KiM

WywiadMaciej MajewskiKiM
KiM

KiM to projekt Edyty i Jacka Chrzanowskich. Oparty o relacje-damsko męskie w przenośni i dosłownie, prezentuje autorską wizję wobec tej tematyki, okraszoną brzmieniami elektronicznymi i bardziej żywymi, a przede wszystkim - głosem Edyty. O debiutanckiej płycie „Opowieści” porozmawiałem z Jackiem Chrzanowskim, którego znamy także z HEYA, zespołu Dawida Podsiadły, czy jako basistę Dezertera.

MM: Projekt KiM sięga roku 2016 r. To było takie tworzenie do szuflady, czy od początku planowaliście publikację tego materiału?

JC: Na początku robiliśmy piosenki w domu. Poznaliśmy się, zostaliśmy parą, przez jakiś czas, pomimo tego że obydwoje zajmowaliśmy się muzyką, nie pracowaliśmy razem. Ale pomału, bez jakiś szczególnych planów, zaczęliśmy nagrywać pojedyncze pomysły . Powstała jedna piosenka, potem druga, trzecia. Było ich coraz więcej. Później mieliśmy przerwę, bo urodziło nam się dziecko. Następnie przyszła pandemia i wtedy stwierdziliśmy, że coś z tym można zrobić. Porobiłem szkice części piosenek, zadzwoniłem do Pawła Krawczyka, który wyraził chęć uczestniczenia w tym projekcie oraz pomocy przy produkcji. Tak się zaczęło.

MM: Przyznam, że nie licząc wokalu Edyty, nie jestem w stanie ustalić, kto na czym gra w tych utworach...

JC: I słusznie. Paweł otrzymywał ode mnie utwory w ‘moich’ wersjach, a następnie dogrywał do nich niektóre instrumenty, zwłaszcza klawisze. Niektóre też zmieniał, inne zostawiał. Produkował i częściowo aranżował. Ja oczywiście nagrałem wszystkie partie basowe. Gitary czasem też, choć niektóre z nich Paweł zmienił. Ciężko jednak policzyć i ustalić, kto na jakim instrumencie i w jakim utworze grał. Powiedzmy, że STOART dzieli się na 3 osoby (śmiech).

MM: Można zatem powiedzieć, że KiM jest właściwie triem?

JC: Jeśli chodzi o pracę studyjną nad albumem “Opowieści” – jak najbardziej.

MM: Słuchając i czytając teksty waszych piosenek, miałem wrażenie, że to opis terapii pary lub jakaś opowieść o relacjach w związku.

JC: (śmiech) Ciekawa interpretacja. O tym powinieneś porozmawiać z Edytą, bo to ona napisała większość tekstów. To są jej przeżycia i przemyślenia, przefiltrowane przez jej wrażliwość. Sama nazwa projektu dotyczy sytuacji między kobietą, a mężczyzną. Poza tym to temat uniwersalny. Każdy ma jakieś doświadczenia na tym polu i może się z tym utożsamić. Natomiast kolejność utworów na płycie nie jest przypadkowa. Zrobiliśmy je i ułożyliśmy z dużą pieczołowitością. Zależało nam na tym, by ta płyta w miarę słuchania zmieniała się klimatycznie. Od elektroniki przez coraz bardziej żywe granie. Zresztą chciałbym, żeby na koncertach ten zespół brzmiał dużo bardziej żywo, niż na płycie.

MM: No właśnie, bo na przykład utwór “Lucyfer” jest mocno elektroniczny i wręcz wściekle ‘ejtisowy’.

JC: Pierwotnie ten utwór nagraliśmy akustycznie, Paweł miał pomysł, aby go zrobić w ten sposób. Spodobało się nam i ostatecznie w tej wersji wszedł na płytę.

MM: A ten saksofon w “Dreszczach”? To też Paweł dołożył?

JC: Pomysł użycia saksofonu był Pawła, ale partie wymyślił i zagrał wspaniały muzyk, Tomek Duda. Niestety przez nasze przeoczenie, nie wspomnieliśmy o tym w książeczce płyty, za co w tym miejscu chciałbym Tomka bardzo przeprosić. Zorientowaliśmy się, gdy płyta przyszła już wyprodukowana i nie mieliśmy możliwości tego skorygować.

MM: Na płycie jest tylko jeden utwór, do którego napisałeś tekst, czyli “Miłość”. Miałeś więcej takich w pełni swoich, autorskich kompozycji w zanadrzu?

JC: To nie jest w pełni moja autorska kompozycja, bo Edyta wymyśliła linie melodyczną do zwrotki, ale akurat z tym utworem było tak, że napisaliśmy go już dosyć dawno. Pierwotnie był on zrobiony do wiersza Białoszewskiego. Bardzo podobała mi się melodia w tym utworze. Trochę przeleżał i zdecydowaliśmy, że nie chcemy go umieszczać ze wspomnianym wierszem, stąd postanowiłem napisać własny tekst. Edycie się to spodobało i dlatego utwór wszedł w takiej formie na płytę. Ale bez obaw - nie rozpoczynam kariery tekściarza (śmiech).

MM: Płytę zamyka “Ta zabawa nie jest dla dziewczynek” z repertuaru Lecha Janerki. Podejrzewam, że chodzi tu nie tylko o swoisty hołd.

JC: Zawsze byłem fanatycznie zapatrzony w Lecha Janerkę. W jego twórczość, w jego sposób pisania, czy sposób bycia. Bardzo go lubię na wszystkich płaszczyznach. Ta piosenka nie miała się pierwotnie znaleźć na płycie. Zrobiliśmy jej interpretację z myślą o koncertach. Po jej nagraniu, uznaliśmy jednak, że jest to na tyle ciekawa wersja, że postanowiliśmy ją jednak na końcu “Opowieści” umieścić. Uważam, że fajnie dopełniła ten album.

MM: Krzysiek Grabowski odpowiada za warstwę graficzną na płycie. Za logo też?

JC: Nie, logo jest autorstwa Edyty. Cała koncepcja graficzna też jest rezultatem współpracy Edyty i Krzyśka. Bardzo jesteśmy Krzyśkowi wdzięczni za jego wkład w płytę, porady doświadczonego grafika i profesjonalizm w działaniu.

MM: Gracie już koncerty

JC: Tak, gramy w kwartecie. Na perkusji gra Robert Szymański (grał m.in. z Kortezem, a wcześniej w Egzekutorze i w Quo Vadis), a na gitarze Paweł Radziszewski (Plastik, Popkultura). Ostatni występ mieliśmy na Great September w Łodzi a 15 października zagramy jako support grupy HEY w Spodku.

MM: Dziękuję za rozmowę.

Powiązane materiały