Ptakova

Rezydująca w Katowicach Ptakova nadal pracuje nad debiutanckim albumem, którego zapowiedzią są single: "Ratunku", "Czar" i "Wiatr". Spotkaliśmy się z Artystką, która opowiedziała nam między innymi o artystycznych metamorfozach, pracy nad nowym albumem i powstawaniu teledysków.
- Obserwując Twoją dotychczasową artystyczną drogę nietrudno dostrzec ewolucję stylistyczną od rocka na debiutanckiej ep-ce po hip-hop i elektronikę w najnowszych produkcjach. Tak naturalnie Ci to wyszło czy zakładałaś sobie tę ewolucję?
- To był naturalny proces. Przez te wszystkie lata dojrzewałam, rozwijałam się muzycznie, przechodziłam różne metamorfozy wewnętrzne i zewnętrzne, poznawałam nowych ludzi, którzy pomagali mi w tym muzycznym rozwoju. W pewnym momencie do mojej świadomości muzycznej zaczęła się wdzierać elektronika.
- Czy jest to już koniec Twoich artystycznych poszukiwań i czy nie obawiasz się, że te zmiany Twojego muzycznego wizerunku mogą spowodować zbyt duży odpływ Twoich fanów?
- Mam naturę poszukiwacza i zawsze taka będę. Jednak mam wciąż u mego boku fanów, którzy pamiętają mnie jeszcze jako Nataszę Ptakovą z pierwszej ep-ki i przetrwali ze mną ten cały okres zmian. Oczywiście są nowi słuchacze, którzy kojarzą mnie od singla „Lawina” i wciąż pojawiają się nowi, którzy dopiero odkrywają moje poprzednie utwory. Staram się porządkować to, co tworzę i współpraca z wytwórnią jest takim „batem” nad moją głową, co pozwala mi w pewien sposób kierunkować się muzycznie. Jestem osobą niecierpliwą i chciałabym od razu wypuścić 30 utworów, z czego każdy w innym wydaniu (śmiech). To dopiero mogłoby zdezorientować słuchaczy. Więc staramy się kierunkować wszystko stylistycznie w jedną stronę. Single „Czar” i „Ratunku” co prawda różnią się od siebie klimatem i tempem, a jedynym łącznikiem jest moja osoba. Wydaje mi się jednak, że szyld Ptakova nadaje temu wszystkiemu określony klimat kojarzony właśnie ze mną.
- Wspomniałaś, że jesteś niecierpliwa. Wydałaś już trzy single jako Ptakova na przestrzeni ostatnich 2 lat. Ale co z płytą? Nie trwa to już trochę za długo?
- Cały czas pracuję nad płytą i mam nadzieję, że w tym roku będzie ona nagrana. Chcę zrobić więcej utworów, by było z czego wybrać piosenki, które trafią na album. Współpracuję z nowymi producentami, kiedyś pisałam teksty sama, a teraz chciałabym też poeksperymentować z różnymi autorami tekstów.
- Czemu?
- Aby trochę otworzyć głowę i mieć więcej możliwości manewru. Kiedyś chciałam robić wszystko sama, być taką „Zosią-Samosią”. Teraz jednak uważam, że jest fajnie, jeśli ktoś daje mi impuls z zewnątrz, na przykład w postaci tekstu piosenki.
- We współpracy z innymi osobami przychylasz się do ich opinii czy jesteś raczej osobą, która stawia na swoim?
- Ja jako Ptakova sygnuję ten projekt. To ja zbieram na klatę wszystko, co się dzieje wokół. W proces powstawania moich utworów i teledysków są zaangażowani wizażyści, producenci, reżyserzy klipów, osoby od marketingu i tak dalej, lecz ostateczne zdanie najczęściej należy do mnie. Ale nauczyłam się iść na kompromisy, bo warto, choć nie przychodzi mi to łatwo (śmiech).
- Zwróciłaś uwagę na teledyski, które są bardzo istotnym elementem Twojej twórczości. Każdy z nich opowiada jakąś ciekawą historię. Czy Ty jesteś ich pomysłodawczynią?
- Gdy tworzę muzykę lub tekst do utworu, to mam w głowie obraz związany z tą kompozycją. Ale lubię oddawać ster w ręce reżysera, co jest fajne, bo wtedy mogę spojrzeć na to wszystko z zupełnie innej perspektywy. Tak było w przypadku teledysku „Ratunku”, gdy miałam w głowie własne, luźne inspiracje do klipu, ale scenariusz, który przedstawił Mateusz Znaniecki był na tyle ciekawy, że postanowiłam skłonić się ku jego wersji i wyszło super. W klipie do „Czaru” jest na przykład nawiązanie do mojej przeszłości jako instruktorki fitness, gdzie udało się przemycić taki fitnessowy układ choreograficzny (śmiech).
- Zawsze mnie interesuje, jak środowisko w którym wychowuje się artysta wpływa na jego rozwój muzyczny. Ty urodziłaś się na Śląsku, który jest kojarzony przede wszystkim z muzyką metalową i bluesem. Czy nie ciągnęło Cię w stronę właśnie takich brzmień? Czy też zawsze pragnęłaś grać takie dźwięki, jakie grasz od kilku lat?
- To prawda, urodziłam się w Gliwicach, ale pierwszych 8 lat życia spędziłam w Wałczu. W tamtym okresie słuchałam m.in. Grzegorza Turnaua, Whitney Houston, czy Stinga. Później, po powrocie na Śląsk, w latach gimnazjalno-licealnych rzeczywiście scena punkowo-metalowa miała na mnie wpływ. Wyglądałam nawet trochę jak punkówa. Chodziłam w glanach, miałam na głowie irokezy. Gdy przeniosłam się na studia do Poznania, to grałam w zespole popowo-rockowym Skeng. Na pewno ten okres miał duży wpływ na to, co tworzyłam później.
- Masz na koncie współpracę z przedstawicielami sceny hip-hop Mioushem oraz Pioną, ale czy wzięłabyś pod uwagę wspólne nagrania z na przykład kapelami metalowymi?
- Musiałabym to przemyśleć, dlatego, że jestem osobą bardzo otwartą na różne kooperacje. Z jednej strony jest to fajne, ale z drugiej nie, gdyż znowu będę wprowadzać w błąd odbiorców. Przede wszystkim chcę być sobą i gdybym miała już ukształtowaną pozycję na scenie muzycznej, a słuchacze wiedzieliby, że to jest Ptakova, to nawet gdybym wystąpiła z Behemothem, to fani wiedzieliby, że to jest TA Ptakova.
- Dziękuję za rozmowę.
Foto: Zosia Zija, Jacek Pióro



