BAiKA

Duet BAiKA który tworzą wokalistka Kafi oraz Piotr Banach wydał nową trzecią już płytę "Zdecydowana Mniejszość". Spotkaliśmy się z duetem w uroczej warszawskiej restauracji Rozdroże by porozmawiać o kulisach powstania tego krążka.
Pierwszy utwór z tej płyty czyli „Kradziej” pojawił się już w 2021 roku. Czy powstał wtedy już z myślą o płycie?Czy też był to proces tworzenia rozciągnięty w czasie?
PB: „Kradziej” był takim zamknięciem pewnej epoki i otwarciem kolejnej. Trochę się spóźnił na poprzednią płytę, gdyż powstał już w tamtym czasie, ale nie zdążyliśmy go po prostu nagrać na album „Byty Zależne”. Nagraliśmy go później. Miał na początku trochę inną formę, łagodniejszą, ale potem stwierdziliśmy, że niesie nas w taką trochę cięższą stronę i to był pierwszy nasz krok w kierunku nowej płyty. Ale jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, jak ten album będzie brzmieć, bo faktycznie tak jak mówisz: było to w 2021 roku. I wiadomo jak wtedy było. Wszyscy mieliśmy nosy spuszczone na kwintę, bo siedzieliśmy w domach, było trudno, miało się wrażenie, że świat się kończy. To nie sprzyjało artystycznym eksperymentom, jednak co jakiś czas pisaliśmy nową piosenkę. To były pojedyncze utwory, a nie elementy większej całości, nie było jeszcze tytułu płyty, ani jej wizji. Po prostu publikowaliśmy single, wrzucaliśmy do sieci i wysyłaliśmy znajomym ludziom z branży. Tak dorobiliśmy się czterech singli bez zobowiązań i dopiero „Towarzyskość” oraz „Mimiś” promowały płytę.
Czy ta płyta nie powstała na zasadzie, że mieliście pomysł na kierunek stylistyczny, tylko po prostu nagrywaliście sobie poszczególne utwory i dopasowywaliście je już pod kątem płyty?
PB: Niecałej płyty, bo mieliśmy te cztery „niezależne” single. Ale potem przyszedł taki moment, że już wiedzieliśmy jak ta płyta ma brzmieć.
KF: Te utwory na początku powstawały pod wpływem tak zwanej chwili i takiego naszego poczucia, że „kurczę, dawno nic nie zrobiliśmy, chcielibyśmy coś stworzyć”. Energii na całą płytę nie mieliśmy, ale na tych kilka kompozycji – tak. Cała reszta utworów, a dokładnie dwie trzecie płyty, powstała w przeciągu pół roku, bo Piotr dostał takiego twórczego szału. Skończył nam się remont naszego nowego domu w Wielkopolsce i w końcu odżył. Bardzo lubi to swoje pomieszczenie, w którym teraz pracuje i mamy tam bardzo fajne warunki.
PB: Powiedz, co było wcześniej w tym domu.
KF: Tam wcześniej był gabinet weterynaryjny. Kupiliśmy dom od pana weterynarza i pani nauczycielki z tamtejszej szkoły. Pani Bożena ma zacięcie artystyczne i cały dom był w takich różnych fajnych przedmiotach, podjazd był wymalowany w kwiaty. Chyba ta aura dobroci dla zwierząt i tej artystycznej duszy udzieliła się nami dzięki temu te piosenki tak bardzo szybko powstały. Po prostu w przeciągu pół roku właściwie wiedzieliśmy, że ta płyta będzie brzmiała tak i tak. Wstępne konstrukcje piosenek były już wcześniej, ale Piotr je zmodernizował albo całkiem przewrócił do góry nogami. To taki misz masz, można powiedzieć. Ale przy dwóch trzecich płyty to już wiedzieliśmy co ma być.
Są na tej płycie kompozycje, które można zaliczyć do najostrzejszych w Waszej dotychczasowej dyskografii jak np. „Towarzyskość”, „Mimiś” czy „Strach”. Skąd ten ciąg ku mocniejszemu graniu?
PB: Zastanawiam się, tak filozoficznie, skąd to się bierze, że pojawia się nagle w ludziach, bez względu na panującą modę, chęć posłuchania czegoś innego i zazwyczaj okazuje się, że z tego się robi kolejna moda. Pamiętam, że tak było z reggae, z grungem, że zanim włączyły się w to media, to już mnóstwo moich znajomych słuchało takiej muzyki. W czasach Heya, w połowie lat 90-tych, mimo że takiej muzyki nie było jeszcze wtedy w radio, któregoś dnia obudziłem się z chęcią posłuchania muzyki techno. Jeździłem na undergroundowe imprezy, żeby tam posłuchać takich dźwięków, bo w mediach jej nie było. Teraz dla odmiany poczułem, że chcę wrócić do brzmienia gitarowego, że tamto brzmienie mi się przejadło, czy straciło po prostu dla mnie na atrakcyjności. A że Kafi też tego chciała, to było to po prostu naturalnym wyborem. Ta płyta jest owocem naszego udanego kompromisu artystycznego, który nie polega na tym, że my mamy jakieś artystyczne rozbieżności, ale na tym, że jesteśmy z zupełnie innych epok. Ja się wychowywałem na całych albumach, na concept albumach. Kafi jest z epoki, gdy już nie słuchało się całych płyt, tylko słuchało się piosenek. Na dodatek nie istniały już wtedy subkultury, dla których muzyka była nośnikiem pewnych idei, tylko po prostu piosenka była albo dobra, albo zła. Kompozycja mocno rockowa, mogła sąsiadować z piosenką disco. Jeśli obie były dobre, to spoko, to się tego słuchało. I kiedy przyszło do nagrywania naszej nowej płyty, to Kafi wykonała bardzo dobrą robotę, za którą jestem wdzięczny. Mianowicie wyciągnęła mnie z takich moich przyzwyczajeń. Jestem od wielu lat kompozytorem, producentem oraz autorem tekstów i mam swoje przyzwyczajenia, a ona mnie wyciągnęłaz tej strefy komfortu. No i wyszło nam to na dobre.
Tematyka tej płyty dotyczy Waszego związku, w którym raz jest lepiej, raz gorzej. Nie macie obaw przed wyciąganiem na forum publiczne tego, co się u Was dzieje?
KF: Nie mamy takich obaw, ponieważ nie jesteśmy jakimś wyjątkowym związkiem i takie sytuacje dzieją się w każdej relacji. To co my przeżywamy i o czym śpiewam w piosenkach może nam wszystkim wyjść tylko na dobre. To, że będziemy mówić o naszych doświadczeniach, może po prostu komuś pomóc. Mieliśmy już takich kilka relacji, opinii i komentarzy. Po koncertach ludzie przychodzą, mówią nam: „Słuchajcie, uratowaliście nam małżeństwo tą piosenką, tutaj na tej płycie”.
PB: W naszych piosenkach nie ma żadnych złotych rad. Ludzie myślą, że tylko ich to spotyka, że mają wyjątkowego pecha w życiu, że ich relacja jest jakaś wadliwa, że coś z nimi jest nie tak. A potem słyszą piosenkę, mówią: „Nie, wszystko jest OK. Chyba wszyscy tak mamy, skoro aż się pisze o tym piosenki”. Więc w ten sposób trochę im to pomaga.
Jak była geneza tytułu płyty „Zdecydowana Mniejszość”?
PB: To jest taka gra słów. Bo z jednej strony przez to, że jesteśmy parą, mamy z Kafi taki mikrokosmos i ludzie o nas mówią, że jesteśmy kosmici, że trochę nas nie rozumieją, jesteśmy więc w zdecydowanej mniejszości w stosunku do reszty. Ta gra słów polega na tym, że jesteśmy zdecydowani, żeby tą mniejszością pozostać i działać właśnie jako ta mniejszość, czyli nie dostosowywać się do reszty świata. I nie próbować się wtapiać się w tłum, bo cenimy tę swoją indywidualność, niezależność, nawet jeżeli trzeba za nią zapłacić. Wiadomo, że mamy swoje ambicje, gdyż każdy chciałby być sławny i bogaty. My też byśmy chcieli, ale nie za wszelką cenę. Jeżeli miałoby to zagrozić naszemu światu, to jesteśmy zdecydowani pozostać biedni i anonimowi.
Czy w okresie od premiery poprzedniej płyty nie myśleliście o powiększeniu składu? Ty Piotr nagrywasz wszystkie instrumenty, ale czy nie sądzicie, że może miałoby to dobry wpływ na brzmienie BAiKI? Pamiętam, że na koncertach kilka lat temu grał z Wami chociażby gitarzysta Marcin Żabiełowicz.
PB: Na nowej płycie, w ostatnim utworze, zagrał pianista Szymon Wójcicki. Na koncertach mieliśmy Marcina Żabiełowicza, potem do Marcina dołączył jeszcze basista Jacek Mazurkiewicz, który grał w wielu składach, ale raczej z kręgu muzyki jazzowej, eksperymentalnej. A potem jeszcze doszedł do nas Dimon, czyli perkusista Lao Che. Miałem go na oku od dawna i kiedy Lao Che ogłosiło, że zawiesza działalność to zadzwoniłem do niego, a on bardzo chętnie przystał na współpracę. Zrobiliśmy kilka, może kilkanaście prób i zagraliśmy wspólny jeden koncert. To są świetni muzycy. Wszystko się zgadzało, ale…ci sami ludzie, którzy mówili nam, że powinniśmy mieć rozbudowany skład z bębnami, sekcją i dodatkową gitarą po wysłuchaniu tego składu powiedzieli : „No fajnie, ale straciliście swoją tożsamość”. Z BAiKA zrobił się zwyczajny zespół rockowy. A my dzięki temu, że mamy taki skład, mamy takie brzmienia, jesteśmy wyjątkowi. Myślę sobie, że ta swoistość jest czymś najważniejszym. Jesteśmy zalewani z każdej strony tonami muzyki. Każdego dnia na całym świecie powstaje mnóstwo nowych piosenek, trzeba się jakoś wyróżniać, choćby nietypowym brzmieniem. Wiadomo, że istnieje ryzyko, że ta nasza swoistość komuś nie będzie pasowała i nawet nie spojrzy w naszą stronę. Cóż, taka jest cena bycia nietypowym.
Czy z tych sesji nagraniowych nowej płyty zostały wam jakieś nieopublikowane kompozycje?
PB: Drugie tyle mamy. Moglibyśmy teraz nadal siedzieć i grzebać w nowych numerach, gdyby nie to, że Kafi bardzo mocno pilnowała, żeby płyta się ukazała w kwietniu.
KF: Piotr musi mieć nóż na gardle, żeby coś zrobić. I faktycznie siedział przez dwa miesiące, dzień i noc, dzień i noc. Już mi go było szkoda. Źle, że doprowadziliśmy do takiej sytuacji, ale nie było innego wyjścia. Owszem, mamy bardzo dużo piosenek, ale najpierw musimy odpocząć. Piotrek musi się zregenerować, bo to głównie on pracuje nad tymi kompozycjami. On nagrywa wszystkie partie instrumentów i kiedy każdą piosenkę ma niemal gotową, zaprasza mnie. Ja nagrywam wokale, a potem on to miksuje. Tak więc większość pracy spoczywa na jego barkach i jeżeli tylko on poczuje taką wenę i będę widziała, że ciągnie go do studia nagraniowego, no to wtedy ja ustalę datę premiery i znowu będziemy cisnąć.
Jest szansa, żeby ten album z niepublikowanymi ukazał się jeszcze w tym roku?
KF: Raczej nie. Mamy bardzo dużo pracy „pozapłytowej”, jak choćby: przygotowanie koncertów, trasy na jesień, produkcję kolejnych wideoklipów produkujących nową płytę. My robimy wszystko sami, oczywiście z pomocą takich osób jak na przykład: Sylwia Lato, Sławek Pakos czy Weronika Serocka, która zajmuje się naszą promocją. Ale koncerty załatwiamy sobie sami, nie mamy menadżera. Robimy te wszystkie działania we dwójkę, no, we trójkę bo jest jeszcze pies (śmiech).
Dziękuję za rozmowę.



