White Lies

W tym roku minęło 10 lat od wydania debiutanckiego albumu grupy White Lies zatytułowanego "To Lose My Life". Z tej okazji ukazała się reedycja tego albumu, a zespół wyruszył na jubileuszową trasę koncertową podczas której gra cały materiał z debiutu. Ale to nie koniec niespodzianek: zespół opublikował także dwie premierowe kompozycje, które są wyjątkowe w dorobku zespołu. O tym wszystkim porozmawialiśmy z perkusistą Jackiem Lawrence-Brownem.
- W ostatnich tygodniach wydaliście dwa nowe single „Hurt My Heart” oraz „Falling Out Without Me”. Są to dwie z kilku kompozycji, które postanowiliście nagrać nie myśląc o ewentualnym umieszczeniu ich na płycie. Czy to znaczy, że chcecie zmienić podejście do procesu tworzenia i wydawania muzyki?
- Chcieliśmy spróbować czegoś nowego w kwestii tworzenia muzyki. Postanowiliśmy nagrać autonomiczne utwory bez myślenia o nowym albumie. Mieliśmy przygotowane szkice kilku nowych piosenek, więc weszliśmy do studia w Londynie i je nagraliśmy. Gdy już je zarejestrowaliśmy nie mieliśmy początkowo wobec nich żadnych planów. Nie wiedzieliśmy do końca, co się z nimi stanie - czy wydamy je na singlach czy też w innej formie? Na razie włączyliśmy te nowe kompozycje do naszego repertuaru koncertowego.
- Dlaczego na producenta tych piosenek wybraliście Andrew Wellsa znanego ze współpracy z chociażby: 5 Seconds of Summer, Alvaro Solerem, i Jasonem Mrazem?
- Wiosną tego roku graliśmy w Los Angeles i Andrew był jedną z osób, które tam poznaliśmy. Od początku znajomości dobrze się dogadywaliśmy i okazało się, że Andrew jest wielkim fanem White Lies. Zdradził nam, że chciałby popracować z zespołem rockowym, gdyż do tej pory miał na koncie kooperacje głównie z artystami bardziej popowymi, a nawet tanecznymi. Pomyśleliśmy sobie, że warto spróbować współpracy z kimś, kogo wcześniej nie znaliśmy. Okazało się, że było to z naszej strony dobre posunięcie. Współpraca ułożyła się bardzo dobrze i myślimy o współdziałaniu z Andrew w przyszłości.
- Czuję, że ten eksperyment z wydawaniem pojedynczych utworów przypadł Wam do gustu. Będziecie go kontynuować w przyszłości? Płyty będziecie nadal nagrywać?
- Na pewno będziemy nagrywać i wydawać płyty. Cały proces tworzenia albumów jest dla nas bardzo ważny i interesujący. Pozwala artyście na bycie bardziej kreatywnym. Inaczej jest w przypadku singli bądź ep-ek. Gdy nagrywasz longplaya masz miejsce i czas na zawarcie większej dawki emocji. Bardzo lubimy obserwować proces tworzenia się pewnej całości, jaką jest płyta – zarówno w warstwie tekstowej, jak i muzycznej. W tej chwili nie potrafię powiedzieć, czy jeszcze będziemy wydawać pojedyncze utwory. Na pewno ukażą się kolejne kompozycje z tej sesji z Andrew Wellsem, a w przyszłym roku wydamy zapewne nowe wydawnictwo, być może ep-kę, aby ponownie zaprezentować światu coś nowego w naszym brzmieniu.
- Kiedy w minionej dekadzie zakładaliście White Lies i w 2009 roku wydaliście debiutancki album „To Lose My Life” myśleliście o tym, że kiedykolwiek będziecie tak hucznie obchodzić 10 urodziny tej płyty?
- Gdybyś 10 lat temu powiedział mi, że w 2019 roku wydamy reedycję „To Lose My Life” i objedziemy Europę z trasą podczas której będziemy świętować 10 urodziny tej płyty byłbym bardzo zaskoczony i uznałbym, że żartujesz (śmiech). Wciąż uważam, że wydanie tego krążka było najważniejszym wydarzeniem w karierze White Lies. Wiem także, że to bardzo ważny album dla wielu naszych fanów i gdyby z ich strony nie było zainteresowania tą reedycją, na której są także utwory ze stron B singli oraz wersje demo piosenek z „To Lose My Life”, to byśmy jej nie wydali. Dostajemy sygnały od naszych fanów, że wielu z nich dorastało słuchając tej płyty – w szkole czy na uniwersytecie. Bez nich nie mielibyśmy szansy, aby nadal istnieć i wydawać nową muzykę 10 lat później.
- Gdy słuchasz tej płyty po 10 latach od jej wydania, myślisz sobie czasem: „O, to bym zmienił” albo „tamto zagrałbym inaczej”?
- Gdybyś zadał mi to pytanie 9-10 lat temu, to powiedziałbym, że tak. Tak wtedy myślałem. Oczywiście, że pewne fragmenty tego albumu mogłyby brzmieć inaczej. Ale teraz myślę sobie, że niczego bym nie zmienił. W końcu nasi fani kochają tę płytę taką, jaka jest, a i ja uważam, że to znakomity krążek. I niech tak zostanie.
- Który utwór na tym albumie jest Twoim ulubionym?
- Hm, trudne pytanie. Myślę, że jest to „Death”. Gdyby ktoś mnie zapytał: „Jak brzmi klasyczna piosenka White Lies?” to odpowiedziałbym, aby posłuchał tego właśnie utworu. Ale gdy ostatnio próbowaliśmy piosenki z pierwszej płyty na potrzeby jubileuszowej trasy koncertowej, w zestawie znalazły się kompozycje, których nie graliśmy na koncertach od 8 czy 9 lat. Mówię tu na przykład o kompozycji „Fifty On Our Foreheads”, którą wysłuchałem w całości niedawno w sali prób po raz pierwszy od wielu lat. I miałem dużą przyjemność z grania jej na żywo. Myślę, że gdy już ruszymy na tournee, odkryję wiele utworów na nowo. Wiesz, na dotychczasowych trasach koncertowych zawsze gramy takie numery z debiutu jak: „Death” czy „To Lose My Life”, ale większości piosenek z tamtej płyty nie graliśmy od lat. Fajnie było uczyć się ich na nowo.
- Album „To Lose My Life” odniósł duży sukces komercyjny. Jak przyjęliście sławę, która spadła na Was niemal z dnia na dzień?
- To prawda, była to świetnie przyjęta płyta, zarówno przez fanów, jak i dziennikarzy. Ale gdy się ukazała, nie mieliśmy czasu, aby cieszyć się tym sukcesem. Od razu ruszyliśmy na dużą trasę koncertową, która trwała rok. Ale dzięki tej płycie mieliśmy możliwość zagrania na niemal wszystkich kontynentach, wystąpiliśmy w najsłynniejszych programach TV, takich jak „Later…With Jools Holland” czy „The Tonight Show with Jay Leno”. To był szalony czas i cieszę się, że mogliśmy tego doświadczyć.
- Nie macie jeszcze w swojej dyskografii albumu/DVD koncertowego. Czy macie w planach nagranie takiego wydawnictwa podczas tej trasy z okazji 10-lecia „To Lose My Life”?
- Na chwilę obecną nie, ale pod koniec trasy zagramy dwa koncerty w Brixton Academy w naszym rodzinnym Londynie. Zobaczymy, jak te koncerty wypadną. Na pewno będziemy je rejestrować i jeśli będą udane, a publiczność będzie się dobrze bawiła, to kto wie? Może coś wydamy? 10 lat temu, podczas trasy promującej „To Lose My Life” zarejestrowaliśmy koncert w Kopenhadze. Możliwe, że zdecydujemy się na opublikowanie tego materiału w wersji on-line. Ale niczego nie mogę teraz potwierdzić.
- Dziękuję za rozmowę.



