscowości. Mam wrażenie, że ten „rozjazd” spowodował, że jakoś łatwiej mu się przyjeżdżało na te nagrania do mnie, a ja go także poodwiedzałem (śmiech). Muszę Ci powiedzieć, że gdybyśmy przyspieszyli wydanie tej płyty i opublikowali ją przed pandemią, to ten okres dwóch lat COVID wspominałbym jako koszmar. A tak pracowaliśmy sobie, tworzyliśmy muzykę i ją nagrywaliśmy. Mieliśmy więc czym się zająć.
W materiałach prasowych o tym albumie można przeczytać, że jest „bezpretensjonalny” i „lekki”. Od strony muzycznej zgoda, ale tematyka utworów, w znacznym stopniu, taka nie jest. Nie bałbym się stwierdzić nawet, że bohater tej płyty nie jest na tyle dojrzały, by stworzyć coś trwałego.
Na tej płycie jest jedna piosenka która daje nadzieję, że temu bohaterowi jednak ten związek „wypali”: „świętujemy coś co ma sens”. Reszta piosenek takiej nadziei nie daje. Wiesz, obserwując grono moich znajomych wydaje mi się, że procent osób, które wierzą w to, że wesele ma sens i rzeczywiście jest „na zawsze” drastycznie spadł. W przeciwieństwie do tego, jak to było za czasów na przykład naszych rodziców czy dziadków. Także myślę, że to „świętowanie czegoś co ma sens” jest jednak skierowane do małej grupy osób. Niestety.
Wstawiliście na ten album kilka cytatów z filmu „Wesele” Wojciecha Smarzowskiego. Jednak przekornie zapytam, czy nie korciło was, by wykorzystać coś z „Wesela” Wajdy, które było wiernym filmowym odwzorowaniem dramatu Stanisława Wyspiańskiego?
Pomyśleliśmy sobie, że fajnie będzie postawić ten pomost pomiędzy naszym „Weselem” a „Weselem” Smarzowskiego. Nie uważamy, że nasza płyta i tamten film są na równym poziomie. Z dużym szacunkiem podchodzę zarówno do muzyki z filmu Smarzowskiego, jak i do samego dzieła tego reżysera. Uważam, że jest to obraz który na długo zostaje w pamięci. Jeśli istnieje kanon lektur filmowych to tę produkcję powinien obejrzeć każdy, kto mieszka w Polsce. „Wesele” Wyspiańskiego każdy zna jako szkolną lekturę, natomiast w naszym kraju musiałby się chyba układ polityczny zmienić, by ten film, jak i ścieżka dźwiękowa zostały zaliczone do oficjalnych kanonów lektur. Jeśli przenieść je na platformę książkową. A związek z „Weselem” Smarzowskiego mamy jeszcze przez osobę Tymona Tymańskiego, który wystąpił na naszej płycie.
No właśnie: oprócz niego na płycie jest także kilku innych gości: Buslav, Czesław Mozil, Ten Typ Mes i chyba jako największa niespodzianka – Piasek. Jak doszło do Waszej współpracy z tymi artystami?
Z Buslavem prowadziłem studiu nagraniowe tu niedaleko stąd - na ulicy Katowickiej. Zgodził się zagrać na saksofonie, gdyż świetnie gra na tym instrumencie. Ale istotne jest to, że wpisuje się w różne konwencje. Latem widziałem go nawet jak grał na saksofonie wraz z didżejem. Ale zmierzam ku temu, że chciałem, by zagrał na tej płycie w konwencjonalny sposób. I tak właśnie zrobił.
Czesław Mozil jest moim znajomym od wielu, wielu lat. I tutaj również zadecydowało instrumentarium. On tak znakomicie gra na akordeonie, że przyszedł do studia, posłuchał fragmentu muzyki i nagrał swoją partię.
Tymon to całkowicie inne uniwersum. Pomyśleliśmy sobie, że fajnie będzie puścić oczko do poprzedniego „Wesela”.
Andrzej Piaseczny…jakiś czas temu doszedłem do wniosku, że już kiedyś go poznałem. Mój zespół grał kiedyś na jakimś koncercie Premiery na festiwalu w Opolu. Pamiętam, że pan Andrzej wygrał wtedy z piosenką „Chodź, Przytul, Przebacz”. Na tamtym etapie była z mojej strony całkowita negacja takiej muzyki. Nie jestem jej fanem. Nie lubię polskiego popu granego w naszych rozgłośniach radiowych. Piasek zawsze kojarzył mi się z muzyką spod znaku „Radia Złote Przeboje”. Wtedy, kilka lat temu, nie potrafiłbym wydusić z siebie słów uznania dla tego, że on śpiewa taki przebój. Ale coś mi się zmieniło w tej kwestii. Szanuję to, że pan Andrzej od tylu lat utrzymuje swój głos na takim poziomie i że cały czas podtrzymuje swoją pozycję na rynku. Bardzo się cieszę, że zgodził się wziąć udział w nagraniu tej płyty. Utwór „Z Miłości” w którym można go usłyszeć to jedyny na tej płycie nasz „romans” z taką bardziej popową muzyką. Zdradzę, że gdy zaczynaliśmy pracę nad tym albumem był plan, by zaprosić do nagrania Krzysztofa Krawczyka. Niestety zmarł. Mam nadzieję, że pan Andrzej się nie obrazi, że pan Krawczyk był naszym pierwszym wyborem do tej kompozycji. Mam nadzieję, że kiedyś na żywo zagramy ten utwór z panem Andrzejem.
No i na koniec Ten Typ Mes. On mógłby być gościem na naszej poprzedniej płycie. Jest on wykonawcą, który jest bardzo blisko naszego zespołu. On w nas kiedyś uwierzył i dzięki niemu dostaliśmy kredyt zaufania wśród rapowej publiczności. Mes nas wydawał w swoim labelu Alkopoligamia i wchodząc do tej wytwórni mieliśmy wątpliwości, czy możemy wydawać w tak uznanym labelu i czy to środowisko nas zaakceptuje. I dzięki Mesowi zaistnieliśmy na tej scenie. A takie wsparcie było kilka lat temu bardzo potrzebne. Nie to co teraz, gdy rap to jest pop.
- Dziękuję za wywiad.



